Jak feniks z popiołów - podsumowanie sezonu Włókniarza Vitroszlifu CrossFit Częstochowa (część 1)

czestochowa noweWłókniarz Vitroszlif CrossFit Częstochowa zakończył rozgrywki PGE Ekstraligi 2017 na piątym miejscu i zamknął tym samym usta wszystkim specjalistom, niedowiarkom i malkontentom, którzy mniej więcej rok temu o tej porze wróżyli biało-zielonym rychły spadek do Nice 1. Ligi Żużlowej.

 

 

Klub na czele którego stoi Michał Świącik można porównać do mitycznego feniksa, który odradza się ze zgliszczy po starym, schorowanym przez poprzednie władze Włókniarzu. Po dwóch latach ciężkiej pracy częstochowski klub wrócił w szeregi najlepszych drużyn żużlowych w Polsce. Zarząd stanął wówczas przed bardzo trudnym zadaniem zbudowania zespołu, który będzie godnym rywalem dla pozostałych graczy w PGE Ekstralidze. Ponadto cała żużlowa polska patrzyła wówczas na ręce częstochowskich działaczy, bo wszyscy mieli jeszcze w pamięci niedawne problemy finansowe poprzedniej spółki. Skład więc musiał być dobry, ale dopasowany do klubowego budżetu. Taki udało się zbudować, choć początkowo wszyscy mądrzy ludzie przekonani byli o tym, że Lwy w takim zestawieniu będą tylko niegroźnie miałczącymi kociętami. Ciągle pukający do czołówki Madsen, niechciany w Stali Gorzów – Matej Zagar, najlepszy na zapleczu PGE Ekstraligi – Sebastian Ułamek oraz zaciąg z Rybnika, czyli słabnący Jonsson i dziadek Holta to podstawowa piątka, która miała zapewnić utrzymanie. Wielu pukało się w głowę, gdy do tego wszystkiego dołączył Karol Baran, a parę juniorów mieli stworzyć nieokiełznany Polis i debiutujący Gruchalski. W całość miał to pozbierać Lech Kędziora, a więc trener doświadczony, ale nie na ekstraligowym podwórku. Sympatycy czarnego sportu pod Jasną Górą jednak murem stali za swoją drużyną i wierzyli w sukces kampanii 2017, odcinając się tym samym od nieprzychylnych komentarzy z żużlowego światka. Po przeżyciach, czy banicji, jaką musieli przeżyć biało-zieloni fani skupiali się bardziej na sytuacji finansowej klubu, na jego wizerunku, aniżeli na wyniku, choć wiadomo, że zawsze jest on ważny. Ważne jednak dla kibica w Częstochowie było to, że klub otrzymał licencje w pierwszym terminie, co oznaczało, że jest czysty i  z czystą kartą może przygotowywać się do kolejnych rozgrywek. Gdy do tego w marcu 2017 roku doszedł sponsor tytularny oraz pokaźne środki z Urzędu Miasta wielu zaczęło spać spokojnie i z wytęsknieniem czekało na pierwsze wyjazdy na tor.

1 1

Te odbyły się 15 marca na stadionie przy ulicy Olsztyńskiej. Następnie korzystając ze sprzyjającej aury Włókniarz Vitroszlif CrossFit Częstochowa rozegrał sparingi z Ekantor.pl Falubazem Zielona Góra, Betardem Spartą Wrocław oraz Grupą Azoty Unią Tarnów. Jednak tylko z pojedynku z pierwszoligowcem udało się wyjść na tarczy. To nie wróżyło zbyt dobrze, bo liderami biało-zielonych byli w tych spotkaniach Andreas Jonsson oraz Karol Baran, którzy mieli stanowić raczej o drugiej linii w talii Lech Kędziory, aniżeli być głównymi armatami. Na rzeczywisty sprawdzian częstochowianie musieli jednak trochę poczekać. Nagła zmiana pogody i odwołane dwa pierwsze spotkania przy Olsztyńskiej z Rybnikiem i FOGO Unią Leszno. Tym samym inauguracje Lwy zamiast u siebie zaliczyły w Grudziądzu. Słowo zaliczyły chyba jest tutaj najbardziej odpowiednie, gdyż o tym spotkaniu wszyscy chcieli jak najszybciej zapomnieć. Twierdza Grudziądz obroniona i to w wielkim stylu. 55:35 to wynik, który mówi sam za siebie. W zespole przyjezdnych tylko Leon Madsen był w stanie podjąć rękawice. 13 punktów Duńczyka zachwyciło, niestety reszta zespołu poniżej oczekiwań. Czyżby „specjaliści” mieli rację?

