W piątkowe popołudnie w Krośnie odbyło się coroczne spotkanie sprawozdawcze włodarzy KSM Krosno z kibicami. Głównymi tematami było finansowe podsumowanie minionego roku, ale także poruszono kwestię okresu transferowego, planów sparingowych, budowy parku maszyn, wymiany nawierzchni, a także planu wznowienia funkcjonowania szkółki żużlowej.
- Zaczynając sezon 2014 przygotowaliśmy dla zawodników takie kontrakty, aby klub wyszedł na zero i do tego dążyliśmy i dążyć będziemy także w tym sezonie. Budżet klubu zamknął się w kwocie 704,118 tys.zł, a wydaliśmy z tego 680 tys. zł, więc troszkę nam zostało na plusie. Nadwyżka, która pozostała leży na klubowym koncie. Regularność wpływów od sponsorów, a także wpływy z biletów, programów i karnetów pozwoliłam nam na naprawdę spokojne prowadzenie klubu, bez żadnych długów. Zawodnikom wypłacaliśmy pieniążki w przeciągu trzech dni po meczu. Takie prowadzenie klubu sprawia dużo frajdy nam jako działaczom, bo nie musimy się martwić skąd wziąć te pieniądze, tylko na bieżąco wszystko regulujemy nie tylko zawodnikom, ale i instytucjom typu Urząd Skarbowy itp. Samym zawodnikom w sezonie 2014 wypłaciliśmy 420 tys.zł Dzięki naszej płynności finansowej o Krośnie się mówi tak, a nie, inaczej, że jesteśmy klubem rzetelnym i wypłacalnym pomimo tego, że płacimy mniejsze pieniądze aniżeli inne ośrodki. W tym roku też podczas kontraktowania zawodników twardo trzymaliśmy się swoich założeń. Oczywiście, daliśmy zawodnikom nieznaczną podwyżkę, lecz wszystko w granicach zdrowego rozsądku – powiedział wiceprezes KSM Krosno, Wojciech Zych.
Klubowy budżet w minionym sezonie składał się z:
- wpływy od sponsorów: 230,125 tys. zł
- dotacja z Urzędu Miasta: 103 tys. zł
- sprzedaż biletów, programów i karnetów: 262,540 tys. zł
- działalność gospodarcza klubu: 70,912 tys. zł
- darowizny 37,941 tys. zł (w tym z 1% podatku 7,593 tys. zł)
Wojciech Zych uważa, że miniony sezon był fantastyczny pod względem finansowym
Wiceprezes Krośnieńskiego Stowarzyszenia Motorowego przyznał, że miniony rok dla klubu był bardzo dobry. Działacze nie ukrywają chęci awansu do wyższej ligi, tylko głównym czynnikiem, który na chwilę obecną, im to uniemożliwia są finanse. - Podczas rozmów z żużlową centralą usłyszałem dużo miłych słów na temat naszych kibiców i klubu. Robimy sobie markę, a tego nie zbuduje się w rok. Wielu kibiców chciałoby już nas widzieć w pierwszej lidze, my też się w tej wyższej lidze widzimy, tylko żebyśmy się tam znaleźli, to trzeba zbudować mocny fundament, który nie zawali się po jednym roku. Kiedyś w Krośnie była już pierwsza liga i wszyscy wiemy jak się to skończyło. My chcemy wejść do pierwszej ligi, ale trzeba mieć ten wspomniany fundament. Mamy być mocni, dobrze postrzegani w Polsce i przede wszystkim musimy mieć sponsora. My naprawdę moglibyśmy zbudować skład atomowy, tylko musielibyśmy wiedzieć przykładowo w październiku, że mamy sponsora, który wyłoży milion złotych. Niestety, na chwilę obecną takich pieniędzy nie mamy i musimy trzymać ryzy przy kontraktowani zawodników. Zbudowaliśmy to, co zbudowaliśmy, to był pierwszy piękny rok. Pamiętam rok 2010, gdzie wpadliśmy w potężny korkociąg długów, bo trochę podkręciliśmy się jako działacze, ale człowiek uczy się na własnych błędach. Wychodziliśmy prawie trzy lata z tego marazmu, lecz dziś patrząc z perspektywy czasu, to nasz pamiętne wycofanie się z ligi dało temu klubowi dużo. Miniony sezon był fantastyczny pod względem finansowym i chciałbym, aby ten nadchodzący był taki sam, a nawet lepszy. Jest duży promyczek nadziei, bo jesteśmy zauważani przez sponsorów, ludzie biznesu to widzą, choć nie trafił nam się jeszcze taki z wielkimi pieniędzmi. Zaczynają widzieć ludzi normalnie działających, mówiących otwarcie, na co są te pieniądze potrzebne, a w tym kraju różnie z tym bywa – stwierdził Wojciech Zych.
