
Powoli opadają emocje po pierwszej w tym roku kolejce PGE Ekstraligi. Rezultaty jakie padły w sobotnie i niedzielne popołudnie pokazują, że liga będzie w tym sezonie bardzo wyrównana. W jednym z najciekawszych spotkań MrGarden GKM Grudziądz zremisował z forBET Włókniarzem Częstochowa 45:45.
W porównaniu do awizowanych składów jakie desygnowali trenerzy obu zespołów na kilka dni przed zawodami mieliśmy tylko jedną zmianę. W miejsce Adriana Woźniaka pod numerem 7 wystąpił Mateusz Świdnicki, dla którego był to debiut w seniorskiej drużynie forBET Włókniarza. Niespełna siedemnastoletni zawodnik nie może jednak zaliczyć tych zawodów do udanych. Wystąpił on w dwóch wyścigach przyjeżdżając daleko za całą stawką. Jednak jak to mówią pierwsze śliwki robaczywki. Dla młodego żużlowca jest to dopiero początek przygody z czarnym sportem i każde doświadczenie na pewno zaprocentuje w przyszłości. Trochę więcej kibice spodziewali się natomiast po drugim młodzieżowcu biało-zielonych. Michał Gruchalski zapunktował tylko w wyścigu juniorskim, w którym zajął drugie miejsce. „Misiek” może jednak mówić o sporym pechu, gdyż po dobrym wyjściu spod taśmy w swoim ostatnim starcie napotkał na bardzo agresywną jazdę Krzysztofa Buczkowskiego i błędną decyzje arbitra. Ten ostatni zresztą popełnił tego dnia kilka kardynalnych błędów, które mogły wypaczyć wynik całego spotkania. Wracając do sytuacji z kapitanem MrGarden GKM’u Grudziądz. Krzysztof Buczkowski ostro wszedł pod juniora z Częstochowy wsadzając hak swojego motocykla w przednie koło „Miśka”. W efekcie czego szprychy ów koła zostały powyrywane i niemożliwością było aby żużlowiec spod Jasnej Góry dokończył ten wyścig, według sędziego… powinien dać rade.

Kibice zapamiętają to spotkanie nie tylko z błędnych decyzji arbitra, lecz przede wszystkim z kosmicznej jazdy Fredrika Lindgrena. Szwed, o którego stan zdrowia obawiali się kibice pod Jasną Górą zaszokował cały żużlowy świat. „Fast Freddie” na tle rywali i kolegów z drużyny wypadł jakby był z innej planety. Nawet po słabszym starcie w piorunującym tempie wyprzedzał rywali jak slalomowe tyczki. Szybko obejmował prowadzenie i wątpię czy zawodnik z drugiego miejsca był w stanie dostrzec numer na plecach Fredrika Lindgrena. Ostatecznie nowy nabytek częstochowskiego klubu wywalczył komplet 18 punktów i był ojcem sukcesu jakim można nazwać remis w spotkaniu, po tym jak „Lwy” przegrywały już różnicą dziesięciu oczek. W zespole trenera Marka Cieślaka świetnie zaprezentował się również Leon Madsen, któremu w dobrej jeździe nie przeszkodził nawet mocny dzwon, jaki zanotował w ósmym wyścigu dnia. Dorobek Duńczyka to 15 punktów i jeden bonus. Fani mogą być również zadowoleni z postawy Mateja Zagara, który delikatnie mówiąc nie przepada za grudziądzkim torem. 8 punktów plus bonus to w porównaniu do ubiegłorocznego blamażu doskonały wynik Słoweńca. Można powiedzieć, że tak naprawdę forBET Włókniarz jechał w tym meczu w dwóch i pół zawodnika. Wprawdzie nie można mieć pretensji do Tobiasza Musielaka i Adriana Miedzińskiego, bo ich zdobycz punktową naprawdę można usprawiedliwić fatalną serią dziwnych zdarzeń i decyzji sędziowskich. Szczególnie mocno skutki wczorajszego spotkania może odczuwać popularny „Miedziak”, który katapultował się z toru w wyścigu dziewiątym, po tym jak został trącony przez Antonio Lindbeacka i nadział się na tylnie koło Krystiana Pieszczka. Upadek ten wyglądał naprawdę bardzo groźnie i spektakularnie, gdyż zawodnik wyleciał w powietrze jak z trampoliny. Cud, że tak naprawdę nic poważniejszego nie stało się żużlowcowi forBET Włókniarza.

