Złoty sen, który szybko się zakończył

leszno logoSezon 2016 będzie dla Fogo Unii Leszno tym, o którym zespół jak najszybciej będzie chciał zapomnieć. Najbardziej utytułowany klub w polskim speedway'u, obrońca mistrzowskiego tytułu znalazł się u dołu ekstraligowej tabeli. Jak do tego doszło? Wzięłyśmy pod lupę cały sezon w wykonaniu leszczyńskiej drużyny, by odpowiedzieć na to pytanie.


Przedsezonowe plany i wielkie nadzieje

W świecie sportu istnieje stare porzekadło, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Wiele w tym racji. Skoro dany zespół przez cały miniony sezon świetnie sobie radził - zdobył mistrzostwo - dlaczego w kolejnym roku miałoby się to zmienić? Jednak mówić można wiele rzeczy. Wszystko i tak weryfikuje życie.

Włodarze leszczyńskiej Unii również wyszli z założenia, że skoro „bycza maszyna” chodziła jak w zegarku to zmian powinno być jak najmniej, o ile w ogóle jakieś powinny się pojawić. Jeszcze w październiku klub przedłużył kontrakt z Emilem Sajfutdinowem, Tobiaszem Musielakiem, Nicki Pedersenem czy Grzegorzem Zengotą. Do Leszna wrócił Daniel Kaczmarek. Perspektywiczny junior, wychowanek leszczyńskiej Unii, dwa lata spędził w II-ligowym zespole z Krakowa. Leszno podpisało z nim kontrakt i pomogło w odbudowie sprzętu i warsztatu, który spłonął w pożarze (październik 2015). Pod koniec roku pojawił się problem z braćmi Pawlickimi. Ostatecznie starszy, Przemysław podpisał umowę na starty w Stali Gorzów, Piotr natomiast po długich pertraktacjach pozostał w swoim rodzinnym mieście mimo, iż wcześniej oficjalnie rozstał się z klubem z Leszna. W międzyczasie, gdy kontrakt braci stał pod wielkim znakiem zapytania, prezes Piotr Rusiecki postanowił się zabezpieczyć i zakontraktował żużlowca ścigającego się w Speedway Grand Prix, Petera Kildemanda. Leszczynianie mieli na kolejny rok  rezerwowego juniora i seniora w składzie. Ponadto aż trzech zawodników, startujących w cyklu SGP. Wydawało się więc, że klub, który już w poprzednim sezonie spisywał się fantastycznie, jeszcze bardziej się wzmocnił i zwiększył swoje szansę na obronę tytułu.


To się porobiło...

Problemy zaczęły się piętrzyć jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek. Kapryśna pogoda spowodowała, że do skutku nie doszedł Memoriał im. Alfreda Smoczyka. Opóźniły się też treningi żużlowców i sparingi punktowane. Później, na kilka dni przed pierwszym meczem Byków ze Stalą Gorzów do klubu dotarła informacja o kontuzji Emila Sajfutdinowa. Rosjanin uszkodził bark podczas jazdy na motocrossie. Osłabiona brakiem Sajfutdinowa Unia przegrała na Smoczyku 42:48. Przed II kolejką ekstraligowych rozgrywek ze składu wypadł Dominik Kubera, który doznał kontuzji nogi podczas towarzyskiego turnieju w Pradze. Leszczynianie nagle stracili dwóch dodatkowych zawodników, a manager Adam Skórnicki stracił możliwość dokonywania roszad w składzie. W Tarnowie Byki musiały uznać wyższość gospodarzy, mecz zakończył się wynikiem 48:42. Trzecia kolejka wlała w serca kibiców z Leszna nową nadzieję - żużlowcy pokonali dziesięcioma punktami zespół z Torunia. Świetnie w tym spotkaniu zaprezentowali się Piotr Pawlicki i Grzegorz Zengota. Wszystkie oczy zwrócone były również na Petera Kildemanda, który nieźle się poobijał podczas rywalizacji z toruńskimi Aniołami. Duńczyk w trakcie sezonu jeszcze wiele razy zaliczał tak zwanego „dzwona”, co przełożyło się na ogólną formę tego zawodnika. Mocno obolały jeździł też kapitan Tobiasz Musielak. Ponadto z problemami sprzętowymi nie mógł poradzić sobie, dotąd jeden z filarów drużyny, Nicki Pedersen. Piotr Pawlicki, który debiutował w roli seniora, musiał również radzić sobie z długimi podróżami na kolejne cykle SGP. Przez co jego dyspozycja wiele razy nie przypominała tej sprzed roku. Młodzieżowcy, którzy podczas turniejów juniorski prezentowali wyśmienitą formę, nie mogli do końca odnaleźć się na ekstraligowych torach. Problemy kadrowe i sprzętowe w zespole zapewne nie raz sprawiły, że szkoleniowcy Adam Skórnicki i Roman Jankowski mieli potężne bóle głowy.


