Złoto – takie założenie, przed rozpoczęciem sezonu 2014, miał prezes Fogo Unii Leszno, Piotr Rusiecki. Niewiele zabrakło do osiągnięcia tego celu mimo, iż początek sezonu nie przebiegał pomyślnie dla klubu ze Strzeleckiej. Ostatecznie leszczyńskie Byki zakończyły rozgrywki o tytuł Drużynowego Mistrza Polski ze srebrnymi krążkami na szyi.
Jesienno-zimowa przerwa przed sezonem 2014 przyniosła kilka, ale jakże znaczących zmian, w klubie przy ulicy Strzeleckiej. Z fukcji prezesa, po 9 latach pełnienia funkcji głowy leszczyńskiego klubu, zrezygnował Józef Dworakowski. Nowym sternikiem Unii Leszno został Piotr Rusiecki, który miał jeden cel na nadchodzący sezon – złoto. O owych planach poinformował na konferencji prasowej, na której przedstawił nowego zawodnika Fogo Unii Leszno, który zastąpił Fredrika Lindgrena. Nową twarzą biało-niebieskich, na okres dwóch sezonów, został 3-krotny Mistrz Świata, Nicki Pedersen. Transfer ten wywołał wiele komentarzy, które najczęściej powstawały w odwołaniu do temperamentu i stylu jazdy zawodnika. Nikt jednak nie mógł odmówić Pedersenowi skuteczności, a w Unii Leszno brakowało jeźdźca, który „pociągnie” wynik drużyny i będzie w każdym spotkaniu dokładał do puli punktów dwucyfrowy wynik. Sporo zastanawiano się nad atmosferą jaka zapanuje w szeregach Byków. Leszczyński klub nie próżnował zimą i starannie pracował nad wizerunkiem zespołu. Kilkudniowe zgrupowania miały na celu nie tylko integrację drużyny, ale również zaprezentowanie się kibicom i utwierdzenie w przekonaniu, że zawodnicy potrafią stworzyć fajną atmosferę, która podczas sezonu przełoży się na dobry wynik drużyny. Wspólne kolędowanie, spotkania z fanami w okolicznych miejscowościach i masa innych akcji miały zachęcić ludzi do przybywania na Stadion im. Alfreda Smoczyka w Lesznie. Jak się okazało podczas sezonu, wiele sytuacji wręcz zniechęcało aby leszczyński stadion odwiedzać. Jednak jak mówi stare porzekadło: po każdej burzy wychodzi słońce. Jego przekaz idealnie pasuje do sytuacji jaka panowała w ciągu całego sezonu w szeregach Fogo Unii Leszno. Jednak zacznijmy od początku.
Przedsezonowe przygotowania wyglądały bardzo podobnie jak w latach poprzednich: treningi na sali pod okiem trenera Romana Jankowskiego i Pawła Barszowskiego, siłownia, zajęcia w terenie oraz odnowa biologiczna. Zaplanowany był również wyjazd do włoskiego Lonigo, by na południu Europy przypomnieć sobie o odpowiednich nawykach podczas jazdy na motocyklu żużlowym. Wyjazd odwołano, ponieważ sprzyjające warunki atmosferyczne w Polsce pozwoliły na odpowiednie przygotowanie toru w Lesznie. 4 marca odbył się pierwszy trening na leszczyńskim owalu. Po kliku sesjach treningowych pojawiły się pomysły by rozegrać treningi punktowane. Pierwszy z nich odbył się 14 marca w Lesznie, a na torze zaprezentowała się drużyna pierwszoligowego Startu Gniezno. Tydzień później (21 marca) na Smoku gościła drużyna Unibaksu Toruń. Następnego dnia Byki pojechały na rewanż do Torunia, gdzie musiały uznać wyższość miejscowych. Ostatni sparing leszczynian odbył się 27 marca w Lesznie przeciwko Unii Tarnów. W pojedynkach rozgrywanych na Stadionie im. Alfreda Smoczyka lepiej zaprezentował się zespół Fogo Unii. Mimo, iż ściganie było tylko formą treningu, a żaden z zespołów nie występował w najsilniejszych składach, to dobre wyniki zawodników z Leszna napawały optymizmem przed zbliżającymi się rozgrywkami ekstraligowymi.
Jedynym transferem Unii Leszno, przed sezonem 2014, było pozyskanie Nicki Pedersena, który miał pełnić rolę lidera zespołu.
