
Niedzielny mecz w Lesznie pomiędzy miejscową Unią a rybnickimi Rekinami zakończył się remisem 45:45. Do dorobku drużyny z Rybnika cenne 3 punkty dorzucił Kacper Woryna. Dla młodzieżowca był to powrót po kontuzji, której nabawił się niecały miesiąc temu na torze w King's Lynn.
To twój pierwszy start po kontuzji ręki. Jak się czujesz?
- Wszystko jest w porządku. Podczas biegów nic mnie nie bolało. To był udany debiut po kontuzji.
Walczyliście ostro z gospodarzami. Ostatecznie padł remis. Jesteś zadowolony z tego wyniku?
-Czuję się trochę winny, że tylko dziś zremisowaliśmy. W jednym biegu jechałem na 5:1 z Grigorijem Łagutą, ale dojechałem jako trzeci. Dobrze jednak, że wyjeżdżamy stąd z jednym punktem.
W parze z Łagutą nie udało się dowieźć podwójnego zwycięstwa, ale świetną robotę zrobiłeś wraz z Robertem Chmielem w biegu juniorskim.
- Tak, Robert bardzo dobrze wystartował w tym biegu. Starałem się go nie wyprzedzać, tylko trzymać się na drugiej pozycji i dowieźć 5:1 do mety. Szkoda tego mojego drugiego biegu, kiedy równie dobrze poszło mi ze startu, ale pogubiłem się i dojechałem ostatni.
Wiele działo się w biegu 10. kiedy walczyłeś z Peterem Kildemandem. Duńczyk ostro cię zaatakował i sędzia podczas czwartego okrążenia przerwał bieg i zadecydował o powtórce. Jak skomentujesz decyzję arbitra?
- Myślę, że przerwanie biegu nie było konieczne. To jest żużel i tak się jeździ. Nie czuję się winny tej sytuacji i Peter Kildemand też nie powinien. Po prostu walczyliśmy. Nie powinno się przerywać biegu, w którym jazda jest atrakcją i zawodnicy ścigają się na wysokim poziomie.
Wróciłeś na polskie tory. Wracasz również do ścigania w Anglii?
- Dokładnie tak. Jutro mam mecz ligowy w Anglii. Mecz będzie transmitowany, zobaczymy to wszystko się ułoży. Potem mam sporo wolnego, więc znowu odpocznę od żużla. Niestety.
źródło: inf. własna

