Włókniarz Częstochowa wraca na najwyższy szczebel rozgrywek żużlowych w Polsce. Po raz pierwszy od dłuższego czasu wystąpi jako beniaminek, co od razu stawia Lwy przed nie lada wyzwaniem.
Po finansowych kłopotach klubu spod Jasnej Góry, kibice Włókniarza zmuszeni byli na roczny rozbrat z ligowym żużlem. W ubiegłym roku do startu w rozgrywkach zgłosiło się Stowarzyszenie CKM Włókniarz, które miało rozpocząć wszystko od nowa. W końcu w mieście z tak wielkimi, żużlowymi tradycjami nie mogło zabraknąć ryku silników. Słońce wyszło zza chmur dla biało-zielonych szybciej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Ze względu na problemy ze skompletowaniem pełnej obsady pierwszej i drugiej ligi, władze polskiego speedwaya zdecydowały się połączyć te zmagania w jedne. Dzięki temu Włókniarz od razu mógł wystartować w Nice Polskiej Lidze Żużlowej. Lwy ostrzyły kły, prezes Michał Świącik zbudował ekipę, która była jednym z faworytów do zwycięstwa na zapleczu PGE Ekstraligi. Niestety stalowe rumaki wyniosły Włókniarza jedynie na trzecie miejsce w ligowej tabeli. Jak się jednak później okazało, szczęście nie opuściło częstochowskiego klubu. Rozgrywki wygrał Lokomotiv Daugavpils, który nie mógł awansować do najlepszej żużlowej ligi świata. Drugie miejsce zajął Orzeł Łódź, którego prezes Witold Skrzydlewski, odmówił na zaproszenie do jazdy w PGE Ekstralidze. Kolejnym zespołem w kolejce był Włókniarz. Po niespełna tygodniowych obradach, zarząd klubu zdecydował się przyjąć zaproszenie od władz PGE Ekstraligi. Czy była to słuszna decyzja? To zweryfikuje już tor i …księgowa.

W Częstochowie przygotowania do sezonu 2017 od razu ruszyły pełną parą. Na początek najgorętszy okres podczas żużlowej zimy czyli okienko transferowe. Włókniarz jako beniaminek stanął przed najtrudniejszym zadaniem, gdyż musiał praktycznie od zera zbudować skład, który będzie w stanie podnieść rękawice w PGE Ekstralidze. Choć był i taki pomysł, aby spróbować sił składem, który startował w 2016 roku. Szybko jednak z niego zrezygnowano, a w składzie pozostał jedynie Sebastian Ułamek. Tego samego dnia kontrakty pod Jasną Górą podpisali Rune Holta oraz Leon Madsen. Było to mocne uderzenie prezesa Świącika, który od razu rozwiązał problem polskich seniorów w ligowym zestawieniu. Lwy potrzebowały jednak lidera z prawdziwego zdarzenia, takim miał być Nicki Pedersen, który jednak odstraszał kluby swoimi wygórowanymi oczekiwaniami. Na rynku pozostawało jeszcze kilka ciekawych nazwisk, lecz nikogo nie można było porównywać do trzykrotnego mistrza świata. Angaż Duńczyka stał się jeszcze bardziej niewyobrażalny, gdy na podpis pod kontraktem zdecydował się Matej Zagar. Nie od dziś wiadomo przecież, że obaj panowie za bardzo za sobą nie przepadają. Nicki Pedersen zaskoczył wszystkich i zdecydował się pozostać w swoim dotychczasowym zespole. Częstochowianie byli przygotowani na taki rozwój sytuacji i już wcześniej dogadali się z dobrym znajomym ze Szwecji, a więc Andreasem Jonssonem. Skład na sezon 2017 skompletowany, brakowało jedynie zawodnika, który mógłby postraszyć pierwszy skład. Dość nieoczekiwanie biało-zielone barwy zdecydował się reprezentować Karol Baran, który był już ponoć jedną nogą w Rzeszowie. Jak przyznaje sam zawodnik, nie chce jedynie pełnić roli rezerwowego, a wywalczyć sobie miejsce w ligowym zestawieniu. Trzeba przyznać, że skład jaki zbudował beniaminek PGE Ekstraligi 2017 jest solidny, ale brakuje mu prawdziwej armaty. Jakimi byli przed laty wspomniany już Pedersen, Hancock czy Łaguta. Wielu znawców speedwaya wróży jednak Włókniarzowi rychły spadek z ekstraligi. Takie słowa jednak jeszcze bardziej motywują żużlowców do ciężkiej, wytężonej pracy zimą, by jeszcze lepiej przygotować się do zbliżającego się sezonu.
