Takiego sezonu w wykonaniu Stali Gorzów jeszcze nie było. Pierwszy w historii rok pandemiczny zainaugurowany dopiero 14 czerwca. W pierwszej części krótkiego sezonu sześć porażek z rzędu. Z kolei w dalszej części rozgrywek osiem kolejnych zwycięstw, wygrany półfinał Drużynowych Mistrzostw Polski i ostatecznie tytuł wicemistrzów Polski.
Po serii sześciu porażek, w końcu dla Stali Gorzów „wyszło słońce”. Gorzowianie mieli bardzo pracowity sierpień, ponieważ musieli w tym miesiącu rozegrać aż sześć spotkań ligowych. Wszystkie okazały się zwycięskie, co w dużej mierze przyczyniło się do końcowego wielkiego sukcesu, jakim w tym przypadku były srebrne medale Drużynowych Mistrzostw Polski.
Początek zwycięskiej serii żółto-niebieskich został zainaugurowany w niedzielę 9 sierpnia, kiedy do Gorzowa zawitała ekipa Motoru Lublin z doskonale znanym w mieście nad Wartą Matejem Zagarem. Początek spotkania był pechowy dla gospodarzy z dwóch powodów. W pierwszym wyścigu, na pierwszym wirażu drugiego okrążenia Niels Kristian Iversen zaatakował prowadzącego Mateja Zagara i zanotował groźnie wyglądający upadek. Dopiero następnego dnia rano okazało się, że PUK doznał złamania kości łódeczkowatej w lewej ręce. W niedzielę po wypadku stranieri Stali pojawił się jeszcze trzykrotnie na torze i zdołał wywalczył pomimo bólu pięć punktów i dwa bonusy. Po drugie, na początku spotkania goście objęli sześciopunktowe prowadzenie, przez co szkoleniowiec gospodarzy Stanisław Chomski był zmuszony skorzystać z rezerw taktycznych już w 4. i 5. wyścigu. Następnie miejscowi mozolnie odrabiali straty, by ostatecznie wygrać spotkanie 47:43 i zapisać na swoim koncie pierwsze dwa punkty meczowe w sezonie. W ekipie gospodarzy klasą dla siebie był Bartosz Zmarzlik, który po raz pierwszy w karierze wywalczył duży komplet 18 punktów. Mistrz świata był tego dnia nieosiągalny dla przeciwników i robił na torze co chciał. Przełomowym dla losów pojedynku był 13. wyścig, w którym Bartosz Zmarzlik wspólnie z Andersem Thomsenem odnieśli podwójne zwycięstwo, przez co przewaga miejscowych wzrosła do 8 punktów.
Dzień po pierwszym ligowym sukcesie, po raz drugi do Gorzowa przyjechał będący „na fali” Eltrox Włókniarza Częstochowa. Pierwotnie mecz miał się odbyć 3 lipca, ale po rozegraniu 10 wyścigów, przy stanie 32:28 dla gospodarzy, spotkanie zostało przerwane w wyniku awarii oświetlenia spowodowanej pożarem rozdzielni prądu. Jako ciekawostkę można dodać, że w drugim podejściu po 10. wyścigu na tablicy wyników widniał rezultat 31:29 dla miejscowych. Menedżer Stali Stanisław Chomski był zmuszony dokonać dwóch korekt w składzie. W niedzielę w meczu z Motorem Lublin fatalnie pojechał Krzysztof Kasprzak i w poniedziałek za wychowanka Unii Leszno wskoczył do składu „gość” Jack Holder. Australijczyk dzień wcześniej zastąpił Szymona Woźniaka. Z kolei za kontuzjowanego Nielsa Kristiana Iversena gospodarze skorzystali z zastępstwa zawodnika. Mecz z Włókniarzem można podzielić na dwie części: pierwsza obejmowała biegi od 1 do 8, a druga wyścigi 9-15. Rozwój sytuacji na torze przypominał wydarzenia z niedzielnego pojedynku gorzowian z Motorem Lublin. W pierwszej fazie spotkania goście objęli sześciopunktowe prowadzenie, a następnie miejscowi mozolnie odrabiali straty, by ostatecznie wygrać 49:41 i zapisać na swoim koncie kolejne dwa punkty meczowe. Tym razem z bardzo dobrej strony pokazała się czwórka liderów żółto-niebieskich: Bartosz Zmarzlik (15 pkt.), Jack Holder (12+3) oraz Szymon Woźniak i Anders Thomsen (po 10+1). Wszyscy wymienieni zawodnicy sześciokrotnie pojawili się na torze, a zastępstwo zawodnika za Iversena przyniosło doskonały efekt w postaci wywalczenia przez zmienników 10 punktów.
