Grzegorz Zengota tegoroczne rozgrywki PGE Ekstraligi zakończył ze średnią 1,833 zajmując 21. miejsce w rankingu. Z Fogo Unią Leszno zajął siódme miejsce w ligowej tabeli, a wraz z szwedzką Indianerną Kumlą otarli się o podium Elitserien. Jak Zengi ocenia miniony sezon? Zapraszamy do lektury pierwszej części rozmowy.
Śledzisz ranking najskuteczniejszych zawodników PGE Ekstraligi? Na początku sezonu znajdowałeś się w TOP10. Co się później stało, że Twoje wyniki dość mocno spadły?
Na początku sezonu średnia była całkiem fajna. Oscylowała w okolicy dwóch punktów co dawało mi miejsce w pierwszej dziesiątce najlepszych zawodników PGE Ekstraligi. Pozycja w tej tabeli była wykładnikiem mojej dyspozycji na początku sezonu i to, że byłem w niej dość wysoko pozwoliło mi uwierzyć, że mogę się znaleźć w Reprezentacji Polski. Jazda z orłem na piersi jest sporym wyróżnieniem, ale być może mentalnie nie byłem jeszcze na to gotowy, ponieważ zabrało mi to dość sporo energii. Uważam, że niepotrzebnie i w chwili obecnej podchodzę do tego nieco inaczej. Wiem, że każde zawody są ważne. A jeśli mowa o reprezentacji... Jeśli trener mi zaufa, będzie to dla mnie miłe wyróżnienie. Wiem również, że trzeba być w dobrej dyspozycji na każdych zawodach. Tegoroczne występy w barwach narodowych dość mocno wybiły mnie z rytmu. W momencie gdy pojawił się temat kadry pojawiły się pewnego rodzaju problemy na torze. Presja, którą sam na siebie nałożyłem, zaczęła się na mnie odbijać. Wg mnie to w pewnym stopniu wpłynęło na moje późniejsze wyniki, a co za tym idzie na obniżenie mojej średniej. Do tego zabrakło trochę szczęścia, bo np. w kilku meczach zanotowałem wykluczenie co poskutkowało tym, że w tych spotkaniach nie pojawiłem się w biegach nominowanych. Do tego kilka nieporozumień na torze i tak pewna ilość punktów mi uciekła. Takie sytuacje podczas meczu bardzo wybijają z rytmu.
Ostatecznie zająłeś 21. miejsce w tabeli PGE Ekstraligi. Wynik niemalże identyczny jak rok temu. Oczekiwania się chyba jednak nieco inne.
Jakbym zajął miejsce w przedziale 10-15 to byłby to wynik, który przed sezonem mniej więcej zakładałem i przez długi czas ten cel był realny. Końcówka sezonu jednak, przesunęła mnie na dalsze miejsce.
Przez dłuższą część sezonu byłeś liderem Unii Leszno. Wywoływało to w Tobie dodatkową motywację czy dodatkową presję?
Czułem się w tej roli dobrze i taką rolę chciałbym zawsze pełnić w zespole, stojąc na jego czele, biorąc na swoje barki odpowiedzialność za wynik drużyny. Przez większą część sezonu tak właśnie było. Cieszę się, że dawałem radość kibicom. Szkoda jednak, że wyniki zespołowe nie były takie jak wszyscy oczekiwaliśmy. Występy indywidualne mogą być najlepsze, ale w momencie kiedy zespół przegrywa wartość tego wyniku spada i zanika radość ze swoich punktów.
Często padają pytania w stronę zawodników i włodarzy Unii Leszno: Czego w tym sezonie zabrakło do sukcesu? Ja natomiast zapytam nieco inaczej: Czego w zespole Byków było w tym roku za dużo?
Wg mnie mentalnie byliśmy źle nastawieni do sezonu. Skupiliśmy się za bardzo na obronie, a za mało na ataku. Uważam, że w tym przypadku jest tak jak w piłce nożnej. Jeśli drużyna za bardzo skupia się na obronie, to w najmniej spodziewanym momencie i tak wpadnie bramka. W sytuacji, gdy drużyna skupia się na ataku, to co rusz wyznacza sobie nowe wyzwania i uwaga skupia się na pokonaniu przeciwnika. My niepotrzebnie cały czas skupialiśmy się nad tym, czego chcemy bronić zamiast założyć sobie nowy cel i do niego dążyć.
