
W życiu każdego fana speedway'a, żużel ma swoje specjalne miejsce. W trakcie sezonu kibic żyje od niedzieli do niedzieli, a gdy sezon ten się zakończy interesuje go każda informacja o klubie, któremu kibicuje.W klubie dzieje się źle? No cóż, nie można patrzeć na to bezczynnie. Fani skrzykują się i walczą o to by w danym mieście wciąż słychać było warkot motorów lub o konkretnego zawodnika. Nie jest to proste i nie zawsze się udaje. Jednak są takie momenty, gdy ta walka daje rezultat i kibic zdaje sobie sprawę, że jak chce, to potrafi!
Sezon żużlowy się kończy, a jak to w życiu bywa każdy koniec jest jednocześnie początkiem czegoś nowego. W tym przypadku z końcem sezonu przychodzą myśli dotyczące początku kolejnego. Po krótkiej chwili oddechu trzeba na nowo rozpocząć przygotowania do kolejnego roku rozgrywek. Zarząd klubu musi otrzymać zgodę na start w rozgrywkach, przygotować stadion, by spełniał wszystkie wymagane przez PZM warunki i zbudować skład, bo ktoś o te punkty walczyć musi. Podsumowanie zakończonego sezonu, wyciągniecie wniosków i staranie opracowany plan budżetu klubu pozwala zdecydować kto w drużynie zostać musi, z kim trzeba będzie się rozstać a kogo powitać. Tym działaniom bacznie przyglądają się kibice, którzy też mają swoją wizję. Jeśli obie te wizje nie są zgodne i coś nie idzie po myśli fanów, ci nie siedzą cicho. Mają w sobie na tyle siły, by nie tylko wprost wyrazić swoje obawy i niezadowolenie, ale potrafią również się zjednoczyć i zawalczyć o zawodnika czy całą drużynę. Jak tego dokonują? Wykorzystują przede wszystkim social media- komentują poczynania klubów, tworzą fanpage lub wydarzenie na portalach społecznościowych. Jednoczą się i krótko mówiąc: pokazują, że mają głos.
Ruchów społecznych, kibicowskich jest sporo, a z każdym rokiem liczba ta rośnie. Motywacją dla kibiców jest fakt, że nie raz już ich apele i prośby były dostrzegane przez zarząd klubu i, co najważniejsze, pozytywnie odebrane. W końcu dla klubu – kibic nasz pan; to on przyjdzie na mecz ubrany w klubowe barwy, z szalikiem. Kupi bilet, usiądzie na trybunach i przez kolejne dwie godziny będzie śledził zmagania swoich ulubieńców. Może kupi kiełbaskę, popcorn. Kibic nakręca działalność klubu, jest nieodzownym elementem, który sprawia, że to wszystko prawidłowo funkcjonuje. Co najważniejsze, kibic o tym wie. Klub również, więc często wychodzi mu naprzeciw.
Przykładem na to, że taka walka popłaca jest chociażby Grzegorz Zengota. W ubiegłym roku, po zdobyciu przez Unię Leszno srebrnego medalu DMP, zarząd klubu nie był przekonany czy w kolejnym roku znajdzie się w składzie miejsce dla zielonogórzanina. Rozmowy z zawodnikiem trwały długo. Chodziły słuchy, że leszczyński klub zamierza zrezygnować z Zengoty. Na taki obrót spraw nie zgodzili się leszczyńscy kibice. Przy każdej możliwej okazji (w internecie, radiu) fani okazywali wsparcie dla Zengiego. Utworzono wiele wydarzeń na portalach społecznościowych, powstawały różne strony proszące i domagające się wręcz podpisania kontraktu z zawodnikiem. Po tygodniach namawiania i proszenia, udało się. Zengota dogadał się z klubem i w minionym sezonie 2015 zdobył z Unią Leszno mistrzowski tytuł. Dodam, że kontrakt na przyszły rok już podpisany.
Obecnie trwa podobna walka o braci Pawlickich, jakie będą jej efekty? Odpowiedź przyjdzie wkrótce.
Czasem trzeba stoczyć walkę nie o jednego zawodnika, a o cały klub. Źle się dzieje ostatnio w Rzeszowie. Z powodu problemów finansowych rzeszowscy kibice mogą w 2016 nie zobaczyć żużla, co wydaje się abstrakcją. Dlatego też robią co mogą by uratować Żurawie. Jeden z fanów rzeszowskiego speedway'a pan Stanisław Górski wpłacił na konto klubu tysiąc złoty, by ten mógł wystartować w przyszłorocznych rozgrywkach. Ktoś pomyśli, co to tysiąc złotych w ogromie potrzeb finansowych. Dla kibica jednak tysiąc złotych to bardzo duża suma. To był piękny gest i pokazał klubowi, że kibicom zależy i są gotowi działać.
Nad Rzeszowem pojawiają się czarne chmury, a nad innymi stadionami w Polsce zaczyna świecić słońce, również dzięki chęciom i pasji kibiców. Tak jest w Opolu i Częstochowie. Oba kluby po różnych perturbacjach powracają do ścigania w rozgrywkach ligowych. Czas, gdy nie istniały tam drużyny, nie był czasem straconym. Zarówno w Częstochowie jak i w Opolu rozgrywane były liczne zawody indywidualne, które pokazały, że miejscowi kibice spragnieni są czarnego sportu. Częstochowa była też miejscem rozgrywania półfinału i finały tegorocznych DMP, gdyż Sparta Wrocław wybrała stadion Lwów, jako zastępstwo dla remontowanego Stadionu Olimpijskiego.
Mówiąc o aktywności kibiców i efektach ich działań, nie można nie wspomnieć o reaktywacji żużla w Świętochłowicach i Poznaniu. Sporą zasługą tego, że w tych ośrodkach na nowo zaczyna rozbrzmiewać warkot motorów żużlowych, jest wspomniana aktywność fanów czarnego sportu. Kibice walczyli o powrót tych miast na mapę żużlową Polski zarówno w internecie (tworząc różne wydarzenia i akcje na portalach społecznościowych) jak i organizując różne imprezy. Kibice pomogli klubom ruszyć na nowo. Oby to trwało jak najdłużej.
Kibic potrafi, bo towarzyszy mu pasja i miłość do sportu, do danego klubu. Często walka ta jest trudna i ciągnie się latami, jak w przypadku akcji „ Ratujmy Jaskółcze Gniazdo”, w której fani tarnowskiej Unii chcą remontu stadionu. Jaskółcze Gniazdo staje się niebezpiecznym miejscem dla kibiców, ale i dla zawodników. Akcja ta trwa już od dłuższego czasu i nadal końca nie widać. Kibice jednak się nie poddają... i dobrze. Jeśli się w coś wierzy i chcę się działać z dobrych pobudek, trzeba w tym trwać. Może akurat się uda, bo jak pokazują przypadki wyżej, happy-endy się zdarzają, a satysfakcja z tego co udało się osiągnąć jest nie do opisania.
żródło: inf. własna + stal.rzeszow.pl