Cztery dni później, w piątek 14 sierpnia zawitał do Gorzowa sensacyjny pogromca Stali z pierwszej serii spotkań PGG ROW Rybnik. Stal przystąpiła do tego arcyważnego pojedynku osłabiona brakiem kontuzjowanego Nielsa Kristiana Iversena. Tym razem jednak sztab szkoleniowy gorzowian nie skorzystał z zastępstwa zawodnika. Duńczyka zmienił „gość” Jack Holder, a w składzie pozostał Krzysztof Kasprzak. To był dziwny mecz. Z jednej strony pewna wygrana gospodarzy, ale z drugiej pozostał niedosyt w obozie żółto-niebieskich, ponieważ przy tej różnicy potencjałów obu zespołów gorzowianie odnieśli tylko jedno podwójne zwycięstwo. Stal budowała przewagę tylko dzięki kilku zwycięstwom 4:2, począwszy od szóstego wyścigu. Sytuacja taka była spowodowana tym, że w drużynie gospodarzy było trzech liderów - Bartosz Zmarzlik (13 pkt.), Jack Holder (13+1) i Anders Thomsen (13), a Szymon Woźniak oraz Krzysztof Kasprzak pojechali bardzo słabo i tylko „ciułali” pojedyncze „oczka”. Ponadto większość miejscowych zawodników miała problemy na starcie. Ostatecznie Stal Gorzów pokonała gości z Rybnika 52:38. Dzięki temu zwycięstwu gospodarze wywalczyli także punkt bonusowy oraz zwiększyli przewagę w ligowej tabeli do pięciu punktów nad drużyną z Górnego Śląska. Tym samym w odstępie 6 dni żółto-niebiescy wywalczyli aż siedem ligowych punktów!
Trzy dni po zwycięstwie nad rybnickim ROW-em do miasta nad Wartą, na zaległy mecz, zawitała ekipa Betardu Sparty Wrocław. Gospodarze byli na fali wznoszącej po ostatnich trzech zwycięstwach z rzędu na własnym torze i chcieli kontynuować dobrą passę, ale takiego spotkania chyba nikt się nie spodziewał. To był „majstersztyk” w wykonaniu miejscowych, mecz jak z marzeń. Kibice przecierali oczy ze zdumienia, a wynik 55:35 mówi sam za siebie. Co również warte podkreślenia, sukces gorzowian okraszony został niezwykłą ambicją, determinacją i wolą walki na torze. Dzięki temu kibice byli świadkami znakomitego widowiska i wielu świetnych akcji na torze. Stal przystąpiła do meczu osłabiona brakiem jednego ze swoich liderów - „gościa” Jacka Holdera, który w tym terminie musiał wystąpić w derbach Pomorza Abramczyk Polonia Bydgoszcz – eWinner Apator Toruń oraz kontuzjowanego Nielsa Kristiana Iversena. W związku z zaistniałą sytuacją kadrową żółto-niebiescy zakontraktowali kolejnego „gościa” Duńczyka Nikolai Klindta z Arged Malesy TŻ Ostrovii Ostrów Wlkp. Decyzja ta okazała się to strzałem w „10”, ponieważ nowy „gość” był jednym z bohaterów pojedynku. Duńczyk zastąpił w składzie Krzysztofa Kasprzaka, a za Iversena gospodarze stosowali zastępstwo zawodnika, w ramach którego wywalczyli aż 10 punktów. Z kolei goście wystąpili bez drugiego z braci Holderów – Chrisa. Gospodarze mieli w swoim składzie czterech bohaterów: Bartosza Zmarzlika, Andersa Thomsena, Nicolai Klindta i Rafała Karczmarza. Mistrz świata był nieosiągalny dla przeciwników i wywalczył „płatny”, duży komplet punktów (17+1). Thomsen dysponował bardzo szybkim motocyklem. Gdy przegrał start mijał rywali niczym tyczki slalomowe. Jedyny punkt stracił w ostatnim wyścigu. Odkryciem meczu okazał się „gość” Nicolai Klindt, który wywalczył 11 punktów w sześciu startach. Z kolei junior Stali Rafał Karczmarz odjechał dotąd najlepszy mecz w sezonie. Wygrał nawet wyścig jadąc w ramach zastępstwa zawodnika. Z kolei zawodnicy Sparty odnieśli w sumie tylko dwa indywidualne i jedno zespołowe zwycięstwo, przy 10 zerach.
