Najważniejszy remis ostatnich lat - relacja z meczu forBET Włókniarz Częstochowa - MrGarden GKM Grudziądz

DSC 4425

Emocje chyba jeszcze nie puściły sympatyków czarnego sportu pod Jasną Górą. To co wydarzyło się wczoraj przy Olsztyńskiej to prawdziwy horror, lecz ze szczęśliwym zakończeniem. Nikt nie brał takiego scenariusza pod uwagę, a jednak. forBET Włókniarz Częstochowa wyszarpał na ostatniej prostej remis dający awans do upragnionej fazy play off.

 


Do trzech razy sztuka, to powiedzenie znalazło odzwierciedlenie w przypadku potyczki częstochowsko-grudziądzkiej. Zarówno w minioną niedziele jak i czwartek pogoda nie dawała za wygraną i uniemożliwiła bezpiecznie rozegranie tego spotkania. Wczoraj wszystko było już pod kontrolą. Aura sprzyjała, a tor został przygotowany do walki na całej jego długości i szerokości, a co najważniejsze był bezpieczny. Na trybunach mimo czwartkowego wymarznięcia zasiadło około 10 tysięcy fanów miejscowego klubu, którzy na stadion zmierzali z przekonaniem o postawieniu przez ich klub przysłowiowej kropki nad i. Sam początek tego meczu mógł na to wskazywać. Pewne trzy punkty zainkasował Leon Madsen, a ku uciesze zgromadzonych podwójnie wyścig juniorski wygrali Michał Gruchalski i Bartosz Świącik. Był to koniec jednak dobrych wiadomości dla biało-zielonych, aż do biegów nominowanych.


Pierwsze straty przyjezdni nadrobili w gonitwie trzeciej. Kiedy to na czoło stawki wysforował się Krzysztof Buczkowski, za jego plecami uplasował się walczący z bólem Fredrik Lindgren, a ostrą walkę na norze stoczyli Przemysław Pawlicki i Adrian Miedziński. Żużlowiec MrGarden GKM'u Grudziądz nie zostawił miejsca na atak wychowankowi toruńskiego klubu i na wejściu w drugi łuk częstochowskiego toru zapachniało gipsem. Całe szczęście nikomu nic się nie stało, ale popularny "Miedziak" nie miał już szans nadrobić odległości do swojego rywala. Bieg czwarty padł pewnym łupem Artioma Łaguty, który wyprzedził parę gospodarzy niemalże o długość prostej. Rosjanin był tego wieczoru niesamowity i prawie nieuchwytny. Plecy pokazał mu tylko raz Leon Madsen w wyścigu siódmym. Miał na to jednak dwie próby. W pierwszej na prowadzeniu znajdował się żużlowiec gości, lecz motocykla nie opanował Dawid Wawrzyniak i upadł na tor. W powtórce lepiej ze startu wyszedł Duńczyk i dzielnie bronił się przed atakami swojego rywala.


Zanim jednak wyścig siódmy bardzo ważny wydźwięk dla całego spotkania miały potyczki numer pięć oraz sześć. W tej pierwszej podwójnie wygrali Kai Huckenbeck i Antonio Lindbeack. Strachu znów mógł najeść się Adrian Miedziński, któremu podniosło motocykl na wyjściu z drugiego łuku. Wybitego z rytmu "Miedziaka" dogonił Fredrik Lindgren i oczywiście przez przypadek, ale prawie na pełnym gazie wsadziłby klubowego kolegę w bandę. Tych błędów nie dało się już naprawić i to goście objęli prowadzenie. W szóstym biegu para Pawlicki-Buczkowski pokonała Zagara i Świącika 2:4 i przewaga przyjezdnych wzrosła do 4 oczek. Do dwóch punktów zniwelował ją Leon Madsen we wspomnianym już wyścigu siódmym. Taki rezultat utrzymywał się aż do biegów nominowanych. Każda kolejna potyczka kończyła się remisem, lecz co martwiło miejscowych kibiców to fakt, że to grudziądzanie przyjeżdżali na pierwszej pozycji. Tylko Leon Madsen i Matej Zagar dali radę wyszarpać 3 oczka z rąk rozpędzonych gości. Jeśli chodzi o Komandosa ze Słowenii to udowodnił on w wyścigu jedenastym, że nie ma dla niego straconych pozycji i posiada on odwagę prawdziwego żołnierza. Ścigał on wówczas Przemysława Pawlickiego, by w końcu bezpardonowo wejść pod wychowanka leszczyńskiej Unii. Miedzy żużlowcami na pewno zaiskrzyło i nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. 


Fani forBET Włókniarza mieli nadzieje na nadrobienie strat w wyścigu dwunastym, do którego nie wyjechał poobijany Dawid Wawrzyniak. Z urzędu jeden punkt miał Bartosz Świącik a na czele stawki znajdował się Adrian Miedziński. "Miedziak" popełnił jednak błąd, wyniósł się za szeroko na jednym z łuków częstochowskiego owalu. Zakopał się nieco w odsypanej nawierzchni co skrzętnie wykorzystał Antonio Lindbeack i zabrał częstochowianom nadzieje na wyrównanie w meczu. O tym, że łaska kibica na pstrym koniu jeździ wiemy nie od dziś. Co musiał przeżywać wówczas Adrian Miedziński, który po tym błędzie momentalnie został obarczony oskarżeniem o pomoc swojemu macierzystemu klubowi (wygrana Grudziądza dawała play off Get Well). Nic bardziej mylnego, "Miedziak" udowodnił to w wyścigu czternastym, w którym dwoił się i troił. Wyginał na motocyklu w niebywałe kształty by tylko obronić drugą pozycję przed atakującym Przemysławem Pawlicki. To się udało i częstochowianie przywieźli podwójne zwycięstwo, które dawało dwa punkty przewagi przed ostatnim wyścigiem dnia.


