
W najbliższą środę 12 września pożegnamy naszego Mistrza Pawła Waloszka, który zmarł wczoraj zasmucając nie tylko świętochłowickie środowisko żużlowe lecz także polskie i światowe. To kolejny z Wielkich , który nas opuścił. Nie ma Antoniego Woryny, Henryka Żyto, Edwarda Jancarza, naszego Jana Muchy czy Ivana Maugera, Ronnie Moora. Ale żyją jeszcze kibice, którzy pamiętają o tych wspaniałych zawodnikach i w ich sercach pozostaną na zawsze.
Paweł Waloszek, młodszy brat Roberta Nawrockiego, urodził się w Świętochłowicach 28 kwietnia 1938 roku. Zawsze związany z naszym miastem, przerwę zrobił jedynie na służbę wojskową, kiedy to startował w Legii Warszawa a następnie w Gdańsku, gdzie przeniósł się wojskowy klub. Tu też pracował w największym zakładzie, hucie „Florian”. Do sportu żużlowego wciągnął go starszy brat Robert, zawodnik Budowlanych Rybnik. Po Pawle na torze pojawili się jeszcze ich młodsi bracia: Franciszek, najbardziej z nich znany Wiktor i najmłodszy Józef. Latem 1954 roku już w Świętochłowicach wystartował po raz pierwszy, na własnoręcznie złożonym motocyklu marki Rudge. Klub zgłosił imprezę pod nazwą „Szukamy młode talenty”, Waloszek przegrał zawody z dziewczyną o nazwisku Czyż, której brat był zawodnikiem cieszyńskiego Piasta. Początkowo młody zawodnik bronił barw Gwardii Katowice, gdyż w Śląsku nie był miejsca dla „nieopierzonego” juniora. Oprócz wspomnianej przerwy na starty w klubie wojskowym, w 1961 roku, na jeden sezon wybrał się do Wielkiej Brytanii, by reprezentować Leicester Hunters, gdzie został drugim zawodnikiem drużyny po Szkocie Kenie McMilianie. Po powrocie z wysp, już na zawsze zagościł w klubie z rodzinnego miasta. Tu na przełomie lat 60-tych i 70-tych wywalczył swoje największe sukcesy indywidualnie i z drużyną. W raz z bratem Wiktorem, Janem Muchą, Erwinem Brabańskim, Janem Jeziorowskim, Krystianem Foltynem czy później z młodymi Kazimierzem Burym, Jerzym Kochmanem, Marianem Strobą, Eugeniuszem Wyciślikem stworzył drużynę, która mogła pokonać każdego. Wtedy klub zdobył najcenniejsze medale w swojej historii. Po roku 1973, kiedy to został zabrany klubowi pod rozbudowę Huty Florian stary stadion tzw. „Hasiok” Waloszek z drużyną rozpoczął trwającą aż do 1979 roku tułaczkę klubu po Chorzowie i Rudzie Śląskiej. Startowano na stadionie Śląskim i stadionie rudzkiej „Slavii”. W czerwcu 1979 roku drużyna wróciła do Świętochłowic na stadion „Skałka”. Weteran wraz z Jerzym Kochmanem i Krzysztofem Zarzeckim zostali liderami drużyny. Obok nich kształciła się młodzież. To właśnie dzięki świetnej ówczesnej ławce juniorów i takim zawodnikom jak Krzysztof Bas, Andrzej Kułaga, Leszek Matysiak czy Antoni Bielica, Śląsk w 1984 roku wywalczył awans do I ligi żużlowej. Swoje punkty w pamiętnym meczu w Lublinie dorzucił kolejny weteran Józef Jarmuła. Niestety Śląsk po roku spadł ale Paweł Waloszek w ostatnim sezonie swoich startów w najwyższej lidze wywalczył średnią 1,614 pkt i zajął 36 pozycję pod tym względem w lidze. Później był trenerem pierwszej drużyny a także wychowawcą wielu świętochłowickich juniorów. Swoją wspaniałą karierę zakończył 17 października 1985 roku, gdzie jego ostatnim biegiem był wyścig z synem Damianem i symboliczne przekazanie plastronu latorośli. Był wtedy 47-letnim zawodnikiem I ligi żużlowej. W ówczesnych czasach starty w takim wieku były ewenementem, często PZMot nie zgadzał się na tak wiekowych zawodników. Jak sam Waloszek wspominał, jego obrońcą a właściwie obrońcą jego kondycji, przygotowania fizycznego, sprawności psychofizycznej był ś.p dr. Lech Baran.
