Przeżyjmy to jeszcze raz… Od zera do bohatera – wspomnienie sezonu 2020 w wykonaniu Moje Bermudy Stali Gorzów (cz.1)

DSC 0005

Takiego sezonu w wykonaniu Stali Gorzów jeszcze nie było. Pierwszy w historii rok pandemiczny zainaugurowany dopiero 14 czerwca. W pierwszej części krótkiego sezonu sześć porażek z rzędu. Z kolei w dalszej części rozgrywek osiem kolejnych zwycięstw, wygrany półfinał Drużynowych Mistrzostw Polski i ostatecznie tytuł wicemistrzów Polski.

GorzowNa fatalny początek Moje Bermudy Stali Gorzów wpływ miało kilka elementów. Przede wszystkim słaba dyspozycja wszystkich zawodników z liderami włącznie, przełożenie meczu z Betardem Spartą Wrocław oraz pożar rozdzielni na stadionie im. Edwarda Jancarza. Dwa ostatnie czynniki zadecydowały ostatecznie o bardzo niekorzystnym terminarzu gorzowian. Żółto-niebiescy tym samym zmuszeni byli do rozegrania aż pięciu spotkań z rzędu na wyjazdach. Efektem niekorzystnych zbiegów okoliczności było ostatecznie sześć kolejnych porażek.

Moje Bermudy Stal sezon zainaugurowała dopiero w niedzielę 14 czerwca domowym spotkaniem z mistrzem Polski Fogo Unią Leszno. Kibice zasiadający przed szklanymi ekranami przecierali oczy ze zdumienia nie poznając swoich idoli. Goście przewyższali miejscowych w każdym elemencie żużlowego rzemiosła. Lesznianie objęli prowadzenie po pierwszym wyścigu i nie oddali go już do końca spotkania. Stalowcy wygrali tylko sześć gonitw indywidulanie i cztery zespołowo, a wynik 41:49 mówi sam ze siebie. Cień szansy na remis pojawił się jeszcze po pierwszym z biegów nominowanych wygranym podwójnie przez miejscowych, ale taśma Krzysztofa Kasprzaka przed decydującą odsłoną dnia była przysłowiowym gwoździem do trumny. U progu sezonu kontuzji nabawił się Niels Kristian Iversen, a słabszą formę zasygnalizowali gorzowscy liderzy: mistrz świata Bartosz Zmarzlik, Krzysztof Kasprzak i Szymon Woźniak oraz juniorzy.

Kolejny mecz ligowy klub z Gorzowa rozegrał tydzień później w Lublinie z miejscowym Motorem i przegrał prawie bez walki 53:37. Liderem przyjezdnych był zdobywca 14 punktów w sześciu startach Bartosz Zmarzlik, który miał jednak sporo problemów i wygrał indywidualnie tylko trzy wyścigi. Mistrzowi świata starali się pomóc Anders Thomsen (10+2) i junior Rafał Karczmarz (6+1), ale wystarczyło to zaledwie na wywalczenie przez gorzowian 37 „oczek”. Krzysztof Kasprzak miał tylko udany początek, a później „zeszło powietrze” z wychowanka Unii Leszno. Z kolei występ Szymona Woźniaka należy pominąć milczeniem.

W niedzielę 28 czerwca żółto-niebiescy jechali na Górny Śląsk do teoretycznie najsłabszej drużyny w PGE Ekstralidze PGG ROW-u Rybnik pełni nadziei na odniesienie pierwszego ligowego zwycięstwa. Niestety nic z tego nie wyszło, ponieważ gospodarze sensacyjnie wygrali 46:44. Jak się później okazało było to jedyne zwycięstwo miejscowych w sezonie, którzy po kilku miesiącach z „hukiem” spadli w żużlowej elity. Gościom nie pomogło 10 indywidualnych zwycięstw i płatny komplet punktów Bartosza Zmarzlika. Na torze ROW-u skompromitowali się Szymon Woźniak i wracający po kontuzji Niels Kristian Iversen. Na domiar złego, nieświadomi nadchodzących kłopotów gorzowianie, na sześć dni przed meczem z ROW-em wypożyczyli do Rybnika juniora Kamila Nowackiego bez zastrzeżenia występu swojego wychowanka przeciwko już byłej drużynie. Nowacki okazał się jednym z katów gorzowian wygrywając 12. odsłonę dnia.