Inauguracyjny mecz (13.04), Fogo Unii Leszno przeciwko KantorOnline Włókniarz Częstochowa, dzięki fenomenalnej postawie Kennetha Bjerre i Nicki Pedersena, zakończył się zwycięstwem gospodarzy (52:38). Należy jednak wspomnieć, że częstochowskie Lwy startowały w osłabieniu. Zabrakło Grigorija Łaguty oraz Michaela Jepsena Jensena. Zwycięstwo, w pierwszym ligowym spotkaniu sezonu 2014, było dla Byków dobrym początkiem kiepskiej pierwszej części sezonu. W trzech kolejnych meczach zespół leszczyńskiej Unii zdołał zdobyć tylko jeden ligowy punkt. Wysoka porażka w Gorzowie Wielkopolskim (57:33), remis we Wrocławiu i porażka na własnym torze przeciwko Falubazowi Zielona Góra (44:46) dały zarządowi leszczyńskiego klubu jak i samym zawodnikom wiele powodów do przemyśleń. Potrzebne były zmiany jednak nie było konkretnego pomysłu jak ich dokonać i w którym kierunku ich poszukiwać. Niemalże co tydzień zmieniał się układ par w szeregach Byków. Testowano różne rozwiązania by odnaleźć te najlepsze duety. Był to początek sezonu więc stosowanie takich działań było zrozumiałe. Jednak największą bolączką biało-niebieskich, którą należało jak najszybciej zniwelować, były biegi nominowane. Czternasty i piętnasty bieg bardzo rzadko kończył się zwycięstwem zawodników Unii Leszno. Jednak trudno było rozwiązać ten problem. Po pasmie słabych występów udało się Bykom wysoko wygrać w Gdańsku (32:58). Ze swojego wyniku nie mógł być zadowolony jedynie Damian Baliński, któremu udało się zdobyć zaledwie 1. „oczko”. Niestety entuzjazm w Lesznie panował tylko przez chwilę, a dokładnie do spotkania na własnym obiekcie przeciwko Grupie Azoty Unii Tarnów. Od pierwszego biegu lepiej na torze czuli się goście niż gospodarze. Odzwierciedleniem tego był fakt, że w owej potyczce miejscowi zdołali wygrać zaledwie 3 wyścigi. Spotkanie zakończyło się wynikiem 38:52, a na swoim poziomie zaprezentowali się jedynie juniorzy Byków i Nicki Pedersen. Porażka była bolesna tym bardziej, że odniesiona na własnym torze, który powinien być atutem gospodarzy. Jednak przegrana zeszła na drugi plan. Więcej mówiono się o złej atmosferze jaka panuje w zespole i o braku zrozumienia pomiędzy zawodnikami jak również na linii zawodnicy-trenerzy. Spięcie do jakiego doszło na torze pomiędzy Piotrem Pawlickim i Nicki Pedersenem przeniosło się do parku maszyn. Niestety całą sytuację zarejestrowały telewizyjne kamery i o zdarzeniach dowiedział się cały świat żużlowy. Nagromadziło się problemów w szeregach leszczyńskiej Unii. Włodarzom klubu ze Strzeleckiej te sytuacje dały dużo do myślenia i zaczęto działać w kierunku polepszenia wizerunku klubu. Pierwsze kroki ku temu poczyniono na meczu wyjazdowym przeciwko Unibaksowi Toruń. Ósmego czerwca w parku maszyn pojawił się Adam Skórnicki, który dużo rozmawiał i przekazywał swoje doświadczenie zawodnikom leszczyńskiej Unii. Mimo, iż mecz zakończył się porażką Byków (57:33) zaczęto spekulować jakoby zawodnik Startu Gniezno, borykający się wówczas z kontuzją jakiej się nabawił podczas meczu w lidze angielskiej, miał zostać nowym menedżerem Fogo Unii Leszno. Domysły stały się faktem 11 czerwca. Tego dnia oficjalnie ogłoszono, iż Adam Skórnicki zajmie miejsce Pawła Jądera.
Adam Skórnicki został wrzucony na głęboką wodę. Stanowisko menedżera drużyny objął dokładnie w połowie rundy zasadniczej.
