Słaby sezon zakończony barażami – podsumowanie 2019 roku w wykonaniu truly.work Stali Gorzów (cz. 1)

IMG 4414

Wicemistrzowie Polski z 2018 roku przystępowali do kolejnych zmagań osłabieni odejściem Martina Vaculika. Niewielu kibiców liczyło na włączenie się żółto-niebieskich do grona drużyn walczących o wejście do fazy play off. Stawiano raczej na spokojne utrzymanie się gorzowian w PGE Ekstralidze.

 

Tymczasem po słabej rundzie zasadniczej Stalowcy musieli walczyć o zachowanie statusu ekstraligowca z wicemistrzem Nice 1. Ligi Żużlowej w spotkaniach barażowych.

gorzow logoTo miał być sezon na przeczekanie. Po decyzji Vaculika, możliwości pozyskania klasowego zawodnika były już ograniczone. Oprócz Słowaka z Gorzowem pożegnali się także Grzegorz Walasek i Linus Sundstroem. W ich miejsce przyszli Anders Thomsen i Peter Kildemand, a rezerwę stanowić miał Adam Ellis. Takie zmiany kadrowe nie wróżyły nic dobrego.

Truly.work Stal sezon zainaugurowała w piątek 5 kwietnia wyjazdowym spotkaniem w Częstochowie. Większość kibiców spodziewała się łatwego zwycięstwa gospodarzy, tymczasem po zaciętym meczu częstochowianie wygrali tylko 47:43. Prawdziwym odkryciem tego pojedynku była kapitalna jazda Andersa Thomsena, który w swoim debiucie w PGE Ekstralidze, startując z 2. numerem, wywalczył na wyjeździe 13 punktów i 2 bonusy w sześciu startach.

Kolejny mecz ligowy klub z Gorzowa rozegrał tydzień później i wygrał na Stadionie im. Edwarda Jancarza ze Speed Car Motorem Lublin 49:41. Spotkanie z beniaminkiem Ekstraligi było dla miejscowych prawdziwym horrorem. Początkowo goście prowadzili różnicą 6 punktów. Stalowcy mozolnie odrabiali straty, by po 12. odsłonie na tablicy wyników widniał rezultat remisowy 36:36. Podwójne zwycięstwa w wyścigach 13. i 15. pozwoliły żółto-niebieskim na odniesienie ośmiopunktowego zwycięstwa. Ojcami sukcesu byli Bartosz Zmarzlik, Szymon Woźniak i niespodziewanie Rafał Karczmarz, który odniósł trzy indywidualne zwycięstwa. Udaną końcówkę meczu miał także bohater z Częstochowy Anders Thomsen.

W niedzielę 28 kwietnia żółto-niebiescy jechali „na pożarcie” do najlepszej drużyny dwóch ostatnich sezonów Unii Leszno. Kibice na Stadionie im. Alfreda Smoczyka i przed telewizorami przecierali oczy ze zdumienia. Spotkanie było bardzo zacięte. Prowadzili raz jedni, raz drudzy, by po 12. wyścigu na tablicy wyników pojawił się remis 36:36. Ostatnie trzy gonitwy to był jednak sportowy nokaut w wykonaniu miejscowych, którzy ostatecznie wygrali całe spotkanie 51:39.

W pierwszą niedzielę maja przyszedł czas na lubuskie derby. 5 maja gorzowianie pokazali jak można przegrać na własnym torze … „wygrany mecz”. Pojedynek składał się z dwóch części. Pierwszą stanowiły wyścigi od 1. do 8., a drugą gonitwy od 9. do 15. Początek należał do miejscowych, którzy wygrywali starty i po trzech podwójnych zwycięstwach, w połowie zawodów, prowadzili różnicą ośmiu punktów 28:20. Począwszy od biegu 9. gospodarze zaczęli jeździć jakby im ktoś włożył „kij w szprychy”. Drugą część meczu zawodnicy z Gorzowa przegrali 13:29 i cały mecz 41:49. Ojcami zwycięstwa zielonogórzan byli Martin Vaculik i Piotr Protasiewicz. W drużynie gospodarzy zawiedli wszyscy, łącznie z Bartoszem Zmarzlikiem. Pięć indywidulanych zwycięstw na własnym torze nie mogło dać końcowego sukcesu z wymagającym rywalem. 

Kolejnym rywalem truly.work Stali była Betard Sparta Wrocław. Pierwotnie mecz miał się odbyć 10 maja we Wrocławiu. Ostatecznie jednak spotkanie przełożono, a gospodarzem pojedynku tydzień później 17 maja byli gorzowianie. W obliczu kontuzji krajowego lidera wrocławian Macieja Janowskiego miało być lekko, łatwo i przyjemnie dla gospodarzy, a ponownie kibice byli świadkami horroru. Przez większość spotkania prowadzili goście, ale dzięki ambitnej pogoni i wygranym trzem ostatnim wyścigom Stal ostatecznie wygrała 48:42. Sukces gospodarzom zapewniła piątka seniorów, z których każdy odniósł przynajmniej jedno indywidualne zwycięstwo.

Tydzień później do Gorzowa zawitała ekipa MrGarden GKM Grudziądz i po raz pierwszy w roli faworyta. Początek spotkania był bardzo pechowy. Przed startem do 1. wyścigu taśmy dotknął Antonio Lindbaeck i został wykluczony przez sędziego. W miejsce Szweda do powtórki gonitwy wyjechał Patryk Rolnicki. Niestety, wychowanek Unii Tarnów zdołał dojechać tylko do wejścia w pierwszy łuk. Junior GKM-u znalazł się w przysłowiowej „kanapce” i upadł na tor w wyniku czego doznał złamania lewej kości udowej z przemieszczeniem. Po tym przykrym zdarzeniu mecz toczył się pod dyktando gospodarzy, którzy stopniowo powiększali przewagę, by ostatecznie wygrać dość wysoko 51:39. Goście odnieśli tylko pięć indywidualnych i jedno zespołowe zwycięstwo 4:2.

W ostatni piątek maja gorzowianie pojechali do Torunia, by zmierzyć się z zamykającym tabelę i pozostającym bez zwycięstwa Get Well. Mecz miał bardzo dziwny przebieg. W pierwszej części spotkania lepiej radzili sobie goście, którzy po 8. wyścigu prowadzili 29:19. W kolejnych biegach odrodzili się jednak gospodarze, którzy drugą część pojedynku wygrali 30:11, a cały mecz 49:40.

 

O kolejnych etapach walki truly.work Stali o utrzymanie, już wkrótce w drugiej części podsumowania. Zapraszamy do lektury.

 

c.d.n.

 

 źródło:informacja własna

Maciej Major

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!