Już w sobotę (16.09) na torze w Lublinie rozegrana zostanie finałowa runda tegorocznej edycji Speedway Euro Championship. Według Jacka Frątczaka o złoto i tytuł mistrza Europy szansę ma aż pięciu zawodników. Menadżer Get Well Toruń jest też optymistą jeżeli chodzi o występ Polskich zawodników i wierzy, że wszystkich czekają ogromne emocje.
Po trzech odsłonach zmagań o miano najlepszego żużlowca na Starym Kontynencie, w klasyfikacji generalnej prowadzi Andzejs Lebedevs i ma cztery punkty przewagi nad Vaclavem Milikiem. Za żużlowcami Betardu Sparty Wrocław plasują się Artem Laguta oraz Andreas Jonsson i to właśnie wśród nich powinniśmy upatrywać kandydata do złotego medalu - Wygląda na to, że mamy czwórkę lub piątkę zawodników walczących o podium. Co prawda wydaje się, że Krzysztof Kasprzak nie ma większych szans na dogonienie Andzejsa Lebedevsa, gdyż strata wynosi aż dwanaście punktów, ale myślę, że Krzysztof może się jeszcze włączyć do walki o medal. Jestem przekonany, że Artem Laguta będzie tym, który będzie atakował pozycję numer jeden, a pozycja Andreasa Jonssona może być zagrożona. Pamiętajmy, że lwią część punktów Szwed zdobył na domowym torze. W Polsce spisuje się poniżej oczekiwań. Nie musi być to regułą, życzę mu jak najlepiej, ale trzeba spojrzeć na realia. Na ten moment, porównując z Artemem Lagutą, wygląda gorzej – komentuje Jacek Frątczak. – SEC pokazał już, że grupa liderów w postaci pięciu zawodników rozdaje karty. Myślę, że w Lublinie może być podobnie – dodaje.
Na pozycjach od piątej do siódmej plasują się Polacy – Krzysztof Kasprzak, Mateusz Szczepaniak i Przemysław Pawlicki. Dzielą ich zaledwie trzy punkty, a przypomnijmy, że pięciu zawodników utrzymuje się w cyklu SEC na kolejny sezon. W tym gronie, Jacek Frątczak ma swojego faworyta - Wydaje mi się, patrząc na formę z ostatnich tygodni, że nie bez szans na wygraną w tym turnieju będzie Przemysław Pawlicki. Wygląda na to, iż dograł sprawy sprzętowe i będzie jednym z faworytów samej rundy w Lublinie, ale stratę do podium w klasyfikacji generalnej ma chyba zbyt dużą – uważa Jacek Frątczak.
Na historyczny sukces ma szansę w tym roku Andzejs Lebedevs. Łotysz jest liderem, ale w ostatnich tygodniach jego forma lekko poszybowała w dół. – Mamy do czynienia z podobną dyskusją jak w przypadku Przemka Pawlickiego. Pytanie, czy tam będzie jeszcze krzywa wznosząca w tym sezonie? W pewnym momencie, Lebedevs jechał znakomicie i był liderem drużyny z Wrocławia, ale ostatnimi czasy faktycznie pojawił się delikatny kryzys. W mojej ocenie wynika on z przyczyn sprzętowych. W dzisiejszych czasach, zmiany następują tak szybko, że jest to kwestia jednego, porządnego serwisu. Nie skreślam go, wydaje mi się, iż on czuje swoją szansę i możliwość wywindowania się w górę – przekonuje ekspert.

Źródło: inf.prasowa

