Sukces mimo wizji upadku

bydgoszcz logoPrzyszłość żużla w Bydgoszczy jeszcze krótko przed rozpoczęciem sezonu 2015 wisiała na włosku. Niepokojące informacje pojawiały się też w trakcie rozgrywek. Mimo to bydgoscy żużlowcy spokojnie dokończyli sezon, odnosząc nawet mały sportowy sukces.

 

 

Zimą bydgoscy działacze skompletowali całkiem ciekawy skład, wzmacniając się Robertem Miśkowiakiem i Andriejem Kudriaszowem. Gdy zaczęła nadchodzić wiosna, wiele wskazywało na to, że ci zawodnicy, podobnie jak ci, którzy przedłużyli umowy z Polonią, nie będą mieli okazji do startów z Gryfem na plastronie. Długi klubu, które przy rządach prezesa Andrzeja Polkowskiego miały się zmniejszać, po raz kolejny wzrosły. Polonia ostatecznie przedstawiła plan naprawczy, dzięki czemu klub otrzymał tzw. „licencję nadzorowaną” na starty w Nice Polskiej Lidze Żużlowej.

 

Bydgoszczanie udanie rozpoczęli  sezon. Na inaugurację pokonali w Gnieźnie tamtejszą ekipę Łączyńskich Carbon Startu 48:42. Z zaskakująco dobrej strony spisali się bydgoscy juniorzy Bartosz Bietracki i Karol Jóźwik. Młodzi żużlowcy, sprawiający podczas przedsezonowych sparingów wrażenie kompletnie nieprzygotowanych do sezonu, na Wrzesińskiej zdobyli razem osiem oczek. Można powiedzieć, że to oni stali się głównymi ojcami triumfu Gryfów. Dwa tygodnie później bydgoszczanie na Sportowej odprawili z kwitkiem faworyzowany ROW Rybnik, zwyciężając 48:41. Zwycięstwo mogłoby być wyższe, gdyby nie upadek Patricka Hougaarda w jego drugim starcie, po którym Duńczyk  był cieniem samego siebie.

 

W maju bydgoscy jeźdźcy nie radzili już sobie tak dobrze jak na początku. Miesiąc rozpoczął się od dość znacznej porażki w Daugavpils 36:54. Tydzień po tym starciu Poloniści nie mieli sobie równych w zaległym starciu pierwszej kolejki, w którym podejmowali na własnym obiekcie rywala z Łodzi. Bydgoskich kibiców cieszyć mogła przede wszystkim wyborna jazda Hougaarda. Ten sam zawodnik tydzień później kompletnie zawiódł w spotkaniu z ostrowianami. Warto jednak wspomnieć, że tym razem Patrick już w swoim pierwszym wyścigu zapoznał się z nawierzchnią bydgoskiego toru, i być może to po raz kolejny stało się przyczyną jego słabszej dyspozycji. Pozostali bydgoszczanie również tracili sporo punktów, zwłaszcza w drugiej połowie zawodów. Stało się to przyczyną sromotnej porażki Gryfów 37:53.

 

Tydzień po domowej klęsce bydgoszczanie wyjechali do Krakowa, gdzie razem z miejscowymi zawodnikami zapewnili kibicom świetne widowisko. Mecz od samego początku był na styku. Dopiero po ósmej gonitwie zawodnikom z Bydgoszczy udało się osiągnąć sześciopunktową przewagę, pozwalającą krakowianom na zastosowanie rezerwy taktycznej. Manewr udał się w stu procentach, bowiem zastępujący Macieja Kuciapę Rafał Trojanowski razem z Andriejem Karpowem przywiózł dla gospodarzy podwójne zwycięstwo. Co więcej, żużlowcy z grodu Kraka poszli za ciosem i po drugim z rzędu triumfie 5:1 wyszli na prowadzenie w zawodach. Dzięki serii pięciu remisów w końcówce meczu, to krakowianie mogli się cieszyć z dwóch ligowych punktów.

 

W połowie czerwca w Łodzi bydgoszczanie ponieśli trzecią z rzędu porażkę, tym razem ulegając Orłowi 40:50. Tydzień później przerwali złą passę, gromiąc u siebie bezbarwnych w całym sezonie gnieźnian 61:29. Warto dodać, że tego dnia w Polonijnych barwach zadebiutował startujący jako gość młodziutki zawodnik leszczyńskiej Unii – Dominik Kubera. Dla 16-latka był to bardzo udany debiut. W trzech startach wywalczył pięć punktów z bonusem. Jak się okazało później, nie był to ostatni występ tego żużlowca z Gryfem na plastronie.

 

Tydzień po zdeklasowaniu gnieźnian bydgoszczanie w Rybniku przez niemal całe spotkanie dzielnie dotrzymywali kroku faworyzowanym gospodarzom. Jeszcze po dwunastu biegach na tablicy świetlnej (o ile takowa w Rybniku jest) widniał remis. Ostatnie trzy gonitwy kończyły się jednak podwójnymi porażkami Polonistów, którzy ostatecznie ulegli rybniczanom różnicą dwunastu oczek.

 

W lipcu nastąpiła kilkutygodniowa przerwa w rozgrywkach ligowych. W jej trakcie na jaw wyszły kolejne problemy bydgoskiego klubu. Okazało się, że do sądu wpłynął wniosek o jego upadłość. Sprawa została jednak odroczona. Prezydent Rafał Bruski po raz kolejny próbował pozbyć się akcji w Polonii. Chęć ich kupna dość nieoczekiwanie zgłosił ojciec dwóch legend bydgoskiej Polonii – Władysław Gollob. Tak czy inaczej, bydgoscy kibice zaczęli drżeć o to, czy ich żużlowcy w ogóle dojadą do końca sezonu, na co działacze sami chyba nie do końca znali odpowiedź.

