Nie w Rydze, a w oddalonym o ponad 240 km Daugavpils rozegrano Grand Prix Łotwy. Niespodziewana zmiana lokalizacji turnieju miała ogromny wpływ dyspozycję zwycięzcy zawodów - Krzysztofa Kasprzaka.
- Podczas zebrania wszyscy zawodnicy stwierdzili, że tor w Rydze jest zbyt niebezpieczny i nie da się na nim jechać. Fajnie, że wszyscy w tej sprawie mówili jednym głosem, bo tak prawdę mówiąc każdy z nas boi się o swoje kości. Przyznam się, że ja jako pierwszy opowiedziałem się za tym, żeby zawody przenieść do Daugavpils - powiedział Krzysztof Kasprzak.
Niepokojące informacje o tym, że Grand Prix na torze Bikernieku Sport Complex w Rydze może nie dojść do skutku pojawiały się kilka dni przed planowanym turniejem. Na domiar złego sytuacji organizatorom nie ułatwiała pogoda. Czy w zaistniałej sytuacji nie można było wcześniej podjąć decyzji o przeniesieniu zawodów? - No cóż, to są mistrzostwa świata i trzeba się podporządkować. Nie ma się co wywyższać. Najważniejsze jest to, że władze w końcu nas wysłuchały i udało się rozegrać normalne Grand Prix. W Rydze o wszystkim decydowałby tylko start. Każdy tylko by się czaił żeby trafić w krawężnik - podkreślił Kasprzak.
T
urniej w Daugavpils dla popularnego "Kaspera" mógł się zakończyć fatalną kontuzją. W 3. biegu reprezentant Polski szczepił się motocyklami z Chrisem Harrisem i z ogromną siłą uderzył w bandę. Na całe szczęście obyło się bez fatalnych dla zdrowia konsekwencji. - Uderzyłem w ten płot kaskiem. Myślałem, że nie wstanę, ale po chwili poruszałem głową, obojczykiem i okazało się, że jest ok. Cieszę się, że jestem cały - skomentował zajście zawodnik Stali Gorzów.
Po tak groźnie wyglądającym upadku tylko nieliczni wierzyli, że Kasprzak w dalszej fazie zawodów będzie w stanie podjąć wyrównaną walkę z pozostałymi zawodnikami. Wychowanek Unii Leszno pokazał jednak charakter, który zapewnił mu zwycięstwo w finałowym biegu. Dzięki temu sukcesowi Polak awansował na piąte miejsce w generalce i otworzył sobie drogę do walki o jeden z medali. - Nie wiem czy stać mnie na medal. Póki co cieszę się z wygranej, tym bardziej, że przez ostatnie cztery tygodnie jechałem praktycznie bez kolana - zakończył Krzysztof Kasprzak.
źródło: informacja własna