W piątek 21 sierpnia Moje Bermudy Stal Gorzów udała się na wyjazdowy, rewanżowy mecz do Częstochowy. Spotkanie nie doszło jednak do skutku, a goście wygrali pojedynek walkowerem 40:0 inkasując 3 duże i 40 małych punktów. Powodem takiej decyzji był fatalny stan nawierzchni. Pomimo upalnej pogody tor Włókniarza wyglądał niczym pole ziemniaczane rozryte przez stado dzików. Przewodniczący Komisji Orzekającej Ligi wyjaśnił, że „mecz nie odbył się z winy organizatora, który nie uwzględnił w wymaganym stopniu w prowadzonych pracach na torze, w dni poprzedzające zawody, możliwości wystąpienia opadów deszczu, a był do tego regulaminowo zobowiązany.” Ponadto w Decyzji weryfikacyjnej z 25.08.2020 r. znalazł się zapis: „w dniach 14.08-16.08.2020 organizator podjął prace na torze polegające na dosypaniu nawierzchni, które nie zostały zgłoszone i uzgodnione z GKSŻ zgodnie z art. 402 ust. 4 RSŻ, i tym samym nie zostały przeprowadzone zgodnie z procedurą określoną na tą okoliczność w Regulaminie Torów.” Postanowienie częstochowskich działaczy o rozpoczęciu prac na torze w tym terminie było trudne do uzasadnienia i zrozumienia.
W poniedziałek 24 sierpnia kolejnym rywalem Moje Bermudy Stali na stadionie im. Edwarda Jancarza była drużyna MrGarden GKM Grudziądz. Gorzowianie w tym dniu nie mogli jeszcze skorzystać z usług kontuzjowanego Nielsa Kristiana Iversena. Pomimo tego sztab szkoleniowy Stali zaskoczył roszadami personalnymi na to spotkanie. Australijczyk Jack Holder zajął miejsce Iversena, a w spotkaniu wystąpili zarówno Krzysztof Kasprzak jak i Szymon Woźniak. Jak się później okazało, była to słuszna decyzja, ponieważ obaj pojechali bardzo dobrze walnie przyczyniając się do wysokiego zwycięstwa żółto-niebieskich 57:33. Kasprzak był dodatkowo zmobilizowany po sobotnim turnieju Grand Prix Challenge, w którym zajął trzecią lokatę i uzyskał awans do cyklu Grand Prix 2021. Gospodarze byli na fali wznoszącej po ostatnich czterech zwycięstwach z rzędu na własnym torze (nie licząc walkoweru w Częstochowie) i chcieli kontynuować dobrą passę. Miejscowi rozpoczęli od mocnego uderzenia i dwóch podwójnych, biegowych zwycięstw. Później Stalowcy tylko powiększali przewagę i nie oddali prowadzenia do końca spotkania. Ozdobą meczu były wyścigi z udziałem lidera gości Artema Łaguty, który stoczył kapitalne pojedynki między innymi z mistrzem świata Bartoszem Zmarzlikiem. Gorzowianie byli drużyną kompletną bez słabych punktów. Wygrali indywidulanie i zespołowo dziewięć wyścigów i zapisali na swoim koncie tylko dwa zera. Pięciu żużlowców Stali wygrało indywidualnie swoje biegi. Z kolei grudziądzka ekipa była tłem dla doskonale spisujących się gorzowian. W drużynie gości tylko trzech zawodników było w stanie rywalizować z przedstawicielami gospodarzy. Kapitalny był Artem Łaguta, który w sześciu wyścigach wywalczył 16 punktów. Rosjaninowi starali się pomagać tylko Nicki Pedersen i Kenneth Bjerre,
O kolejnych etapach walki gorzowskiej Stali o medale, już wkrótce w trzeciej części opracowania. Zapraszamy do lektury.
c.d.n.

