
W minioną niedzielę w rewanżowym meczu półfinałowym PGE Ekstraligi Cash Broker Stal Gorzów zremisowała z Betardem Spartą Wrocław 45:45. Wynik ten zapewnił awans do wielkiego finału drużynie wrocławskiej. Gospodarze zaprzepaścili niepowtarzalną szansę i mogą mieć pretensje tylko do siebie, ponieważ jeszcze po jedenastym wyścigu prowadzili różnicą dwunastu punktów.
Oto co po meczu powiedzieli przedstawiciele obu zespołów:
Stanisław Chomski (trener Cash Broker Stali Gorzów): „Gratuluję gościom wygranej. Tak jak na Spartan przystało, pokazali charakter. Jeśli dobrze idzie, to niewiele się zmienia. Podobnie było we Wrocławiu podczas rundy zasadniczej. Przegrywaliśmy wówczas dwunastoma punktami i pomimo braku Krzysztofa Kasprzaka doprowadziliśmy do wyrównanej końcówki meczu i ostatecznie wygraliśmy to spotkanie jednym punktem. Dzisiaj z kolei to my mieliśmy dwanaście punktów przewagi przed ostatnimi czteroma biegami. Jednak po kosmetyce tor się trochę zmienił, zawodnicy źle go odczytali. Nie może to być jednak naszą wymówką, ponieważ tor był równy dla wszystkich. Chcieliśmy przygotować nawierzchnię, która byłaby naszym atutem oraz żeby kibice byli świadkami widowiskowej rywalizacji. To się udało tylko do pewnego stopnia. Na gorąco trudno powiedzieć kto zawiódł, a kto nie. W moim zespole zabrakło punktów Przemka Pawlickiego, ale w drużynie wrocławskiej niewiele „oczek” zdobył na przykład Maciej Janowski. Nie chcę mówić, co by było gdyby. Wyszło jak wyszło. Pewność i sielanka to może były u kibiców na trybunach. U nas tego nie było. Cały czas były zebrania i rozmowy, byliśmy skoncentrowani i wymienialiśmy się uwagami. Niektórzy zawodnicy, tacy jak Sundstroem czy Czerniawski, podmienili przełożenia i poszli w drugą stronę. To był sygnał dla zawodników, żeby nic nie ruszać. Żużlowcy, którzy przegrywają nie mają nic do stracenia. I tak było w przypadku Sparty. We wrocławskiej drużynie są klasowi zawodnicy, którzy nie zeszli poniżej 42 punktów nawet przy przegrywanych meczach na obcych torach w rundzie zasadniczej. Świadczy to o tym, że potrafią jeździć na wyjazdach. Po dwunastym wyścigu być może wkradła się nerwowa atmosfera w nasze szeregi. Ale taki jest sport. Kto popełnia mniej błędów, ten wygrywa. My tych błędów popełniliśmy na tyle dużo, że nie pojedziemy w finale.”
Bartosz Zmarzlik (Cash Broker Stal Gorzów): „Wszyscy się bardzo staraliśmy. Robiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. Pierwsze wyścigi całkiem nieźle nam wyszły, ale potem pogubiliśmy się. Zarówno wczoraj w Grand Prix jak i dzisiaj zmieniałem wszystko, ale motory od tygodnia na nic nie reagują. To jest po prostu loteria. Gratulujemy drużynie z Wrocławia i niestety pojedziemy o brązowy medal.”
Rafał Karczmarz (Cash Broker Stal Gorzów): „Moja forma poszła w górę w odpowiednim momencie. Uważam, że pojechałem kilka dobrych meczów, w których zdobyłem cenne punkty dla drużyny. Dzisiaj zabrakło nam szybkości, trochę się też pogubiliśmy, ponieważ za dużo kombinowaliśmy z przełożeniami. Komunikacja w zespole była bardzo dobra. Przekazywaliśmy sobie uwagi, ale w końcówce meczu nic nie mogliśmy znaleźć.”
Tai Woffinden (Betard Sparta Wrocław): „Zrobiliśmy to, co do nas należało. To był bardzo trudny mecz, podobnie jak tydzień temu we Wrocławiu. Gorzowianie dzielnie walczyli u nas, ale dopiero wspólnie z Maciejem Janowskim w piętnastym wyścigu, wywalczyliśmy czteropunktową przewagę. Dzisiaj przyjechaliśmy do Gorzowa z tak małym zapasem punktowym. Gospodarze rozpoczęli mecz bardzo dobrze i wyglądało na to, że osiągną korzystny dla siebie wynik. Byliśmy skoncentrowani jako zespół i w końcówce doprowadziliśmy do remisu, który daje nam awans do wielkiego finału.”
Krzysztof Gałandziuk (kierownik Betardu Sparty Wrocław): „Spotkanie było bardzo ciężkie, ale takiego spodziewaliśmy się. Zwłaszcza po ciosie, który nas dotknął w piątek, gdy Maksym doznał kontuzji obojczyka. Do połowy meczu mieliśmy tylko dwóch liderów i tak naprawdę czekaliśmy w tym spotkaniu na przełamanie się trzeciego zawodnika. Wiedzieliśmy, że to w końcu musi nastąpić. Zawodnicy pogubili się trochę na początku, ale już pod koniec zawodów wiedzieli o co chodzi. Punktem zwrotnym meczu była druga lokata Damiana Dróżdża w dwunastym biegu przed Krzysztofem Kasprzakiem i Hubertem Czerniawskim. Na szczęście mieliśmy też kim robić rezerwy taktyczne, które w końcówce odwróciły losy spotkania. Dziękuję drużynie gorzowskiej za walkę i bardzo dobrze przygotowany tor. Bardzo cieszymy się, że pojedziemy w finale.”
źródło:informacja własna

