Mówili „coś z niego będzie”

2014 kasprzak k

W minioną niedzielę, 3 maja w Gorzowie Krzysztof Kasprzak wspólnie z kolegami z drużyny i z toru świętował 15 – lecie startów. Drużyna gorzowskiej Stali w rozegranym z tej okazji meczu towarzyskim pokonała ekipę złożoną z przyjaciół „KK” 60:30.

 

 

Po zakończeniu zawodów nie obyło się bez wspomnień. Zawodnik „żółto – niebieskich” doskonale pamięta początki swojej żużlowej kariery i pierwszy wyjazd na żużlowy tor – Pamiętam, było to w Rawiczu. Tata akurat tam startował w 96 roku, był tam liderem, dużo punktów robił, a ja miałem wtedy 13 lat. Wiadomo, pierwsze treningi nie były ciekawe – inny świat, szybkość i w ogóle, a później pojechałem raz spod taśmy z zawodnikami z licencją z Rawicza i wygrałem ten start. Mówili „coś z niego będzie”. Później było coraz lepiej. Tata poszedł do Ostrowa, jeździłem w Ostrowie, w Świętochłowicach. Później trzeba było podjąć decyzję, gdzie zdam licencję. Najlepiej w Lesznie, bo tam mieszkaliśmy. Zdałem licencję dla Leszna i tam też startowałem przez 9 lat. Później w Tarnowie 2 lata i teraz tutaj super się czuję w Gorzowie. Pamiętam, jak niedawno jeszcze zapychałem tatę na jego 15 – leciu w Rawiczu, a teraz jest moje 15 – lecie i on ze mną przyjechał jako mechanik, więc ten czas biegnie nieubłagalnie. Te ostatnie 10 lat muszę wykorzystać maksymalnie – wspominał Krzysztof Kasprzak.

 

Skład ekipy „Przyjaciele Krzysztofa Kasprzak” na turniej 15 – lecia nie był przypadkowy – Damian Baliński nie mógł przyjechać, bo miał straszny upadek w Rawiczu. Z „Bally’m” jeździłem od początku kariery. Szkoda, że go nie było. Z „Ogórem” zawsze się trzymałem, z „Puszakiem” też. Z Norbertem Kościuchem chodziłem do szkoły. Marcin to chrześniak taty, mój kuzyn. Kiedyś, jak zapaliłem simsona, jak on był mały, to płakał i uciekał do domu, a dzisiaj wygrywał ze mną, więc widać jak to wszystko się zmienia. Dzisiaj nie szarżowaliśmy, pokonał mnie „czysto”, jechał bardzo szybko i też na silniku taty, tak jak ja dzisiaj jeździłem na silnikach ojca. Fajnie, bardzo mnie cieszy zwycięstwo na silnikach ojca i tak samo cieszę się, jak ktoś inny na nich wygrywa – powiedział żużlowiec Stali Gorzów.

 

Popularny „KK” nie czuje się spełniony jako sportowiec, bo nie zdobył jeszcze tego najważniejszego medalu – złota IMŚ – Spełniony nie jestem, bo nie mam mistrza świata. Osiągnięcia jakieś mam. Były słabsze lata i lepsze, ale juniorka była bardzo dobra w moim wykonaniu. Byłem w 5 finałach mistrzostw świata i to był taki plus dla mnie. Później zostałem już w końcu mistrzem świata i tak samo teraz w mistrzostwach świata seniorów – walczyłem 10 lat o medal i w końcu go mam. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mistrzem świata i wtedy już będę spełniony – zakończył wicemistrz świata.

 

 

 

Źródło: inf. własna

 

 

Dorota Waldmann

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!