Prezes KSM Krosno również otwarcie mówi o pierwszej lidze, która chciałby, aby w Krośnie zagościła na dłużej. Jak przyznał na jesieni może okazać się, że do klubu dołączy poważny sponsor, który wspomoże finansowo klub na tyle, aby w tej wyższej lidze startować. - Jesteśmy zauważani w Polsce, lecz niektórzy nazywają nas takimi „Podkarpackimi biedakami” - ja się z tym nie zgadzam. Zawsze, kiedy jestem na środowiskowym spotkaniu, to razi mnie to, bo jak można nas tak nazywać? A ktoś, kto szasta pieniążkami i robi się bankrutem, ewentualnie upada układowo, to jest "gość"? My zmierzamy do tego, żeby ta pierwsza liga u nas była. Nie tylko w jednym roku i z wielkim hukiem się wycofać tylko zadomowić się w niej i gryźć pomału do przodu. Jest już mała taka gwiazdka, która powoli dojrzewa. Docieramy do sponsorów i być może na jesieni się okaże, że będzie nareszcie ten sponsor, który wyprowadzi nas na szerszą wodę – dodał prezes krośnieńskiego klubu, Janusz Steliga.

- Jesteśmy zauważani w Polsce, lecz niektórzy nazywają nas takimi „Podkarpackimi biedakami” - mówi prezes KSM Krosno
Nieodzownym tematem był także okres transferowy z jakim w tym roku zmierzyli się działacze „Wilków”. Jak przyznał wiceprezes klubu, niektórych zawodników nie udało się pozyskać głównie ze względów finansowych. Często rozmowy kończyły się zaraz po uzyskaniu przez zawodnika informacji, iż klub z Grodu Pawła nie płaci za tzw. podpis. - Na ten sezon robiliśmy skład z pomysłem. Ustaliliśmy wcześniej kogo będzie szukali, a o kogo będziemy się bili. Liczyliśmy się z tym, że Clausa Vissinga ktoś nam może sprzątnąć, bo miał bardzo dobry sezon. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że zawodnik może od nas odejść i trzeba było natychmiast myśleć kogo szukać. Osobiście miałem trójkę zawodników, których myślałem, że upoluję czyli: Tomasza Chrzanowskiego, Dawida Stachyrę i Ronnie Jamrożego. Niestety, jak to w życiu bywa są też inne kluby, nie jesteśmy tylko my. Mamy z tej trójki Tomasza Chrzanowskiego i uważamy, że jest to zawodnik z ogromnym potencjałem. Ostatnie sezony miał nieco gorsze, choć przy średniej 1,5 w pierwszej lidze myślę, że w drugiej może spokojnie mieć średnią ponad 2. Stoczyliśmy o Tomasza potężny pojedynek z pilską Polonią i do dziś nie mogą