W świąteczną podróż wybieramy się pod Jasną Górę. Kolejnym przystankiem na naszej mapie jest Częstochowa. Tam mieszka pasjonat Tomasz Sztrobel, który przedstawi historię swojej kolekcji żużlowej.

Tomasz korzenie żużlowe ma dosyć głębokie. Dziadek naszego rozmówcy jeździł bowiem w latach 50. ubiegłego wieku na żużlu reprezentując barwy tamtejszego ZS Włókniarz. Co prawda na żużlu jeździł tylko 2-3 lata występując z tego co pamięta tylko w dwóch meczach, ale reprezentował sekcję crossową, w której odnosił sukcesy.

Zacznijmy od początku, czyli jak to wszystko się zaczęło?
Nie będę oryginalny mówiąc, że dzięki tacie zaczęła się moja przygoda z żużlem, aczkolwiek w moim przypadku ta tradycja zakorzeniona jest nieco głębiej. Mam na myśli dziadka, który reprezentował ówczesne ZS Włókniarz.



Czy odczuwasz to, że jesteś wnukiem żużlowca Włókniarza?
Dzięki dziadkowi miałem okazję poznać m.in. Zdzisława Święcika, Waldemara Miechowskiego, śp. Stefana Kwoczałę czy Stanisława Rurarza. Te spotkania, kilka minut rozmowy są chyba dla mnie największymi pamiątkami w mojej kolekcji.
Pamiętasz swój pierwszy mecz widziany na żywo?
Mój pierwszy raz na meczu miał miejsce w 1995r, kiedy to miałem raptem 4 lata. Tata zabrał mnie na pamiętny mecz ze Stalą Gorzów – tak! Widziałem na własne oczy akcje Screena, przynajmniej tak mi zawsze mówił tata. Po prostu nie mogłem nie pokochać speedwaya.
Pamiętasz coś jeszcze szczególnego z tamtych czasów?
Rok później byłem nawet obecny na placu Biegańskiego w Częstochowie na fecie, kiedy to Włókniarz zdobył złoto DMP, a zawodnicy przybyli świętować sukces razem z kibicami. Tak właśnie zaczęła się moja miłość do żużla, a przede wszystkim do Włókniarza.


Jak rozpoczęła się twoja przygoda z kolekcjonerstwem?
Jeśli chodzi o pomysł na zbieranie gadżetów to moją podróż do kolekcjonerskiego świata rozpoczął mój brat Marcin, od którego dostałem pierwszy szalik. Do dzisiaj zajmuje honorowe pierwsze miejsce pośród szali na ścianie.
Przez pewien czas przebywałeś na obczyźnie co znacznie utrudniło kontynuację rozpoczętego już kolekcjonowania...
Tak jak niektórzy z kolegów kolekcjonerów zaliczyłem epizod na obczyźnie. Przez prawie 3 lata obserwowałem żużel głównie w TV więc nie myślałem wtedy o kolekcjonowaniu, ale bywały i takie momenty, że nie zważając na koszty potrafiłem wsiąść w samolot i pokonać 2 tyś km tylko po to, żeby stawić się w Częstochowie na jeden dzień i wesprzeć swoją drużynę dopingiem.
Pobyt na obczyźnie spotęgował głód żużla? Wtedy ruszyłeś z pamiątkami?
Wtedy jeszcze nie przywiązywałem, aż tak dużej wagi do pamiątek, ale systematycznie po meczach przynosiłem do domu programy, pocztówki plakaty aż pewnego dnia powiedziałem sobie – chcę mieć plastron Włókniarza! Pierwszy co prawda uszyła mi babcia i niestety nie przetrwał do dzisiaj to z łezką w oku powracam do wspomnień, kiedy to ubierałem ten plastron i z kolegami ścigałem się na rowerach.
Z pewnością była to bardzo cenna pamiątka i unikatowa. Kiedy przyszedł czas na pierwszy prawdziwy plastron?
Pierwszy prawdziwy i wymarzony plastron pochodził z 2004r. Jak wszyscy wiemy apetyt rośnie w miarę jedzenia, a w moim przypadku mógłbym rzec, że byłem kolekcjonerskim głodomorem. Po plastronie jednym, drugim, trzecim pojawiły się następne cele – kevlar, osłony motocykla, kask aż po złożenie motocykla. Wszystko to udało mi się skompletować z nadwyżką – kilka kasków, kilkanaście kevlarów, rękawice a także dwa motocykle na chodzie.



