Polonia Bydgoszcz zakończyła tegoroczne rozgrywki na ostatnim miejscu tabeli NICE 1.LŻ, co jest jednoznaczne ze spadkiem do najniższej klasy rozgrywkowej. Kibice z pewnością szybko będą chcieli zapomnieć o najgorszym sezonie w historii Gryfów.
W bydgoskim klubie nastały chude lata, kryzys finansowy z każdym rokiem odciska swoje piętno na wynikach drużyny. Mówi się, że pieniądze to nie wszystko… Niestety fundusze odgrywają niezwykle istotną rolę w tym sporcie. Oszczędnościowa polityka klubu, jakby nie patrzeć uzasadniona, niestety mocno ograniczyła jego możliwości. W roku 2013 Poloniści po raz ostatni zaprezentowali się w Ekstralidze, zaś dziś szykują się do podboju II ligi. Droga z nieba do piekła daleka nie jest.
Już w sezonie 2016 niewiele brakowało, by bydgoski klub zameldował się w najniższej klasie rozgrywkowej. Szczęśliwie dla drużyny, sezon ten był dość specyficzny. Kilka ośrodków żużlowych zawiesiło swoją działalność, czego konsekwencją było połączenie I i II ligi. Rywale z tej teoretycznie słabszej klasy rozgrywkowej potrafili postawić twardy opór, przez co sympatycy czarnego sportu drżeli o utrzymanie praktycznie do ostatniej kolejki.
Sezon się zakończył, powrócił klasyczny podział klas rozgrywkowych. Przerwa zimowa nie przyniosła żadnych zmian in plus, które pozwoliłby patrzeć optymistycznie w przyszłość. Co gorsza, w wiek seniorski przeszedł Oskar Ajtner Gollob, co zdecydowanie ograniczyło pole manewrów taktycznych. W drużynie również zabrakło miejsca dla Kaia Huckebeck, który najwyraźniej nie pasował do koncepcji składu. Wraz z nadejściem wiosny i nowego sezonu w powietrzu można było wyczuć nutę sceptycyzmu wśród kibiców. Inauguracyjne mecze potwierdziły zasadność obaw sympatyków speedwaya znad Brdy.
Pierwsze punkty Polonistom udało się wywalczyć w meczu na domowym torze ze Stalą Rzeszów. Zwycięstwo choć minimalne, smakowało niezwykle. Na trybunach znów licznie zjawili się kibice, którzy przybyli na Sportową. Wysoka frekwencja była aktem wsparcia dla Tomka Golloba, który u progu sezonu doznał poważnej kontuzji. Pozytywnych akcentów dalej trudno jednak szukać. Żużlowcy w biało-czerwonych kevlarach kroczyli od porażki do porażki, z rzadka przekraczając granicę 40 punktów, niezależnie od miejsca rozgrywania spotkania. Odrobina nadziei pojawiła się wraz z remisem z drużyną Lokomotivu Daugavpils. W zespole znów pojawiła się wola walki i determinacja. Gryfom udało się odrobić dwunasto punktową stratę, w dużej mierze dzięki doskonałej jeździe Marcina Jędrzejewskiego. Zwyżka formy trwała tylko chwilę, w ostatecznym rozrachunku punkt w spotkaniu z Łotyszami był ostatnim, który udało się zdobyć w minionym już sezonie.
Indywidualnie żaden z zawodników nie zasłużył na wyróżnienie. Każdy z Polonistów miewał przebłyski dobrej formy, lecz nie trwały one zbyt długo. Najwyższą średnią biegową w drużynie legitymował się kapitan Marcin Jędrzejewski, lecz nie przekroczyła ona 2 punktów. Z kolei Rosjanie kreowani na liderów nie wywiązali się ze swojej roli, obniżając loty w stosunku do roku ubiegłego. W pierwszym sezonie w gronie seniorów przyzwoicie zaprezentował się najmłodszy z rodziny Gollobów, lecz na pewno nie wyróżnił się na tle swoich kolegów z drużyny.
Jeszcze kilka lat temu niewielu sympatyków czarnego sportu dopuszczało do siebie myśl, że Polonia może rywalizować na pierwszoligowym froncie. Dziś powoli oswajamy się z myślą, że na wiosnę Polonistom przyjdzie jeździć na torach II ligi. Czy Polonia zadomowi się w najniższej klasie rozgrywkowej na dłużej? Mówi się, że obecni zawodnicy nie są skorzy do pozostania w drużynie, a rywale w międzyczasie się zbroją. Wiele zatem wskazuje, że celem na rok 2018 ponownie będzie redukcja zadłużenia, a nie wynik sportowy.
źródło: informacja własna