Po zamknięciu okienka transferowego prezes Świącik i spółka skupili się na procesie licencyjnym oraz poszukiwaniu trenera. Licencja można by rzec jak nigdy w pierwszym terminie. Co pokazuje, że pierwsze dwa lata rządów nowego, starego Włókniarza jak najbardziej na plus. Jeśli chodzi o trenera, to koncepcji było wiele, na czele z egzotycznym pomysłem zatrudnienia Hansa Nielsena. Skończyło się na dotychczasowym trenerze Orła Łódź – Lechu Kędziorze. Trenerze, który dotychczas nie miał zbyt wielkiego doświadczenia z najwyższym szczeblem rozgrywek w Polsce, lecz jego praca na zapleczu na pewno mogła się podobać. Trener rozpoczął pracę z zespołem od początku roku i w kilka tygodni później udał się wraz z drużyną na obóz przygotowawczy do Cetniewa. Teraz Lwy trenują już pod Jasną Górą drużynowo, jak i indywidualnie. W międzyczasie ustalono daty sparingów oraz przedsezonowej prezentacji drużyny.
Wydaje się, że celem tej drużyny będzie utrzymanie i zamknięcie ust niedowiarkom, którzy skazują Włókniarza na pożarcie. Nie od dziś wiadomo, że Częstochowa i tor przy ulicy Olsztyńskiej to miejsce wyjątkowe. To miejsce, w którym często niedoceniani, na zakręcie swojej kariery żużlowcy, wracali na właściwe tory, a młodzi i nieopierzeni pięli się po szczeblach kariery. Na takie rozwiązanie liczą na pewno sympatycy czarnego sportu w Częstochowie. Matej Zagar ani Andreas Jonsson nie mogą zaliczyć minionego sezonu do udanych i obaj liczą na to, że w tym roku się odbudują. Leon Madsen był liderem Unii Tarnów w 2016 roku, lecz jego nazwisko nie wzbudzało dreszczy wśród rywali. Rune Holta ma za sobą udany sezon w Rybniku. Na popularnego Ryśka bardzo liczą w Częstochowie, który traktowany jest niczym talizman i żywa legenda klubu. Gdy w składzie był Holta, Włókniarz albo walczył o najwyższe laury, bądź wychodził z opresji z tarczą. Holta jednak mistrzem świata już raczej nie zostanie. Sebastian Ułamek był najlepszym zawodnikiem Włókniarza w pierwsze lidze. Jednak przepaść między szczeblami może okazać się zbyt drastyczna dla wychowanka Lwów.
Wielu uważa, że Częstochowianie stoczą bój o utrzymanie z Rybnikiem, któremu wyrwali z rąk Holtę i Jonssona. Może też uda się powalczyć przy Olsztyńskiej z Grudziądzem, Toruniem, czy Wrocławiem. Na wyjazdach Lwy skazywane są raczej na porażkę. Piękno sportu polega jednak na jego nieprzewidywalności i przedsezonowe dywagacje często biorą w łeb. Na papierze nie wygląda to najlepiej, lecz wszystko zweryfikuje tor. Bardziej optymistyczni fani przypominają rok 2003, kiedy to po mistrzostwo polski sięgało trzech obecnych żużlowców z lwem na piersi. Wszystkim pod Jasną Górą marzy się powtórka z rozrywki i słynne 5:1 pary Ułamek-Jonsson.
Jak będzie naprawdę? O tym przekonamy się już za kilka tygodni. Dla dobra rozgrywek wierzę w to, że Włókniarz nie będzie czerwoną latarnią, a dumnym lwem walczącym na równi ze wszystkimi rywalami w PGE Ekstralidze.