zrozumieć jak to się stało, że za mniejsze pieniądze przyszedł do Krosna. Odpowiedź wydaje się prosta:, to jest magia naszego klubu, magia słów, rozmowy i przekonania nie tylko zawodnika, ale i menadżera. Z Ronnie Jamrożym rozmawialiśmy, lecz na przeszkodzie stanęła niezgodność finansów. Jeśli chodzi o Dawida Stachyrę to ja osobiście mało z nim rozmawiałem, ale byli inni, którzy się bardzo zawiedli. Dlaczego nie ma Clausa Vissinga? Daliśmy mu podwyżkę, ale okazało się, że była za mała. Powiedzieliśmy twardo, że tyle i tyle możemy dać – nie, to dziękujemy i koniec. Nie będziemy się zabijać na siłę. Tobias Busch, to już taki nasz standardowy zawodnik, który chciał podpisać kontrakt już po meczu w Krakowie tylko papierów nie mieliśmy przy sobie. Jest bardzo związany z naszym klubem, bardzo pomocny chłopak w drużynie. Jako ciekawostkę dodam, że Tobiego chciała Polonia Bydgoszcz tylko zaproponowano mu takie warunki jakie ma u nas. Kasper Lykke Nilsen to nowe nazwisko, ale powiem, że my mamy dobrego nosa do Duńczyków, więc ściągniemy go na sparingi i zobaczymy jak wypadnie. Pierwszym naszym założeniem było stworzenie całkowicie polskiego składu – dlaczego? To jest bardzo dobre dla finansów klubu. Mają faktury vatowskie, wszystko ładnie po rozliczane i zawodnicy są dyspozycyjni. Nie musimy się martwić, czy oni w sobotę jeżdżą i czy któryś nie zapakuje w bandę. Był duży nacisk, żeby zakontraktować Olivera Allena, lecz po co nam zawodnik, który ma sześć terminów zajętych, a na dodatek jest bardzo kontuzjogenny. Jeśli chodzi o młodzieżowców to Mateusza Wieczorka „sprzedaliśmy” do Lublina. Nie byliśmy w stanie spełnić jego oczekiwań, a poza tym z niewolnika nie ma pracownika. Jest nadzieja na to , że do Dawida Matury dołączy jeszcze jeden junior i dodatkowo gość, lecz o tym muszę jeszcze porozmawiać z menadżerem klubu, który jest z wyższej półki. Chcemy wychować w tym roku swojego „Wilka” i ten „wilk” już umie jeździć, tylko na razie musi tu przyjechać i zacząć trenować z naszym zespołem, żebyśmy go zobaczyli na żywo. Na razie widzieliśmy go tylko na filmie, a chcemy zobaczyć to wszystko też na własne oczy. Jeśli trener uzna, że będzie przydatny zespołowi to wyślemy go na licencję i zrobi ją w naszych barwach - poinformował Wojciech Zych.