Przyjrzyjmy się teraz drużynie gospodarzy, w której prawdę mówiąc ciężko jest dostrzec jednego lidera z prawdziwego zdarzenia. Zespół Roberta Kempińskiego pojechał bardzo równe zawody, lecz żaden z zawodników nie wybił się ponad przeciętną jak to miało miejsce w wypadku Lindgrena i Madsena. Najwięcej, bo 10 punktów wywalczył Artiom Łaguta, lecz Rosjanin nie był tak szybki na torze jak w ubiegłym roku, kiedy to dzielił i rządził przy Hallera. Wygrał tylko jeden wyścig, do którego Leon Madsen przystępował po upadku, a drugi rywal został w parku maszyn. „Z wysokiego C” zaczął Antonio Lindbeack, który zwyciężył w inaugurującym wyścigu oraz wywalczył podwójne zwycięstwo w drugiej swojej gonitwie wraz z Krystianem Pieszczkiem, potem niestety jego dyspozycja nie była już tak wyśmienita. Ten drugi prócz pierwszego swojego wyścigu prezentował się naprawdę bardzo dobrze, widać było, iż „Krycha” znalazł prędkość w swoim motocyklu. Niestety w jego ostatnim starcie punkt zabrał mu defekt maszyny na której startował. W obliczu trzyosobowej stawki niesiony dopingiem miejscowych kibiców wychowanek gdańskiego Wybrzeża dobiegł do mety z motorem u boku. Para Buczkowski-Pawlicki zdobyła razem 16 punktów i można mieć wrażenie, że zarówno trener Kempiński jak i kibice oczekiwali od tej dwójki jednak czegoś więcej. Indywidualnie Krzysztof Buczkowski wygrał tylko raz, kiedy to za jego plecami przyjechał Przemysław Pawlicki, w pozostałych wyścigach ta dwójka widziała plecy chociaż jednego rywala. Na plus zdecydowanie juniorzy, którzy wygrali potyczkę z młodzieżowcami z Częstochowy siedem do dwóch. Szczególnie dobrze zaprezentował się Kamil Wieczorek, który tego dnia zdobył 5 oczek z bonusem.

Pojedynek pomiędzy dwoma drużynami, które jak mówi się w mediach mogą być czarnym koniem tegorocznych rozgrywek zakończył się remisem 45:45. Wynik ten pozostawia pewien niesmak po obu stronach barykady. Gospodarze mogą pluć sobie w brodę, gdyż wypuścili z rąk wygrany mecz, gdy po 12 gonitwach prowadzili 41:31. Mówił o tym Robert Kempiński na pomeczowej konferencji, iż remis ten traktuje jako porażkę, lecz jest to początek sezonu i trzeba skupić się na kolejnych spotkaniach. Goście natomiast musieli zmagać się na torze nie tylko z rywalem i jego torem, lecz również z serią niefortunnych zdarzeń i błędami arbitra. Gdyby całe zawody odbyły się bez upadków Miedzińskiego, Madsena, czy Gruchalskiego kto wie czy częstochowianie nie dorzuciliby tego jednego oczka więcej do ostatecznego rezultatu. Wrażenie jest takie, że byli szybsi, lecz właśnie też za to kochamy żużel. Za to, że niczego nie możemy być pewni, tor weryfikuje wszystko, a te emocje do piętnastego biegu to najlepsze co może być.

forBET Włókniarz Częstochowa 45
1. Leon Madsen (2,3,2,3,3,2*) 15+1
2. Tobiasz Musielak (1*,0,w,-) 1+1
3. Adrian Miedziński (0,1,u/w,u/w) 1
4. Fredrik Lindgren (3,3,3,3,3,3) 18
5. Matej Zagar (3,1,1,2*,1) 8+1
6. Michał Gruchalski (2,0,0,w) 2
7. Mateusz Świdnicki (0,0,-) 0
8. Andreas Lyager ns
MRGARDEN GKM Grudziądz 45
9. Antonio Lindbeack (3,2*,1*,0,0) 6+2
10. Kai Huckenbeck (-,-,-,-) ns
11. Krzysztof Buczkowski (1*,1*,3,2,0) 7+2
12. Przemysław Pawlicki (2,2,2*,1,2) 9+1
13. Artiom Łaguta (2,2,3,2,1) 10
14. Dawid Wawrzyniak (1,0,1) 2
15. Kamil Wieczorek (3,1*,1) 5+1
16. Krystian Pieszczek (0,3,2,1*) 6+1
Bieg po biegu:
1. Lindbeack, Madsen, Musielak, Pieszczek 3-3
2. Wieczorek, Gruchalski, Wawrzyniak, Świdnicki 4-2 (7-5)
3. Lindgren, Pawlicki, Buczkowski, Miedziński 3-3 (10-8)
4. Zagar, Łaguta, Wieczorek, Świdnicki 3-3 (13-11)
5. Madsen, Pawlicki, Buczkowski, Musielak 3-3 (16-14)
6. Lindgren, Łaguta, Miedziński, Wawrzyniak 2-4 (18-18)
7. Pieszczek, Lindbeack, Zagar, Gruchalski 5-1 (23-19)
8. Łaguta, Madsen, Wieczorek, Musielak (w) 4-2 (27-21)
9. Lindgren, Pieszczek, Lindbeack, Miedziński (u/w) 3-3 (30-24)
10. Buczkowski, Pawlicki, Zagar, Gruchalski 5-1 (35-25)
11. Madsen, Łaguta, Pieszczek, Miedziński (u/w) 3-3 (38-28)
12. Madsen, Buczkowski, Wawrzyniak, Gruchalski (w) 3-3 (41-31)
13. Lindgren, Zagar, Pawlicki, Lindbeack 1-5 (42-36)
14. Lindgren, Pawlicki, Zagar, Lindbeck 2-4 (44-40)
15. Lindgren, Madsen, Łaguta, Buczkowski 1-5 (45-45)
źródło: inf. własna