Porażka w Rybniku spowodowała w Gorzowie bardziej radykalne działania, do których należy zaliczyć pozyskanie z Torunia na zasadzie „gościa” Jacka Holdera. Australijczyk wystąpił już w najbliższym spotkaniu żółto-niebieskich na własnym torze z Eltrox Włókniarzem Częstochowa w piątek 3 lipca. Wówczas gospodarze ambitnie walczyli i prowadzili do 10. wyścigu różnicą czterech punktów 32:28. Niestety, sędzia musiał przerwać rywalizację z powodu awarii oświetlenia wynikającej z pożaru rozdzielni prądu na stadionie im. Edwarda Jancarza. Ostatecznie wynik meczu nie został zaliczony i obie drużyny musiały spotkać się jeszcze raz w sierpniu. Do momentu przerwania meczu gospodarze byli drużyną bardzo wyrównaną. Korzystnie prezentowali się na torze gorzowscy juniorzy jak również nowo pozyskany „gość” Jack Holder.

W niedzielę 12 lipca przyszedł czas na lubuskie derby. Początek rywalizacji zdecydowanie należał do gospodarzy, którzy po 7. wyścigu wypracowali 18-punktową przewagę 30:12. W drugiej części spotkania gorzowianie znaleźli jednak odpowiednie ustawienia w swoich motocyklach i ostatecznie odrobili część strat, a mecz zakończył się wynikiem 50:40 na korzyść Falubazu. Najwięcej punktów dla Stali wywalczyli Jack Holder (13+1) i Bartosz Zmarzlik (12) w sześciu startach.

Kolejnym rywalem Moje Bermudy Stali była dwa tygodnie później w Grudziądzu drużyna miejscowego MrGarden GKM. Mecz ten zapisał jednak się jako niechlubny przypadek w historii sportu żużlowego w Polsce. To były po prostu „żużlowe jaja”. Siedząc przed ekranem telewizyjnym można było odnieść wrażenie, że arbiter tego spotkania nie panował nad sytuacją od samego początku. Bałagan na stadionie był niespotykany, a sędzia Remigiusz Substyk podejmował kuriozalne decyzje. Najpoważniejsze błędy arbiter popełnił w wyścigach 7. i 9. W pierwszym z nich niesłusznie wykluczył Andersa Thomsena, a w drugim Nielsa Kristiana Iversena tym bardziej, że zdarzenie z Duńczykiem miało miejsce na pierwszym wirażu i bieg należało powtórzyć w pełnej obsadzie. Nawierzchnia grudziądzkiego toru była od początku meczu w nie najlepszym stanie. Im dłużej trwało spotkanie, tym zawodnicy mieli coraz większe problemy z płynną jazdą. W 10. wyścigu (niezaliczonym do końcowej punktacji) doszło do kolejnego groźnego upadku. Po tym zdarzeniu sędzia z komisarzem toru podjęli decyzję o pracach torowych, które trwały ponad 40 minut i nie przyniosły żadnych efektów. Ostatecznie zawody zostały zakończone przy prowadzeniu gospodarzy 29:25, a jeszcze po 8. wyścigu na tablicy wyników był remis 24:24. Po takim rozstrzygnięciu goście mogli czuć się rozczarowani i oszukani.

W ostatni piątek lipca gorzowianie pojechali do Leszna, by zmierzyć się z mistrzami Polski miejscową Fogo Unią. Żółto-niebieskim już przed meczem nie dawano większych szans, a wynik 55:35 mówi sam za siebie. Dla Stali był to raczej „sparing” niż mecz o punkty, dlatego zrezygnowali z powołania na to spotkanie „gościa” Jacka Holdera. Na torze stadionu im. Alfreda Smoczyka problemy z odnoszeniem indywidualnych zwycięstw miał nawet Bartosz Zmarzlik, a jedynym pozytywnym elementem dla gości był dobry występ Nielsa Kristiana Iversena, który wywalczył 8 punktów i wygrał dwa wyścigi.

O kolejnych etapach walki gorzowskiej Stali o medale, już wkrótce w drugiej części opracowania. Zapraszamy do lektury.

 

c.d.n.

Maciej Major

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!