Z roku na rok problemem dla krośnieńskich „Wilków” jest rozegranie jakiegokolwiek sparingu. Żadna z drużyn nie chce przyjechać na ten charakterystyczny czarny tor. W tym roku jednak jest szansa na zmianę, ze względu na to, iż inauguracyjny mecz krośnianie odjadą w Opolu. W związku z tym w ostatnią niedzielę marca „Wilki” planują się wybrać do Krakowa na sparingowy pojedynek z miejscową drużyną. - Jak co roku chciałbym abyśmy odjechali jakiś konkretny sparing w Krośnie. Jak co roku niestety są problemy, bo nikt nie chce na wiosnę przyjeżdżać na czarny, dziurawy tor. W tym roku z mniejszą szkodą dla nas, bo mamy na inaugurację mecz wyjazdowy w Opolu pojedziemy na sparing do Krakowa najprawdopodobniej w ostatnią niedzielę marca. Przed wyjazdem do Krakowa prawdopodobnie zaliczymy trening i jakiś wewnętrzny sparing na naszym torze. Wizję składu na ten pierwszy mecz na pewno dadzą te treningi i sparing w Krakowie, lecz na 90% jest to pewne, że pojedziemy krajowym składem. Pytanie tylko, kto będzie pod numerem piątym? Może też się okazać w co wątpię, że niektórzy pozapominali jak się jeździ i trzeba będzie wszystko przebudować. Myślę jednak , że te treningi i sparingi wyklarują taki skład, który zrobi niespodziankę, bo dobrze by było zacząć od mocnego uderzenia i wygrać na wyjeździe. W minionym sezonie runda zasadnicza wyszła nam super, aż do momentu tego nieszczęsnego meczu z Krakowem. W tym roku uważam, że będzie o wiele trudniej, bo wcale te play-offy nie są takie łatwe do wzięcia. Skoro zarząd mówi, że chce wygrać ligę to sypnie trochę kasą, aby do tych play-offów się dobrze przygotować jakimś porządnym zgrupowaniem na naszym torze. Chciałbym żebyśmy w końcu też postawili tą przysłowiową „kropkę nad i” i awansowali do pierwszej ligi. Przyznam szczerze, że dla mnie starty w pierwszej lidze na zasadzie zaproszenia to się mija z celem. Trzeba wygrać ligę aby awansować i mieć świadomość, że było się najlepszym. Z zaproszenia korzysta ten, kto ma pieniądze. My w minionym sezonie przegraliśmy rywalizację z Krakowem, ale oni też nie awansowali – stwierdził trener Ireneusz Kwieciński.
Ireneusz Kwieciński jest przeciwny startom w wyższej lidze korzystając z zaproszenia
Sporym zaskoczeniem dla kibiców była informacja o możliwość powrotu do Krosna szkolenia młodzieży. - Będziemy w tym roku organizowali jazdę dla młodzieży. Przygotowujemy na razie dwa motocykle może nie z najwyższej półki, ale będzie na czym jeździć. Mam nadzieję, że chociaż jednego młodego „Wilka” w tym roku uda nam się wychować – mówi Janusz Steliga. Prezes stwierdził także, że trener ma już obmyślaną taktykę na powrót do szkolenia młodzieży, którą podzielił się ze zgromadzonymi na spotkaniu kibicami. - Moja taktyka jest bardzo prosta. Musi być sprzęt i ochotnicy do jazdy, ja czasu mam sporo i doświadczenia, więc chętnie bym się nim podzielił z młodzieżą. Problem na tę chwilę pojawia się jeden i są to finanse. Żeby się nam to opłacało, to musi być liczna grup adeptów. Niestety, nie ma u nas aż tylu chętnych. Dwa lata temu przyszło dwóch chłopaków i tak bardzo chcieli jeździć, że dwa tygodnie robili badania. Natomiast, jeśli byłaby większa grupa chętnych to jeden chciałby jechać szybciej od drugiego i byłaby wewnętrzna rywalizacja. Aktualnie moja w praca w klubie ma bardziej charakter pracy menadżera aniżeli trenera, bo co ja mogę nauczyć takiego Clausa Vissinga, czy innego zawodnika? Ja mogę obserwować tor, żeby wiedzieć z którego toru, jakiego zawodnika w rezerwie taktycznej puścić, czy przygotować tor – tego typu rzeczy. Z młodzieżowcem, który już jeździ kilka lat i nie robi oczekiwanych wyników, przez co nie zarabia pieniędzy, które może inwestować w sprzęt też jest ciężko pracować. Weźmy Mateusza Wieczorka, który w zeszłym sezonie pojechał dobry mecz z Krakowem, ale to dzięki temu, że pojechał na pożyczonym silniku od Łukasza Kreta, który mu podpowiadał co z tym silnikiem zrobić. Jeżdżąc tyle lat, to niektóry punkty same powinny wpadać na konto, a tu ciężko było czasami dojechać do mety, bo motocykl szwankował. Teraz mam nadzieję, że coś nam się uda zrobić w kierunku odbudowania tego szkolenia. Będziemy chcieli robić wspólne treningi ze szkółką z Rzeszowa i Tarnowa, później zagościć u nich na treningach, żeby te koszty treningów troszkę zmniejszyć. Wszystko zależy od tego, kto do tej szkółki przyjdzie i co będzie chciał robić. Czekamy na chętnych młodych chłopaków – zachęca Ireneusz Kwieciński.
