Opadły już nieco emocje związane z tegorocznym sezonem ogórkowym w polskim sporcie żużlowym. Mimo, iż za oknami śnieg i plucha, jeszcze w listopadzie w niejednym mieście bywało gorąco. Takie skoki temperatur mieliśmy m.in. w Częstochowie.
Okres transferowy w Polsce trwał oficjalnie od 1 do 14 listopada. Oficjalnie, bo jak jest naprawdę wszyscy wiedzą, ale mówić nie wolno. Mimo, że listopad to raczej wiejący już chłodem miesiąc, to jego pierwsze dwa tygodnie były dla sympatyków czarnego sportu nad Wisłą naprawdę gorące. Działo się naprawdę wiele, wydaje się nawet, że więcej aniżeli miało to miejsce w poprzednich latach. Dziś chciałbym przyjrzeć się owocom pracy częstochowskiego klubu, który bardzo aktywnie działał w tym jakże gorącym okresie.
Lwy przed sezonem 2017 były skazywane na pożarcie. Jednak na przekór wszystkim mądrym głowom podopieczni Lecha Kędziory brzydko mówiąc z palcem w nosie wykręcili piąte miejsce w lidze, ocierając się nawet o play off. Po tak udanym dla beniaminka sezonie prezes Michał Świącik chciał przede wszystkim utrzymać w swoim zespole jego trzon i dołożyć do niego ogniwa, które sprawią, że Lew w sezonie 2018 będzie ryczał jeszcze głośniej. Czy mu się to udało?
I tak i nie. Już na początku września klub pochwalił się pozostaniem w zespole Mateja Zagara i Andreasa Jonssona. Słoweniec już podczas konferencji prasowej po ostatnim meczu pod Jasną Górą oświadczył, że nigdzie się nie wybiera, bo czuje się w Częstochowie dobrze. Słowa dotrzymał i tuż po rozpoczęciu oficjalnego okresu transferowego parafował nową umowę z klubem. Inaczej historia potoczyła się z Andreasem Jonssonem. Szwed szybko uzgodnił warunki kontraktu z klubem. Chciał zrehabilitować się za miniony sezon, dlatego nie otrzymałby żadnych pieniędzy za podpis, a wszystko co mógł zarobić miał wywalczyć sobie na torze. AJ myślał, że ma tym samym zapewniony skład w drużynie na sezon 2018, jednak jak przyznał prezes Świącik niczego takiego ani jemu, ani nikomu innemu zagwarantować nie mógł. W obliczu pojawiających się doniesień o zainteresowaniu Włókniarza innym reprezentantem kraju Trzech Koron – Fredrikiem Lindgrenem, AJ postanowił poszukać sobie innego miejsca na ziemi do uprawiania sportu żużlowego. Koniec końców okazało się, że Szwed wylądował w pierwszoligowym Speed Car Motorze Lublin. Tak to jest, dopóki nie ma w szufladzie kontraktu, a jedynie podano sobie dłonie. Era dżentelmeńskich uścisków w żużlu dawno już odeszła w nieznane.

Niespełna miesiąc później Włókniarz Vitroszlif CrossFit Częstochowa pochwalił się uzgodnieniem warunków z kolejnym liderem z sezonu 2017. Leon Madsen zdecydował się pozostać pod Jasną Górą i to na dwa kolejne lata. Biało-zieloni fani oszaleli z radości, choć wielu z nich studziło zapały pozostałych, aby poczekać do oficjalnego podpisania kontraktu. Duńczyk już kiedyś też był po słowie w Grudziądzu, a ostatecznie wylądował w Tarnowie. Tym razem kibice jednak mogli odetchnąć z ulgą, gdy pod koniec okienka transferowego Leon Madsen zrobił to, co obiecał. Trzon zespołu już niemal zachowany.

Gdy wszyscy drżeli o Leona Madsena, nikt nie spodziewał się, że bocznymi drzwiami ucieknie Rune Holta. Tak naprawdę nikt nie zastanawiał się nad przyszłością Norwega z polskim paszportem. W końcu z lwem na piersi Holta jeździ najlepiej. W końcu to w Częstochowie jest świętym za życia. Niektórzy chcieli już pomniki stawiać, a teraz… co najwyżej marmurowy grób. Tegoroczny kapitan niestety opuszcza statek i przenosi się na inną banderę. Kibice jakoś by to przeżyli gdyby nie fakt, że Rune Holta wybrał… Toruń. Kulisy tych przenosin na zawsze pozostaną zasłonięte kurtyną. Tylko jedna ze stron została zesłana na wygnanie kibicowskiej miłości. Chociaż jak to mówią medal ma zawsze dwie strony.