Nawet Smoczyk nie pomagał

W sezonie 2016 zabrakło zawodnika ze stabilną formą. Najbliżej był Grzegorz Zengota, jednak i on nie ustrzegł się wpadek. Praktycznie każdy z żużlowców przeplatał dobre występy gorszymi. Sprawiło to, że leszczynianie przegrywali nie tylko mecze na wyjeździe, ale również ledwo wychodzili zwycięsko z potyczek na własnym terenie.  Na dodatek jeździli bez dopingu ze strony kibiców. Z powodu braku porozumienia z klubem, zlikwidowano sektor fan. Fanów leszczyńskiego speedway'a na trybunach było jak na lekarstwo. Spotkanie w Lesznie z beniaminkiem z Rybnika zakończyło się jedynie remisem (45:45). Wysokie wygrane z Grudziądzem i Tarnowem, nie oddawały jednak obrazu walki. Leszczynianie musieli się mocno napocić by zdobyć cenne punkty w tych spotkaniach. Po drodze była jednak bolesna porażką na poznańskim Golęcinie, w starciu z Betard Spartą Wrocław (52:38). A kolejne spotkanie na stadionie Alfreda Smoczyka, tym razem z Falubazem Zielona Góra, znów przyniosło tylko remis. Już w na początku sierpnia okazało się, że Fogo Unia Leszno ma mikroskopijne szanse na znalezienie się w fazie play-off. Bezradność zawodników na własnym torze można było łatwo zauważyć podczas spotkania z wrocławską Spartą. Obie ekipy miały o co walczyć- Wrocław o pewne miejsce w półfinałach Ekstraligi, Leszno o uniknięcie barażu. Finalnie to goście okazali się lepsi na Smoczyku i zainkasowali pełną pulę punktów z dwumeczu. Leszczyńska Unia, która w ubiegłym roku z gracją i swobodą przeszła przez rundę zasadniczą, znalazła się w sezonie 2016 na przedostatnim miejscu tabeli. Złoty sen przerodził się w jeden z koszmarów. Obrońców mistrzowskiego tytułu czekał bój o utrzymanie w najwyższej polskiej lidze. Ostatecznie do baraży nie doszło.