DSC 2839

2 maja odbyło się przełożone spotkanie z pierwszej kolejki, w którym Włókniarz Vitroszlif CrossFit Częstochowa podejmował ROW Rybnik. Wielu mówiło, że od tej rywalizacji zależeć będzie, która drużyna poleci z ligi. Mobilizacja była więc ogromna w obu zespołach, ale presję lepiej udźwignęli miejscowi, niesieni dopingiem kilku tysięcy fanów. Mocny początek i później spokojna kontrola przebiegu spotkania sprawdził się w stu procentach. 48:42 to wynik dobry, pokazujący pewne zwycięstwo, lecz z nutą niedosytu. Ponownie najlepszy Madsen, który powoli wyrastał na lidera tego zespołu. Dołączył do niego w tym meczu Zagar, a pozostali dorzucili cenne 6-7 oczek każdy. Gościom z Rybnika nie pomógł nawet rewelacyjny junior Kacper Woryna (16p.), tak więc po pierwszej połowie meczu „o wszystko” 1:0 dla Włókniarza.

DSC 0712

Aura nie sprzyjała żużlowcom Włókniarza Vitroszlifu CrossFit Częstochowa. Na swój kolejny mecz musieli czekać aż do 28 maja, wtedy to udali się do Wrocławia na potyczkę z tamtejszą Betard Spartą. Zapowiadało się jednostronne spotkanie, podobne do tego w Grudziądzu. Tymczasem choćby po biegu piątym mieliśmy remis, a po dziewiątym dwa oczka różnicy na korzyść gospodarzy. Kibice we Wrocławiu przecierali oczy ze zdumienia, gdy para Zagar-Gruchalski przywoziła na 1:5 Drabika i Lebiediewa. Sama końcówka należała jednak do podopiecznych Rafała Dobruckiego i Lwy musiały uznać wyższość późniejszego vice mistrza polski 50:40 Bardzo dobry mecz pojechała czwórka Zagar, Holta, Madsen, Jonsson. Jedynie Sebastian Ułamek zakończył to spotkanie z zerowym dorobkiem i to właśnie w tym miejscu przyjezdni upatrywali powodów swojej porażki. Jednakże skazane na pożarcie Lwy postawiły się wyżej notowanemu rywalowi i pozostawiły po sobie bardzo dobre wrażenie.

IMG 7778

Za dobre wrażenie punktów jednak nie przyznaje się. Można je natomiast uzyskać gdy mecz kończy się z 52 punktami. Tyle właśnie zdobyli biało-zieloni 2 czerwca kiedy to na SPG Arenie podejmowali Get Well Toruń. Drużynę, która przed sezonem była kandydatem do złota, a jak się to skończyło wszyscy doskonale wiemy. Wracając jednak do spotkania. Żużlowcy Lecha Kędziory podobnie jak w meczu z ROW’em Rybnik miały mocny początek. Dziesięć oczek po czterech wyścigach czy dwanaście po siedmiu mówi samo za siebie. Później Get Well doskoczył nieco do gospodarzy, ale po piorunującej końcówce, szczególnie po podwójnym zwycięstwie w wyścigu piętnastym żużlowcy Włókniarza Vitroszlifu CrossFit Częstochowa mogli cieszyć się z wysokiego zwycięstwa nad odwiecznym rywalem. Kolejną już młodość przeżywał Rune Holta, zdobywca 14 punktów. Ponownie świetny Zagar i Madsen. Do tego solidna reszta zespołu. Tym razem do dobrego wrażenia Lwy dołożyły też wynik i w żużlowej Polsce specjaliści zaczynali zastanawiać się gdzie popełnili błąd. Choć dalej wierzyli raczej w tezę, że to Włókniarz miał szczęście, a ich teoria na pewno znajdzie odzwierciedlenie w dalszej części sezonu.

Włókniarz Toruń 02.06.17r. 139

O tym, że teorię tę żużlowcy z lwem na plastronie obalili przypomnę przy okazji drugiej części podsumowania sezonu w wykonaniu Włókniarza Vitroszlifu CrossFit Częstochowa. Tymczasem pomyślmy sobie, że nie wiemy jak dalej potoczyły się losy biało-zielonych, a na kolejną część zapraszam już w poniedziałek. Wtedy to przyjrzymy się poczynaniom drużyny Lecha Kędziory w środkowej części sezonu. Jeśli chodzi o krótkie podsumowanie tych pierwszych spotkań, to można śmiało stwierdzić, że Lwy pokazały pazury. W meczach u siebie wygrywały, a po słabej inauguracji w Grudziądzu postawiły się znacznie we Wrocławiu. To pokazywało, że z Włókniarzem Vitroszlifem CrosssFit Częstochowa będzie trzeba się liczyć, który zamiast być czerwoną latarnią ligi zaczął kąsać i miał apetyt na więcej…

źródło: informacja własna

Rafał Moltzan

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!