
Podczas niedzielnego meczu V kolejki PGE Ekstraligi leszczyńska Unia zremisowała u siebie z ROW-em Rybnik 45:45. Jednym z jaśniejszych punktów gospodarzy był Grzegorz Zengota, który zapisał na swoim koncie 10 oczek i bonus.
Początek tegorocznego sezonu jest trudny dla mistrza Polski. Leszczyńska Unia przed starciem z zespołem z Rybnika, plasowała się na siódmym miejscu w tabeli PGE Ekstraligi z 2 punktami na koncie. Mecz z beniaminkiem i to na własnym terenie miał dołożyć do dorobku Byków kolejne cenne punkty. Skończyło się tylko na remisie- Dzisiejszy rezultat nas nie zadowala. Musimy odrabiać punkty a na razie idzie nam to opornie. Chłopacy z Rybnika pokazali zęby i nie było tak łatwo wydrzeć im tych 2 punktów.
Na stadionie im. Alfreda Smoczyka w Lesznie zrobiło się głośno po 10. biegu kiedy to sędzia przerwał wyścig podczas 4 okrążenia i wykluczył Petera Kildemanda, który chwilę wcześniej ostrym atakiem wyprzedził Kacpra Worynę. W powtórce osamotniony Grzegorz Zengota, dojechał do mety jako drugi. To nie była jedyna kontrowersyjna decyzja arbitra, która sprawiła, że gospodarze gubili punkty podczas niedzielnego spotkania. Zengi zauważa jednak, że nie można szukać winy dookoła, trzeba skoncentrować się na własnej jeździe- Sędzia nam nie pomaga, ale nie możemy skupiać się na tym temacie. Nasza jazda na torze nie wygląda dobrze, powinniśmy porozmawiać ze sobą, powyjaśniać kilka rzeczy.
Ostateczny wynik spotkania rozstrzygnął 15. bieg, w którym pod taśmą maszyny startowej stanęli Grigorij Łaguta i Andreas Jonsson kontra Piotr Pawlicki i Grzegorz Zengota. Ogromną pracę na torze wykonał Zengota, który do końca walczył z Griszą Łagutą o dwa oczka. Ostatecznie nie obronił się przed atakami Rosjanina, ale leszczynianom udało się dojechać do mety na 4:2, co dało remis w ostatecznym rozrachunku- W ostatnim biegu było blisko podwójnego zwycięstwa. Nie wyjechałem źle z czwartego pola i przeskoczyłem za koło chłopakom z Rybnika. Zacząłem gonić Pitera, ale później brakowało mi już nawierzchni, po której mógłbym się napędzić. Przy krawężniku wyskoczył mi Grisza Łaguta, który robił wszystko by mi poprzeszkadzać. Na drugim łuku oparłem się praktycznie o płot. Skomplikowało mi to sytuację.
Rywalizacja w tegorocznych rozgrywkach najwyższej polskiej ligi idzie leszczynianom jak po grudzie. Obronienie tytułu mistrza Polski nie będzie łatwe. Tym bardziej, że na trzy mecze u siebie, Fogo Unia Leszno wygrała zaledwie jeden. Wie o tym doskonale Grzegorz Zengota- Oczywiście, że chciałoby się wygrywać, szczególnie na własnym torze. Póki co nie jest to jednak łatwe zadanie. Nikt z nas nie chce jeździć z tyłu. To co możemy teraz robić, to walczyć.
źródło: inf. własna

