
Janusz Kołodziej zdobył 11 punktów w niedzielnym spotkaniu FOGO Unii Leszno w Częstochowie w ramach drugiej kolejki PGE Ekstraligi. Wychowanek tarnowskich Jaskółek był jednym z najbardziej widowisko jeżdżących zawodników i przy okazji bardzo skutecznym. Po spotkaniu udało nam się porozmawiać z popularnym "Koldim", o to co miał do powiedzenia trzykrotny indywidualny mistrz polski.
Żużlowcy FOGO Unii Leszno nie kryli przed tymi zawodami, że przyjechali do Częstochowy po zwycięstwo. Gdy cel został przez nich osiągnięty nie dziwił fakt, iż uśmiech nie schodził z twarzy żadnego z nich. - Bardzo się cieszymy z wygranej, to było najważniejsze. Przybliża nas to do play off, także plan został wykonany. Przy okazji obroniliśmy bonus, więc jest dobrze.
Janusz Kołodziej pomimo pokaźnej zdobyczy punktowej bardzo surowo ocenił swój występ i zauważa, że zdarzyła mu się w tym spotkaniu wpadka. Jest bardzo zadowolony z wyścigów, w których odnosił zwycięstwa, lecz przegrana w jednym z nich daje mu do myślenia. - Jeśli chodzi o mnie to w jednym biegu zawaliłem i słabo tam pojechałem. Wiadomo nigdy nie jest perfekcyjnie i jest nad czym pracować.
Podopieczni Piotra Barona byli niedzielnego wieczora lepsi od gospodarzy w przede wszystkim jednym aspekcie, a mianowicie na starcie. Janusz Kołodziej nie chciał jednak zdradzić gdzie leży sekret tak doskonałych startów i na nasze pytanie odpowiada dosyć powściągliwie. - Trzeba po prostu pracować i tyle.
Wiele ostatnio pod Jasną Górą mówi się o torze i jego przygotowaniu. Po dwóch spotkaniach, w których miejscowi zawodnicy byli świetnie dopasowani do swojej nawierzchni, przyszły kolejne dwa, w których było już zgoła odmiennie. Co o torze powiedział nam Janusz Kołodziej, który mógł wyrazić swoją opinie zupełnie neutralnie, jako osoba z zewnątrz. - Tor był specyficzny, twardy. Nie pamiętam kiedy jeździłem na takim w Częstochowie, bo zazwyczaj było przyczepnie, ale na szczęście dopasowaliśmy się do tego, pomimo, że drużyna z Częstochowy świetnie jechała na takiej nawierzchni, ale my potrafiliśmy przechylić wynik na swoją korzyść i to my wywozimy stąd cenne punkty.
Dzień po finale Drużynowego Pucharu Świata nie można było nie zapytać "Koldiego" o jego odczucia związane z sobotnimi zawodami. W końcu wychowanek tarnowskiego klubu długo zgłaszał swoją gotowość do jazdy w biało-czerwonych barwach. Za jego kandydaturą przemawiał fakt, iż finał DPŚ odbył się na jego domowym torze. Lecz trener Marek Cieślak postanowił postawić na młodszych reprezentantów naszego kraju. - Każdy by chciał jeździć z orzełkiem na plastronie. Mi w tym roku się nie udało, ale chłopaki zrobili taką świetną robotę, że nie ma już o czym gadać. Miejmy nadzieje, że może jeszcze kiedyś pojadę w kadrze.

źródło: informacja własna