To co działo się w ostatnim akcie dnia nie da się opisać słowami. Na trybunach nikt nie siedział a i nie jedno serce pewnie stanęło w miejscu. forBET Włókniarz potrzebował dwóch punktów by wejść do fazy play off. Wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, Madsen gonił prowadzącego Łagutę, a Zagar jechał przed Lindbeackiem. Słoweniec popełnił jednak błąd, wyniósł się pod samą bandę, pewnie i zetknął się z nią deflektorem, co wybiło go z rytmu. Wykorzystał to Lindbeack i wskoczył na trzecie miejsce. W nieznanych okolicznościach Szwed nabrał takiej prędkości, że dał radę również wejść pod Leona Madsena i wysforować się na drugie miejsce. Kibice zamarli, cały sezon starań i świetnej jazdy mógł pójść na marne w ciągu kilkunastu sekund. To co zrobił jednak Leon Madsen to ... tego nie da się opisać. On nie wyszarpał tych dwóch punktów na wyjściu z ostatniego wirażu szybszym motocyklem, lepszym przygotowaniem fizycznym, czy innymi niuansami. On wyszarpał te dwa punkty sercem... lwim sercem. Po raz kolejny pokazał, że mu zależy i to poświęcenie jest dla tych ludzi, którzy do ostatniego miejsca wypełniają trybuny. Oczywiście nie raz przerabialiśmy już żużlowców "przywiązanych" do klubowych barw i oby w tym wypadku nie skończyło się tak jak w poprzednich. Sentymenty jednak na bok, ale póki jest Leon, póki jest lwem i póki oddaje serce na torze to należą mu się pokłony. Nieważne, czy za rok, dwa czy dziesięć odejdzie do innego klubu. Za to co robi teraz, za to co zrobił wczoraj należy mu się szacunek. Leon jesteś wielki!

 
forBET Włókniarz Częstochowa w drastycznych okolicznościach zremisował z MrGarden GKM'em Grudziądz 45:45 i zdobył punkt na wagę awansu do fazy play off. Ta już jutro, pod Jasną Górą nie mają zbyt wiele czasu na przygotowania do kolejnego wielkiego pojedynku. Teraz jednak zabawa rozpoczyna się od zera, a rywalem Cash Broker Stal Gorzów. Zaczynamy walkę o medale!

 

forBET Włókniarz Częstochowa – 45:
9. Leon Madsen 12+1 (3,3,3,1*,2)
10. Tobiasz Musielak 0 (0,-,0,-)
11. Adrian Miedziński 6+1 (0,0,2,2,2*)
12. Fredrik Lindgren 9+1 (2,1,1*,2,3)
13. Matej Zagar 8+1 (1*,2,2,3,0)
14. Bartosz Świącik 3+1 (2*,0,1)
15. Michał Gruchalski 6+1 (3,2,1*,0)
16. Andreas Lyager 1 (1)

MRGARDEN GKM Grudziądz – 45:
1. Antonio Lindbaeck 10+2 (1*,2*,3,3,1)
2. Kai Huckenbeck 6+1 (2,3,0,1*,0)
3. Przemysław Pawlicki 9 (1,3,2,2,1)
4. Krzysztof Buczkowski 5+1 (3,1,1*,0)
5. Artiom Łaguta 14 (3,2,3,3,3)
6. Kamil Wieczorek 1 (1,w,w)
7. Dawid Wawrzyniak 0 (0,0,0)
8. Krystian Pieszczek NS

Bieg po biegu:
1. Madsen, Huckenbeck, Lindbaeck, Musielak 3:3 (3:3)
2. Gruchalski, Świącik, Wieczorek, Wawrzyniak 5:1 (8:4)
3. Buczkowski, Lindgren, Pawlicki, Miedziński 2:4 (10:8)
4. Łaguta, Gruchalski, Zagar, Wawrzyniak 3:3 (13:11)
5. Huckenbeck, Lindbaeck, Lindgren, Miedziński 1:5 (14:16)
6. Pawlicki, Zagar, Buczkowski, Świącik 2:4 (16:20)
7. Madsen, Łaguta, Lyager, Wieczorek (w) 4:2 (20:22)
8. Lindbaeck, Zagar, Gruchalski, Huckenbeck 3:3 (23:25)
9. Madsen, Pawlicki, Buczkowski, Musielak 3:3 (26:28)
10. Łaguta, Miedziński, Lindgren, Wawrzyniak 3:3 (29:31)
11. Zagar, Pawlicki, Huckenbeck, Gruchalski 3:3 (32:34)
12. Lindbaeck, Miedziński, Świącik, Wieczorek (w) 3:3 (35:37)
13. Łaguta, Lindgren, Madsen, Buczkowski – 3:3 (38:40)
14. Lindgren, Miedziński, Pawlicki, Huckenbeck 5:1 (43:41)
15. Łaguta, Madsen, Lindbaeck, Zagar 2:4 (45:45)

 

źródło: informacja własna

Rafał Moltzan

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!