Startował 32 lata, aż 21 lat był w kadrze narodowej. Ścigał się na torach całego praktycznie świata oprócz Australii i Nowej Zelandii. Mistrz „małej” był Indywidualnym Wicemistrzem Świata (1970), złotym (1965) i brązowym (1962,1968,1972) medalistą Drużynowych Mistrzostw Świata. W Polsce niestety można by rzec „wiecznie drugi”. Dwukrotny indywidualny wicemistrz Polski (1969, 1972), trzykrotny drużynowy wicemistrz Polski (1969,1970,1973). Wraz z Jerzym Kochmanem i Krzysztofem Zarzeckim wywalczył srebro w mistrzostwach par (1983). Do tego trzeba dołożyć jeszcze brąz indywidualnie (1975) i w drużynie (1974). Zwycięzca wielu turniejów, w tym najbardziej prestiżowego jak na ówczesne czasy Złotego Kasku (1968), takiego polskiego cyklu Grand Prix, gdzie startowali najlepsi polscy zawodnicy. Trzykrotnie zajmował w nim drugą pozycję (1966, 1970, 1971). Ostatni finał zaliczył w 1984 roku. W indywidualnych mistrzostwach świata wystartował 16 razy z tego 5 razy w finale. W 1968 roku zwyciężył w Finale Europejskim rozgrywanym na torze we Wrocławiu, głównej eliminacji do finału światowego, gdyż awansowało z tego finału dziesięciu zawodników uzupełnionych w Goeteborgu przez sześciu Szwedów. Wyprzedził w nim Antoniego Worynę i Jerzego Trzeszkowskiego. Na czwartym miejscu uplasował się wtedy Ivan Maguer z Nowej Zelandii. Sukces w Finale Europejskim powtórzył w 1972 roku, ponownie we Wrocławiu. Zwyciężył pokonując Duńczyka Ole Olesna i Szweda Andersa Michanka. Jedenastkę z Wrocławia, w Londynie na słynnym stadionie Wembley uzupełniła piątka Brytyjczyków. Kto wie ile więcej medali by zdobył, gdyby do lat 60-tych organizowano mistrzostwa Polski w parach, przecież wraz z bratem Wiktorem był jedną z najlepszych par ligowych w kraju. Nie raz nie było na Waloszków mocnych w turniejach parowych. Do ostatnich dni mimo wieku i słabszego zdrowia można go było spotkać na stadionie Skałka, który od 2014 nosi jego imię. Zawsze chętny do rozmów, miał świetną pamięć, co przyznam szczerze wykorzystywałem do uzupełniania wiedzy o żużlu w Świętochłowicach. Długo rozmawialiśmy w styczniu na ostatnim Balu Żużlowca, który „Paulek” zaszczycał swoją obecnością. Zawsze dzielił się wiedzą z adeptami jak i rozmawiał z kibicami. Cieszył się wśród nich wielkim szacunkiem. W 2017 roku został wyróżniony powołaniem do Galerii Sław Polskiego Sportu Żużlowego a w rodzinnym mieście nadano mu tytuł Honorowego Obywatela. Po raz ostatni na motocyklu kibice zobaczyli go w 2015 roku, kiedy to wraz z Prezydentem Miasta Dawidem Kostempskim oraz kolegą z drużyny Erwinem Brabańskim zainaugurowali turniej „Speedway Reaktywacja”, który rozpoczął odbudowę speedwaya w Świętochłowicach. Nie doczekał nasz Mistrz informacji o wyłonieniu firmy, która ma budować nowy obiekt jego imienia.
Pogrzeb tego wielkiego zawodnika, odbędzie się w najbliższą środę w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Piaśnikach o godz. 10.00.
Cześć Jego Pamięci! Odpoczywaj w spokoju Mistrzu!