Pierwszy sprawdzian Sqóry w nowej roli zaplanowany był na 15 czerwca w rewanżowym spotkaniu przeciwko Unibaksowi Toruń, jednak kilka dni wcześniej odbył się sparing ze Startem Gniezno. Udało rozegrać się jedynie osiem biegów, ponieważ na przeszkodzie stanął deszcz. Bezsprzecznie lepiej w zawodach wypadli zawodnicy w barwach biało-niebieskich. Był to dobry sprawdzian przed kolejnym spotkaniem. Po objęciu stanowiska menedżera przez Adama Skórnickiego zaczęto dokonywać zmian. Nie radykalnych, a przemyślanych, które powinny pomóc zawodnikom w odnalezieniu formy. Pierwszą zmianą było nawiezienie na leszczyński tor sporo nowej nawierzchni. Zabieg ten miał przywrócić atut własnego toru, którego do tej pory w Lesznie brakowało jak również zawodnicy mieli skupić się na walce między sobą, a nie na walce z torem. Przed niedzielnym spotkaniem rewanżowym po raz kolejny zmieniono układ par. Po części był on podobny do tego, który funkcjonował w sezonie poprzednim. Grzegorz Zengota występował z Kennethem Bjerre, Przemysław Pawlicki towarzyszył młodzieżowcom, a u boku Nicki Pedersena stawali Mikkel Michelsen lub Damian Baliński. Jak się później okazało, szablon jaki zastosował Adam Skórnicki sprawdził się w rzeczywistości, a dokładniej na torze. Niewiadomą pozostawała atmosfera jaka miała panować w zespole Unii. Nowy menedżer zaprosił do współpracy psychologa jak również sam przeprowadził z zawodnikami szczerą rozmowę w cztery oczy, by dowiedzieć się co „boli” każdego z nich i jakie mają oczekiwania. Wszystkie te zmiany i korekty miał zweryfikować mecz przeciwko Unibaksowi. Odniesione zwycięstwo (48:41) dało nadzieję, że może być tylko lepiej, a miejsce w pierwszej czwórce jest na wyciągnięcie ręki. Następny ciężki sprawdzian na zawodników leszczyńskiej Unii czekał w Tarnowie. Lider tabeli był mało gościnny i nie pozwalał przyjezdnym na wywożenie zbyt wielu punktów. Trudny do odczytania tor stał się tarnowską twierdzą, której nikomu nie udało się zdobyć przez całą rundę zasadniczą. Również Fogo Unii Leszno nie udała się ta sztuka, jednak ilość zdobytych punktów prze Byki, była jak dotąd najwyższą zdobyczą gości na tarnowskim owalu (51:39). Mimo przegranej humory zawodników leszczyńskich nie były najgorsze. Zauważalna była „chemia”, która zaczęła się tworzyć pod skrzydłami Adama Skórnickiego. Zawodnicy Unii Leszno, wiatru w żagle nabrali podczas meczu z Wybrzeżem Gdańsk. Wysoka wygrana na własnym torze (63:27) pozwoliła uwierzyć, że wszystkie niepowodzenia są już historią i należy się skupić tylko na tym co będzie. Mimo, iż zespół z Gdańska przystąpił do meczu w bardzo okrojonym składzie, to takie przełamanie było potrzebne w Lesznie. 3 sierpnia miał się odbyć mecz, który zawsze wzbudza wiele emocji wśród kibiców. Potyczka, pomiędzy Falubazem Zielona Góra a Fogo Unią Leszno, musiała być odwołana przez obfite opady deszczu. W ciągu kilku dni ustalono nowy termin spotkania, a był nim 11 sierpnia (poniedziałek), czyli dzień po meczu w Lesznie przeciwko Sparcie Wrocław. Niedzielne spotkanie zakończyło się zwycięstwem (48:42) gospodarzy, które dało ciche nadzieje, że uda się wygrać również na wyjeździe w Zielonej Górze. Dwa duże punkty w ligowej tabeli znacznie przybliżyłyby leszczyńskie Byki do fazy play-off. Ciche nadzieje zostały spełnione. Fenomenalna postawa pary Zengota-Bjerre oraz duet młodzieżowców przyczyniły się do niespodziewanego zwycięstwa na stadionie przy Wrocławskiej 69 (44:46). 