 
Menedżerskie dylematy

Pasmo porażek zagęszczało atmosferę w drużynie. Można stwierdzić, że w zespole leszczyńskiej Unii robiono dobrą minę do złej gry. Wiele mówiło się o nie najlepszej atmosferze w drużynie. Brak porozumienia pomiędzy zawodnikami odbijał się na wyniku Unii Leszno. Adam Skórnicki stosując różnego rodzaju roszady w składzie, próbował wybrać optymalne ustawienia, aby w końcu wszystko zagrało i znalazło to odzwierciedlenie w dobrym wyniku. Niestety zawsze ktoś był poszkodowany. Tobiasz Musielak, Nicki Pedersen i Peter Kildemand – tych trzech zawodników spędzało sen z powiek menedżerowi Skórnickiemu. Kilka razy podejrzewano, że Sqóra układając skład na mecz kieruje się emocjami, a nie sportowym wynikiem. Szczególnie mówiono o tym w sytuacjach, gdy do składu powoływał słabo spisującego się Tobiasza Musielaka kosztem Nicki Pedersena. Kibicie zauważyli, że coś jest nie tak z duchem zespołu, a winy doszukiwali się właśnie w Duńczyku. Być może Adam Skórnicki miał podobne zdanie na ten temat lub wsłuchał się w głos kibiców stąd też podejmował je tak, a nie inaczej. Decyzje podejmowane przez menedżera nie zawsze spotykały się z akceptacją włodarzy klubu. Sytuacja dotarła do kumulacyjnego punktu przed ostatnim meczem rundy zasadniczej. Mimo, iż w awizowanym składzie zabrakło Nicki Pedersena, to pojawił się on przed meczem ze swym sprzętem w parku maszyn. Długo trwały rozmowy pomiędzy zawodnikami, sztabem szkoleniowym i włodarzami klubu. Ostatecznie Duńczyk w meczu nie wystąpił, a na torze zaprezentował się Tobiasz Musielak. Tego dnia, ze sttony Adama Skórnickiego, padły pierwsze zapewnienia, iż po tym sezonie kończy on  współpracę z leszczyńskim klubem. Tak też się stało. 30 września poinformowano, że Sqóra zakończył współpracę z Fogo Unią Leszno. Tego samego dnia przedstawiono nazwisko nowego menedżera leszczyńskich Byków, którym został Piotr Baron.


Kosmetyczne zmiany

Leszczyńskie Byki zakończyły sezon po meczu ze Spartą Wrocław (21 sierpnia). Od tego dnia o Fogo Unii Leszno zrobiło się cicho, jednak tylko oficjalnie. W kuluarach dość sporo się mówiło o przyszłorocznym składzie drużyny. Pojawiało się wiele opcji i pomysłów na skład. Dla niektórych kibiców kształt drużyny powinien zostać bez zmian. Dlaczego? A dlatego, aby odkupili swoje winy (czyt. tragiczny sezon) z sezonu 2016, bo przecież skład leszczyńskiej Unii był jednym z najsilniejszych. Wiadomo, że to co na papierze nie zawsze przekłada się na wyniki zdobyte na torze, jednak wszystkich zawodników biało-niebieskich stać było na pewno na wiele więcej. Jako pierwszy na parafowanie kontraktu zdecydował się Emil Sajfutdinow. Następnie Piotr Pawlicki, Peter Kildemand i Grzegorz Zengota. Pojawiały się również głosy, aby zmienić Nicki Pedersena na innego lidera. Wg wielu to właśnie Duńczyk był powodem wielu sporów i niedomówień w drużynie. Spekulowano, że trzykrotny mistrz świata opuści szeregi Byków. W ostatnim dniu transferowego okienka poinformowano, że Nicki Pedersen parafował umowę z Unią Leszno i pozostaje w jej szeregach na kolejny sezon. Kilka dni wcześniej, na oficjalnej konferencji prasowej zaprezentowano nazwisko nowego zawodnika. A tak naprawdę wszystkim dobrze znanego w Lesznie - Janusza Kołodzieja. Koldi zajął miejsce Tobiasza Musielaka, który w przyszłym roku będzie zdobywać punkty dla Rybnickich Rekinów. W ostatnim dniu transferowego okienka, mimo zapewnień prezesa Piotra Rusieckiego, że w składzie będzie miejsce dla 3 juniorów, na odejście z Fogo Unii zdecydował się Daniel Kaczmarek. Daniels będzie reprezentował barwy drużyny z Torunia, a o odejściu przede wszystkim zdecydowała gwarancja startów w najwyższej klasie rozgrywkowej.

opracowanie: Aleksandra Jankowska i Martyna Wolnik

Martyna Wolnik

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!