Zaczęło się robić gorąco pod Jasną Górą, bo nikt nie spodziewał się odejścia Holty. W zespole nie było też już raczej miejsca dla Ułamka, Barana, czy Polisa, który skończył wiek juniora. Jak dotychczas klub pochwalił się transferem Tobiasza Musielaka i zrobił to jeszcze przed otwarciem okienka, co pokazuje, że ten dwutygodniowy okres to bujda. Trzeba było jednak szybko znaleźć zastępcę dla Holty, a wychowanek leszczyńskiej Unii, choć pod Jasną Górą ma wystrzelić to jednak nie ten poziom. Wprawdzie pasuje mu częstochowski tor, jeszcze za juniora kręcił przy Olsztyńskiej komplety. Lecz to przeszłość. Tobiasz Musielak ma za sobą mizerny sezon w Rybniku i miejmy nadzieje, że wyciągnął z niego odpowiedni wnioski i przypomni sobie swoje najlepsze starty pod Jasną Górą, a nie te z sezonu 2017.

Zaczęły się kolejne spekulacje. Zengota, Pawlicki, Kasprzak, Woźniak i… Miedziński. Pierwsza czwórka była już dogadana w innych klubach, choć pod świętym obrazem składano modły o Grzegorza Zengotę. Stało się jednak coś, co jest bardziej nieprawdopodobne niż… może równie spektakularne jak transfer Tomasza Golloba do Torunia swego czasu. Adrian Miedziński po 16 latach spędzonych w macierzystym klubie wybrał właśnie Częstochowę. Broni go prezes, bronią koledzy z toru, czy też trenerzy. Jest to jednak tak kontrowersyjna postać pod Jasną Górą, że ciężko mi jest sobie wyobrazić miłość kibiców do tego właśnie żużlowca. Wprawdzie jak to mówią łaska kibica na pstrym koniu jeździ i kilka dobrych występów może przekonać co poniektórych do Adriana Miedzińskiego, lecz wielu nigdy nie przyklaśnie. Mam nadzieje tylko, że ten kontrowersyjny ruch nie odbije się na frekwencji, gdyż już od kilku osób usłyszałem, że ich noga na stadionie nie postanie, gdy on będzie tutaj jeździł. Ja już jednak oduczyłem się kibicować zawodnikom. Kibicuje klubowi, drużynie jako całości, bo żużlowcy to tylko indywidualności, którzy dzisiaj są, jutro ich nie ma. Przywiązanie do klubowych barw? Już tylko w sercach kibiców. Wracając do transferu Adriana Miedzińskiego do końca kolejnego sezonu będzie przy nim stać wiele znaków zapytania. Mam nadzieje, że to odcięcie pępowiny pozwoli mu rozwinąć się i wspomoże on klub w odnoszeniu zwycięstw. „Zastał się” trochę w tym Toruniu i może swoją jazdą przekona paru ludzi do swojej osoby. Musi jednak przede wszystkim bardzo dobrze wykonać swoją robotę.