22 sierpnia, czyli dwa dni przed arcyważnym pojedynkiem ze Stalą Gorzów, do Leszna napłynęły bardzo złe wiadomości. Nicki Pedersen, podczas Indywidualnych Międzynarodowych Mistrzostw Ekstraligi w Tarnowie, doznał kontuzji barku co wyeliminowało zawodnika z udziału w najbliższych spotkaniach. Niestety to nie był koniec niedobrych wieści. W sobotę (23 sierpnia) rozgrywał się mecz w lidze angielskiej pomiędzy Leicester Lions - Poole Pirates. W ekipie Piratów startował Przemysław Pawlicki, który niestety nie ukończył zawodów. Podczas jednego z biegów upadł na tor co skończyło się urazem obojczyka. Do podziurawionego składu, na mecz przeciwko Stali Gorzów, powołano Mikkela Michelsena oraz Bartosza Smektałę. Dla wychowanka leszczyńskiej Unii było to pierwsze wystąpienie w ekstralidze. Gorzowska Stal zjawiła się w Lesznie w najmocniejszej obsadzie. Rokowania na zwycięstwo Byków były bardzo słabe w porównaniu z siłą jaką dysponował zespół żółto-niebieskich. Jednak jak mówi znane powiedzenie: pozory mylą. Fogo Unia Leszno w bardzo odmłodzonym składzie pokazała kawał znakomitego żużla. Wynik spotkania rozstrzygnął się w biegach nominowanych, a dokładnie w biegu ostatnim. Wyrwane dwa oczka, na przedostatnim okrążeniu, Krzysztofowi Kasprzakowi przez Grzegorza Zengotę dały Bykom remis, a ten jeden duży punkt wystarczył Fogo Unii Leszno by być pewnym uczestnictwa w fazie play-off. Ostatnie spotkanie rundy zasadniczej leszczyńska Unia, w takim samym składzie jak w meczu przeciwko Stali, rozegrała w Częstochowie. Rozbita, przez finansowe problemy, drużyna Włókniarza uległa gościom z Leszna w stosunku 35:55. Fogo Unia Leszno po rundzie zasadniczej, z dorobkiem 19. punktów, zajęła czwarte miejsce w ekstraligowej tabeli. Byki w półfinałach spotkały się z Grupą Azoty Unią Tarnów.
Grzegorz Zengota, po rewanżowym meczu rundy zasadniczej przeciwko Stali Gorzów, został nazwany bohaterem spotkania, dając Fogo Unii Leszno awans do fazy play-off.
14 września w Lesznie, odbył się pierwszy półfinałowy mecz. Do składu Byków powrócił Nicki Pedersen i w dość niespodziewanych okolicznościach - Przemysław Pawlicki. Kapitan Unii Leszno, z niedoleczona kontuzją, musiał zająć miejsce Kennetha Bjerre, który dzień wcześniej podczas Grand Prix w Vojens, nabawił się kontuzji barku. Wynik pierwszego półfinałowego spotkania zakończył się pomyślnie dla gospodarzy. Mimo, iż zabrakło punktów starszego z braci Pawlickich i Mikkela Michelsena, to doskonała predyspozycja pozostałych zawodników pozwoliła wypracować dziesięciopunktową zaliczkę na rewanż. Tydzień później (21 września) miał się odbyć drugi z meczów półfinałowych, jednak pogoda nie pozwoliła na rozegranie zawodów. Mecz przełożono na 24 września (środa). Do składu nadal nie powrócił Kenneth Bjerre. Natomiast Przemek Pawlicki już znacznie lepiej czuł się na motocyklu o czym świadczyło bardzo dobre wystąpienie w Lonigo podczas Grand Prix Challenge (20 września). W Tarnowie przez kilka dni padał deszcz w skutek czego struktura toru różniła się od tego, jaki dotychczas był przygotowywany. Wiele problemów tarnowski owal sprawił Jaskółkom. Znacznie lepiej tego dnia, czuli się na nim goście z Leszna co skrzętnie wykorzystali. Dodatkowo w szeregach Unii Tarnów nadal brakowało kontuzjowanego Grega Hancocka. Wyrównana forma, niemalże wszystkich leszczyńskich zawodników, pozwoliła odnieść zwycięstwo w rewanżowym spotkaniu (42:48) co dało Bykom awans do finału.
Para leszczyńskich juniorów, Tobiasz Musielak i Piotr Pawlicki, wywiązywała się ze swej roli z nawiązką. Nazwanie tego duetu najlepszym w ekstralidze nie okazało się bezpodstawne.