Tak więc zdecydowanie lepiej jest atakować niż bronić?
Zdecydowanie lepiej jest atakować niż się bronić. Jestem zawodnikiem, który stara nie oglądać się za siebie tak więc uważam, że te nasze cele zostały ukierunkowane w złą stronę.
Jak oceniasz współpracę z Adamem Skórnickim?
Tylko i wyłącznie w dobrym kontekście mogę się wypowiadać o Adamie. Moje wyniki indywidualne zanotowały wyraźny wzrost. Miałem ze strony Skóry pełne zaufanie i starałem mu się za to odwdzięczyć. W momencie, gdy ktoś mi zaufa i w 100% na mnie stawia, to staram się zawsze z całego serca za to odwdzięczyć. I tak właśnie było w kontekście Adama.
Czy wg Ciebie zmiana na stanowisku menedżera była potrzebna?
Z reguły jest tak, że gdy nie ma wyniku ktoś musi za to zapłacić. W sporcie trener bierze na siebie odpowiedzialność za rezultaty drużyny, a te w przypadku Unii Leszno dobrze się nie ułożyły więc Adam poniósł tego konsekwencje. Mimo tego, że jego osoba nie ma do końca wpływu na to co dzieje się np. na torze, to najczęściej trener/menedżer ponosi zbiorową odpowiedzialność za zespół. Wcześniejsze dwa sezony były świetne w jego wykonaniu co znaczy, że zna się na tym co robi. Potrafi być dobrym menedżerem i poprowadzić zespół do osiągnięcia najwyższych celów. Ten sezon ewidentnie mu nie wyszedł, ale na to tak naprawdę nałożyło się wiele czynników i nie do końca Adam miał na nie wpływ.
Nowym menedżerem został Piotr Baron. Okazji do współpracy nie mieliście, ale korzystając ze swoich obserwacji, jak mógłbyś ocenić tę zmianę?
Podczas zawodów jakiś kontakt z Piotrem zawsze mieliśmy, jednak nie był on taki sam jak np. z Adamem czy innymi trenerami z którymi miałem okazję pracować. Jestem pozytywnie nastawiony do współpracy z trenerem Baronem i jestem dobrej myśli, że będzie ona przebiegała podobną drogą jak to było ze Skórą. Mam nadzieję, że trener da mi kredyt zaufania, a ja zrobię wszystko, aby go w 100% spłacić.
W leszczyńskim zespole potrzeba mocnego czy spokojnego charakteru?
Wydaje mi się, że budowanie drużyny w oparciu o jednego konkretnego zawodnika nie jest dobrym pomysłem. W każdym bądź razie u nas w tym roku się to nie sprawdziło. Rok i dwa sezony temu miało to bardzo fajny oddźwięk. Choć w tym roku tak naprawdę, każdy z nas dołożył cegiełkę do tego, że zespół znalazł się w tym miejscu a nie w innym. Są jednak przykłady drużyn, jak np. Unia Tarnów, gdzie Janusz Kołodziej był zawodnikiem "do rany przyłóż", z którym można było się porozumieć pod każdym względem i również brał odpowiedzialność za wynik drużyny. Nie ma tutaj złotego środka ani wzoru, który by gwarantował sukces. Cały zespół musi pracować na wynik, a nie jeden zawodnik. A żeby cały zespół pracował, to musi być dobra atmosfera. Żeby była atmosfera, to wszyscy muszą sobie ufać i mieć jeden wspólny cel.
Jak ocenisz sezon 2016 pod względem występów indywidualnych.
Trudno to ocenić, bo nie zdobyłem żadnego medalu Mistrzostw Polski, nie awansowałem do Grand Prix Challenge. dyby moja średnia na koniec oscylowała w okolicy 2 pkt. co sobie zakładałem, to śmiało zapisałbym sobie o wiele lepszą notę końcową. Niestety nie wywiązałem się z tych planów. Więc w skali od 1 do 5, dałbym sobie coś pomiędzy 3, a 4. Nie był to zły sezon w moim przypadku, ale do spektakularnego też mu sporo brakowało.
Planujesz skupić się bardziej na awansie do SEC czy SGP?
c.d.n.
źródło. inf. własna