W międzyczasie najgłośniejszego transferu Włókniarza Vitroszlifu CrossFit Częstochowa, klub podpisał kontrakt z młodym Duńczykiem Andreasem Lyagerem, który ma startować z numerem ósmym w biało-zielonych barwach. Przypomnijmy, że jest to nowinka regulaminowa, która mówi, że skład drużyny składać się teraz będzie z ośmiu, a nie jak dotychczas siedmiu żużlowców. Numer ósmy, bądź szesnasty jest przewidziany dla zawodnika do 23 roku życia, może to być Polak, bądź obcokrajowiec i w meczu może zastąpić każdego seniora jako rezerwa zwykła. Do tego do drużyny dołączył Andriej Kudriaszow oraz Rafał Szombierski. Rosjaninowi już od dłuższego czasu przyglądał się prezes Świącik i widzi w tym zawodniku nie lada potencjał. Wprawdzie jego wyniki w minionym sezonie w barwach bydgoskiej Polonii nie były porywające, lecz gdzie miałby się odbudować, czy zbudować swoją markę jak nie pod Jasną Górą. Dla Rafała Szombierskiego jest to powrót do Włókniarza po kilku latach startów w macierzystym Rybniku. „Szumina” zapadł w sercach kibiców jako niesamowity walczak, wymachujący podczas wyścigów do publiki zebranej na stadionie. Będzie mu bardzo ciężko przebić się do meczowego składu, lecz nie ma co gdybać. Gdy po raz pierwszy przywędrował do Częstochowy nikt go nie znał, a w swoim debiucie przywoził niemalże same trójki.
Media wciąż spekulowały w co gra Fredrik Lindgren. Chciał go każdy, a on nikomu nie odpowiada. Okazało się, że Szwed dogadał się już dużo wcześniej z Włókniarzem i nie przystępował do żadnych innych rozmów. Trzeba przyznać, że niecodzienne zachowanie jak na żużlowca, którzy zwykle kolejnymi rozmowami podbijają stawkę za swoje nazwisko. Spekulowano długo, jednak transfer ten stał się faktem. Zwycięzca Grand Prix z Warszawy z 2017 roku w sezonie 2018 startować będzie z lwem na piersi i spokojnie można ten ruch nazwach bombą, którą obiecywał prezes Świącik kibicom swojej drużyny. Niepokoi tylko kontuzja Szweda, która może nieco opóźnić jego wyjazd na tor, lecz jak sam przyznaje będzie przygotowany do startu sezonu w 100%. Nic tylko trzymać kciuki za powrót do zdrowa nowego Lwa.

Tej zimy to jednak nie ostatni transfer pod Jasną Górą. Klub opuścił Lech Kędziora, a wielu kibiców nie mogło się z tym faktem pogodzić. Trener ten dokonał z tą drużyną czegoś wielkiego w sezonie 2017. W Częstochowie zaczęto szukać zastępcy dla Lecha Kędziory. Przewijało się kilka nazwisk trenerów czy menadżerów. Lecz nikt nie spodziewał się kolejnej bomby. Po ponad 20 latach tułaczki po Polsce do domu wraca Marek Cieślak. Nazywany żartobliwie „Narodowym” trener reprezentacji polski zamienia Ekantor.pl Falubaz Zieloną Górę na Włókniarz Vitroszlif CrossFit Częstochowa. Wprawdzie na tę decyzje duży wpływ miały problemy rodzinne Marka Cieślaka, któremu łatwiej będzie dojeżdżać na stadion przy Olsztyńskiej oddalony od jego miejsca zamieszkania o kilka kilometrów, aniżeli do Zielonej Góry. Lecz jak przyznał w jednym z radiowych wywiadów Falubaz pracował na jego decyzją od dłuższego czasu.

Nie ma wątpliwości, że na papierze Włókniarz Vitroszlif CrossFit Częstochowa jest silniejszy, aniżeli w sezonie 2017. Jak wiadomo jednak nazwiska nie jeżdżą, co udowodnili właśnie żużlowcy z lwem na plastronie w minionych rozgrywkach. Pozostało 2/3 trzonu zespołu w osobach Madsena i Zagara. Przeciętnego Jonssona wymieniono na Lindgrena, a duet Holta-Ułamek, na Miedzińskiego i Musielaka. Trzeba przyznać, że skład zbudowany pod Jasną Górą jest interesujący i Lwy mogą w kolejnym sezonie powalczyć o coś więcej niż piąte miejsce. Jedyną bolączką mogą okazać się juniorzy. W wiek seniora przeszedł już Oskar Polis, został Michał Gruchalski, który pod nieobecność swojego starszego kolegi musi wejść na poziom wyżej i pociągnąć tę juniorską formacje do wygranych. Tutaj duża rola Marka Cieślaka, który mimo wielu medali na koncie, będzie miał pole do popisu, aby udowodnić, że potrafi wychować dobrego, młodego żużlowca.
Przewidywany skład Włókniarza Vitroszlifu CrossFit Częstochowa w sezonie 2018:
1. Leon Madsen
2. Tobiasz Musielak
3. Matej Zagar
4. Adrian Miedziński
5. Fredrik Lindgren
6. Junior
7. Michał Gruchalski
8. Andreas Lyager
W rezerwie:
- Rafał Szombierski
- Andriej Kudriaszow
Źródło: inf. własna