W walce o tytuł Drużynowego Mistrza Polski, Fogo Unia Leszno zmierzyła się ze Stalą Gorzów. Pierwszy pojedynek rozegrał się na Stadionie im. Alfreda Smoczyka. Byki, w najsilniejszym składzie i przy pełnych trybunach, wywalczyły tylko dwupunktową zaliczkę przed meczem rewanżowym. Do większej różnicy punktowej brakowało skuteczności Damiana Balińskiego i Tobiasza Musielaka oraz trochę więcej szczęścia. Wygrana 46:44 dała leszczyńskim kibicom wiele radości i nadziei na wygraną w Gorzowie, lecz każdy był świadomy jak cięzko zdobywa się punkty na Stadionie im. Edwarda Jancarza w Gorzowie Wielkopolskim. Były prezes, Józef Dworakowski, do końca wierzył w leszczyński zespół. Zapewniał nawet, że jego byli podopieczni wrócą do domów ze złotymi krążkami na szyjach. Jednak tak się nie stało. 5 października, znakomicie dysponowani gospodarze, od początku doskonale spasowali się ze swym domowym torem, który przysporzył wiele problemów gościom z Leszna. Zespół Stali, nawet bez kontuzjowanego Nielsa Kristiana Iversena, postawił bardzo wysoko poprzeczkę zawodnikom Unii Leszno. W zespole Byków więcej oczekiwało się od Duńczyków, którym w tej ostatniej ligowej potyczce nie powiodło się dobrze. Ostatni mecz ekstarligi zakończył się wynikiem 49:41.
Pierwsza część sezonu nie przebiegała pomyślnie dla Fogo Unii Leszno, a awans do fazy play-off mógł być tylko marzeniem. Jednak udało się tego dokonoać, a nawet powalczyć w finale o złoty krążek przeciwko Stali Gorzów.
Zawodnikiem, a raczej zawodnikami na „+” są leszczyńscy juniorzy, Tobiasz Musielak i Piotr Pawlicki. Bardzo często punkty tych Byków decydowały o sukcesie drużyny. Możliwość posyłania młodzieżowców do gonitw w ramach rezerwy zwykłej, dawały menedżerowi spore pole do manewru. Słabszą predyspozycję seniora można było w skuteczny sposób załatać właśnie utalentowanymi juniorami.
Nienajlepszy sezon zanotowali Damian Baliński i Mikkel Michelsen. Owi zawodnicy nie mieli pewnego miejsca w składzie, a szanse, które otrzymywali od menedżera nie zawsze należycie udało się wykorzystać. Szczególnie punktów tych zawodników brakowało w tegorocznym sezonie.
Fogo Unia Leszno w chwili obecnej prezentuje się następująco: Nicki Pedersen, Tobiasz Musielak, Przemysław Pawlicki, Damian Baliński, Piotr Pawlicki, Bartosz Smektała.
Kolejni zawodnicy zostaną zaprezentowani 19 grudnia na konferencji prasowej. Tego dnia również poznamy ostateczną decyzje odnośnie pełnej nazwy klubu jak również nazwisko menedżera.
Klika ciekawostek odnotowanych w sezonie 2014 na leszczyńskim torze:
Najwyżej wygranym spotkaniem był mecz przeciwko Renault Zdunek Wybrzeże Gdańsk – 63:27.
Najsroższą porażką zakończył się mecz z Grupą Azoty Unią Tarnów – 38:52.
Najlepszym czasem, uzyskanym przez leszczyńskiego zawodnika, pochwalić się może Piotr Pawlicki – 60,03 w półfinałowym meczu przeciwko Grupie Azoty Unii Tarnów.
Najwięcej kibiców zasiadło na Smoku podczas meczu finałowego przeciwko Stali Gorzów – ok 17 000.
Podczas zawodów ligowych na leszczyńskim obiekcie zanotowano: 8 defektów, 2. taśmy, 14 wykluczeń.
Lista klasyfikacyjna zawodników Enea Ekstraligi po sezonie 2014:
| Pozycja w 2014 r. | Spadek/Awans | Pozycja w 2013 r. | Imię i nazwisko | Średnia | Punkty | Bonusy | Suma punktów | Starty |
| 13 | -9 | 4 | Nicki Pedersen | 2,071 | 160 | 14 | 174 | 84 |
| 15 | +7 | 22 | Piotr Pawlicki | 2,000 | 150 | 16 | 166 | 83 |
| 25 | +9 | 34 | Tobiasz Musielak | 1,766 | 125 | 11 | 136 | 77 |
| 26 | -2 | 24 | Kenneth Bjerre | 1,761 | 111 | 7 | 118 | 67 |
| 32 | -7 | 25 | Grzegorz Zengota | 1,688 | 112 | 18 | 130 | 77 |
| 34 | -11 | 23 | Przemysław Pawlicki | 1,600 | 102 | 10 | 112 | 70 |
| 45 | 0 | 45 | Damian Baliński | 1,239 | 47 | 10 | 57 | 46 |
źródło. inf. własna + www.speedwayekstraliga.pl