W krośnieńskim Zespole Szkół Mechanicznych powstać ma także klasa o profilu motocyklowym, w związku z tym prezes wiąże też spore nadzieję w tej młodzieży. - Nasz stadion zaczyna nam powoli pięknieć. Ten stadion robi się naprawdę ładny. Będą też pomieszczenia dla tych młodych chłopaków, gdzie będzie można pracować przy sprzęcie. Odbyłem już rozmowy z dyrektorem Zespołu Szkół Mechanicznych, bo powstanie w Krośnie klasa motocyklowa. Świetnie się składa, bo chciałbym zaszczepić życie w tym naszym parkingu i żeby ta klasa miała u nas zajęcia. Tam musi się coś dziać, żeby ludzie przychodzili, żeby ten potencjalny adept miał do kogo przyjść, bo będzie to obiekt z prawdziwego zdarzenia. Myślę, że z biegiem czasu wszystko się jakoś dobrze poskłada i na przyszły rok zaszczepimy ducha tej młodzieży, żeby tam się coś zaczęło dziać – dodał Janusz Steliga.
Wszystko wskazuje na to, iż z nowego parku maszyn krosnieńskie "Wilki" nie będą mogły korzystać od początku sezonu
Jak się okazuje budowany nowy park maszyn z pewnością nie zostanie oddany do użytku w zakładanym początkowo terminie. Duży wpływ w opóźnieniu przy pracach ma także pogoda, która pokrzyżowała plany wykonawcom. Niewykluczone, że po zakończeniu aktualnie prowadzonych prac na krośnieńskim stadionie przyjdzie kolej na wymianę nawierzchni, która zdaniem prezesa nie jest już atutem gospodarzy i sprawia wiele problemów. - Jeśli chodzi o budowę tego parku maszyn, to niestety prawdopodobnie nie będzie on gotowy na czas. Może uda się, że zostaniemy wpuszczeni do samego parkingu na mecz, lecz ja tego nie widzę, bo tu jeszcze matka natura rozdaje karty. Jeśli utrzyma się taka zima jaką na chwilę obecną mamy, to trzeba sobie wybić z głowy, że jak do 15 maja wejdziemy do tego parkingu to będzie bardzo dobrze. Elewacja, instalacje, wyłożenie kostką, czy ogrodzenie to są prace, których nie da się zrobić w takich warunkach. Nie chciałbym, aby zostało to oddane nam do użytku w pierwotnym terminie, a w trakcie sezonu, żeby zgłaszać usterki, które uniemożliwiają nam działalność. Mam nadzieję, że ten nowy budynek będzie też nas godnie reprezentował, do tego jeszcze dojdzie nowa pneumatyczna banda. Jestem po rozmowie z prezydentem miasta i po zakończeniu obecnych prac na stadionie będziemy chcieli wymienić nawierzchnię. To musi być zrobione, bo ten obiekt nie przetrzyma tego, jeśli nie wymienimy nawierzchni. Wszystko się zniszczy, do tego ludzie też już mają trochę tego dość, bo po meczach wracają brudni. Wymianą tej nawierzchni zainteresowani są także piłkarze, czy biegacze, bo niszczy się im sprzęt przez ten żużel. Poza tym ja osobiście uważam, że ten tor nie jest już naszym przywilejem. On jak się zakleszczy latem, to już go nie idzie zbronować i poza wodą nic więcej nie można z nim zrobić – zakończył prezes Janusz Steliga.
źródło: inf.własna