Jest tego dużo, wystarczy, czy zbierasz dalej?
Dzisiaj po tych kilkunastu latach mogę śmiało powiedzieć, że czuję się prawie spełniony, a że prawie robi wielką różnicę to do osiągnięcia 100% satysfakcji brakuje mi by wyjechać na tor przy Olsztyńskiej i zdobyć kevlar w barwach Włókniarz mojego ulubionego zawodnika jakim jest Andreas Jonsson. Mam m.in. jego kask i kevlar, których używał w swoim najlepszym sezonie w karierze patrząc pod kątem Grand Prix, gdzie zdobył srebro.

Jakie pamiątki są dla ciebie najcenniejsze?
Po za wspomnianymi na początku wspomnieniami i rozmową z zawodnikami wielkie znaczenie mają dla mnie między innymi przypinka z 1951r, którą mieli zawodnicy w tamtych latach reprezentujący Włókniarz, kask śp. Lee Richardsona, kevlary Ułamka, Walaska, Sullivana i Pietrzyka z 2003r, w których zdobyli złoto DMP. Można by pokusić się o stwierdzenie, że każda rzecz ma swoją krótszą lub dłuższą historię i na swój sposób jest wyjątkowa.
Wspomniałeś, że masz dwa sprawne motocykle. Opowiesz o nich?
Mój pierwszy motocykl składałem część po części. Miała być to z początku tylko atrapa, która będzie cieszyć oko w pokoju. Szczęście się do mnie uśmiechnęło, gdy przypadkiem zamówiłem błotniki do motocykla i przyszła do mnie część dla Huberta Łęgowika z prośbą by mu ją przekazać. Tak się zgadaliśmy, że Hubert pomógł mi reanimować jak to wtedy mówiliśmy moją ‘’laleczkę’’. Drugi motocykl zakupiłem już w całości.


Twoim ulubionym zawodnikiem jest Andreas Jonsson. Miał okazję zobaczyć kolekcję czy jeszcze nie? Może jakiś inny zawodnik?
Miałem nieopisaną przyjemność w mojej ‘’Jaskini Lwa’’ gościć prawie całą tegoroczną drużynę Włókniarza. Wiele osób pyta ‘’stary, gdzie ty to wszystko trzymasz?’’ ja się uśmiecham i mówię wprost, że wszystko łącznie z motocyklami trzymam w pokoju, który poświęciłem tylko mojej kolekcji. Jak będzie trzeba to i na suficie znajdę miejsce – na szczęście moja kochana narzeczona podziela moją pasję i wspiera mnie przy powiększaniu jej.



Nie da się ukryć, że kolekcja jest spora. Co chciałbyś przekazać początkującym kolekcjonerom?
Wierzcie, że wam się uda i wytrwale dążcie do celu. Każdy z nas kiedyś zaczynał od przysłowiowego zera. Ważne, żeby nawet najmniejsza rzecz sprawiała radość i nakręcała jeszcze bardziej, także często przy kupowaniu czy wymianie można zawrzeć fajne znajomości.
Jest okres świąteczny. Masz pamiątkę świąteczno – żużlową?
Z całej kolekcji chyba tylko bombkę Sebastiana Ułamka

Tomasz urodził się w rodzinie żużlowej więc tradycja ta zakorzeniła się w nim na dobre. Jak wspomina w kolekcjonowaniu najważniejsza jest radość nawet z najmniejszej rzeczy.
źródło: informacja własna