 

Sezon trwał nadal. Po dłuższej przerwie, bydgoszczanie mimo problemów przystąpili do potyczki na własnym torze z Lokomotivem Daugavpils. Żużlowcy sprawiali wrażenie kompletnie niemyślących o klubowych problemach. Po podwójnym triumfie Hougaarda i Miśkowiaka w dziewiątej gonitwie przewaga Gryfów wzrosła do ośmiu oczek. Łotysze jednak nie dali za wygraną. Po kolejnych dwóch biegach ich strata do gospodarzy wynosiła zaledwie dwa oczka. Przed decydującym biegiem oba zespoły zrównały się punktami. W niej głównie przez defekt Hougaarda bydgoszczanie przegrali 1:5, tracąc tym samym szanse na punkty do ligowej tabeli.

 

W Ostrowie bydgoszczanie zgodnie z przewidywaniami przegrali wysoko, bo 34:56. Na zakończenie rundy zasadniczej rozgrywek znokautowali ekipę z Krakowa 58:32, zapewniając sobie tym samym udział w fazie Play-off. Warto dodać, że po raz kolejny z bardzo dobrej strony zaprezentował się wspominany już Kubera. Leszczynianin ze względu na przepisy, zakazujące startu „gościa” w finałowej fazie rozgrywek zaplecza PGE Ekstraligi, nie mógł się pojawić w ostatnich meczach Polonii w sezonie 2015.

 

W Play-offach bydgoszczanom przyszło się zmierzyć z łotewskim Lokomotivem. Spotkanie ze względu na opady deszczu mające miejsce w pierwszym terminie odbyło się w piątek (11 września) o dość późnej porze. Dzięki temu bydgoscy kibice po raz pierwszy w sezonie mogli oglądać zmagania swoich żużlowców przy sztucznym świetle. Mecz w Bydgoszczy miał zupełnie inny przebieg niż ten w rundzie zasadniczej. Tym razem bydgoszczanie od początku nieco odstawali swoim rywalom. Jeszcze po dwunastu biegach strata Polonistów wynosiła aż dziesięć punktów. W tym momencie wydawało się, że jest już po meczu. Tymczasem zawodnicy Polonii zapewnili swoim fanom niesamowite i bardzo pozytywne emocje na zakończenie. Trzynasta i czternasta gonitwa zakończyły się podwójnymi triumfami Gryfów. W zniwelowaniu straty do dwóch oczek pomogła rezerwa taktyczna w postaci Szymona Woźniaka. Ostatni bieg był tak zwaną wisienką na torcie. Za plecami uciekającego Patricka Hougaarda niesamowity pojedynek o drugie miejsce stoczył Fredrik Lidgren z Szymonem Woźniakiem. Żużlowcy kilkukrotnie zamieniali się pozycjami. Na mecie szybszy okazał się Szwed, dzięki czemu mecz zakończył się remisem. W rewanżu mającym miejsce zaledwie dwa dni później bydgoszczanie postawili Łotyszom bardzo duży opór. Ostatecznie to podopieczni Nikołaja Kokina okazali się lepsi, wygrywając dwumecz 95:85.

 

Wobec poważnych kłopotów jakie miały miejsce czwarte miejsce Polonii należy uznać za sukces. Najważniejsze jednak, że widmo upadku przynajmniej na razie odeszło. Klub trafił w ręce wspomnianego już Władysława Golloba, który aktualnie po dogadaniu się z Bydgoskim Towarzystwem Żużlowym posiada 100 % akcji w bydgoskim klubie. Celem Papy Golloba na najbliższe lata jest poprawa sytuacji finansowej Polonii i postawienie klubu na nogi. Wynik sportowy nie ma aż tak dużego znaczenia. W związku z tym skład na sezon 2016 nie powala na kolana. W klubie pozostali Andriej Kudriaszow, Marcin Jędrzejewski oraz miejscowi młodzieżowcy. Szeregi Gryfów zgodnie z przewidywaniami  zasilił wnuk właściciela – Oskar Ajtner-Gollob. Ponadto do Polonii wrócili startujący już w przeszłości z Gryfem na Plastronie Wiktor Kułakow i Mikołaj Curyło. Rosjanin startował tu już w 2012 roku. Wystąpił wtedy jednak tylko w pojedynczych wyścigach Enea Ekstraligi, nie przywożąc za plecami żadnego z rywali. Miki z kolei jest wychowankiem bydgoskiego klubu, startującym tu w latach 2009-2013. Żużlowiec po sezonie 2013 przerwał swoją żużlową karierę i mało kto wierzył w jego powrót. Kika miesięcy temu wznowił jednak licencję w barwach grudziądzkiego GKM-u. W meczach ligowych jednak nie wystąpił. Warto dodać, że kontrakt z bydgoską Polonią Curyło podpisał na trzy lata, a pozostali zawodnicy na dwa. Jak twierdzi bowiem właściciel – podpisywanie rocznych kontraktów Go nie interesuje. Nie wyklucza też zakontraktowania jeszcze jakiegoś młodego zawodnika do 25 roku życia. Choć skład na papierze wygląda słabo, bydgoszczan nie należy skazywać na porażkę. W powiększonej do jedenastu zespołów Nice Polskiej Lidze Żużlowej mogą oni spokojnie powalczyć o miejsce w pierwszej ósemce, gwarantującej udział na zapleczu PGE Ekstraligi w sezonie 2017, a przy odrobinie szczęścia pokusić się o coś więcej.

 

źródło: informacja własna

Radosław Paradowski

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!