
Emil Sajfutdinow zajął drugie miejsce w 2017 Kjaergaard Danish FIM Speedway Grand Prix. Rosjanin pokonał w wielkim finale nie byle kogo, bo aktualnych liderów klasyfikacji generalnej IMŚ - Patryka Dudka i Jasona Doyle’a.
Początek zawodów w wykonaniu Emila nie był najlepszy, ale w końcówce, po zmianie motocykla żużlowiec spisywał się znacznie lepiej, był szybki na dystansie - Po pierwsze chciałbym podziękować mojemu teamowi, bo pracowali dzisiaj bardzo ciężko. Początek był, można powiedzieć, treningowy, bo nie mogłem znaleźć tej odpowiedniej prędkości, a później jak po upadku wziąłem trzeci motor to coś ruszyło. Zacząłem wygrywać i wszedłem do finału. Najważniejsze, że zbieram punkty i stanąłem dzisiaj na podium. Bardzo dziękuję mojej rodzinie, która cały czas trzyma kciuki oraz sponsorom - powiedział po zawodach Emil Sajfutdinow.
Zawodnik leszczyńskich “Byków” w półfinale wybrał trzecie, najmniej korzystne, pole. Czym sugerował się przy wyborze pola startowego? - Było bliżej, aby zrobić przycinkę do krawężnika. Myślałem o tym, żeby wygrać start, bo w poprzednim swoim biegu miałem dobry start. Było co było, już zapominamy i jedziemy dalej.
Tor na CASA Arena w Horsens był dość wymagający. Było kilka miejsc, w których zawodnicy mieli problem z opanowaniem motocykla. Jak to wyglądało z perspektywy Emila? - Tor był bardzo dobry. Na początku był ciężki, ale co zrobić taki jest żużel. Później już był równy i to jest najważniejsze. Na początku się wyrywał i ciężko było opanować motocykl. Najważniejsze, że wszyscy są cali i zdrowi.
Rosjanin obalił mit mówiący o tym, że trzeba mieć inne silniki na tory sztuczne i tory normalne - Nie jest to prawdą, że trzeba mieć różne silniki na te tory. Wszystkie silniki są takie same. W Ekstralidze i tutaj mam takie same silniki - zakończył.
Źródło: inf. własna

