
Drużyna z Rybnika kolejny raz pokazała, że beniaminek nie znaczy wożący tyły w najwyższej polskiej lidze. Po wysokim zwycięstwie u siebie z Grudziądzem, w niedzielę (8 maja) zremisowali w Lesznie z aktualnym mistrzem Polski. Zadowolenia z tak dobrej postawy drużyny nie krył trener Piotr Żyto.
Dziś znów, tym razem na leszczyńskim torze, Rybnik pokazał, że umie ugryźć. Z pewnością cieszy się pan z remisu, wywalczonego na wyjeździe.
- Zwycięstwo było na wyciągnięcie ręki. Ostatni bieg, wystarczyło 3:3 i mogło być inaczej. Cieszymy się jednak z wyniku. Pokazaliśmy dziś ducha i wolę walki. Pokazaliśmy, że umiemy kąsać. Bardzo dobrze, że od początku sezonu prezentujemy taką formę. Każdy punkt się liczy i będzie ważny w ostatecznym rozrachunku. Do Leszna wróci Sajfutdinow, do Zielonej Góry Hampel. Wtedy to będą zupełnie inne zespoły. Nie ma więc co zapisywać sobie bonusa, bo za jakiś czas będą to zupełnie inne mecze. Jeśli uda nam się nadal skrzętnie zdobywać punkty na starcie sezonu, to będzie fajnie.
Tuż przed 15. biegiem nie było do końca wiadomo kto wyjdzie z dzisiejszej potyczki zwycięsko. W waszych szeregach była pełna mobilizacja i skupienie?
-Powiedziałem moim chłopakom, by dowieźli 3:3 i tak jak mówiłem wtedy wygraną mielibyśmy w kieszeni. Zwycięstwo miejscowych 4:2 też nie przekreśliło naszych szans na dobry występ w Lesznie. Byłoby nam przykro, gdyby gospodarze odnieśli podwójne zwycięstwo w tym biegu i musielibyśmy się pożegnać nawet z remisem.
Do waszego składu powrócił po kontuzji Kacper Woryna, który zapisał na swoim koncie 3 punkty z bonusem. Taka zdobycz punktowa jest dla pana wystarczającym dowodem, że Kacper był gotowy dziś pościgać się na torze?
- Jestem trenerem, który nie pozwoli sobie na to, by kontuzjowany zawodnik pojechał w meczu. W czwartek i piątek mieliśmy sesje treningowe i Kacper objeżdżał po 5 i 6 okrążeń. Wiedziałem więc, że na sto procent jest gotowy do jazdy.
Wieloletni zawodnik gospodarzy, Damian Baliński wsparł dziś drużynę z Rybnika zaledwie 4 oczkami. Spodziewał się pan więcej punktów od tego zawodnika, patrząc na jego doświadczenie na tym torze?
-W pierwszym biegu przytrafił mu się defekt i dlatego upadł. Potem jechał z czwartego toru. Świetną robotę za to zrobił w dalszej części zawodów, kiedy wygrał z Jonssonem 5:1. Każdy zawodnik tak naprawdę dokłada się do wyniku całego zespołu. Takie właśnie podejście sprawia, że mamy tyle punktów.
Podczas dzisiejszego starcia z Fogo Unią Leszno było sporo upadków. Słyszał już pan pierwsze głosy od swoich zawodników, że odczuwają skutki spotkań z nawierzchnią leszczyńskiego toru?
- Moi zawodnicy to prawdziwi faceci. Trochę ich poboli, ale za dwa dni przejdzie i będzie ok. Są twardzi i mocni. Wspierają się wzajemnie. Przyjeżdżając na mecze, obojętnie jaki zastajemy tor, na takim się ścigamy. Nie ma wśród moich zawodników płaczek, które zdarzają się w ekstralidze.
źródło: inf. własna

