Przeżyjmy to jeszcze raz…Od zera do bohatera – wspomnienie sezonu 2020 w wykonaniu Moje Bermudy Stali Gorzów (cz. 3)

IMG 8879

Takiego sezonu w wykonaniu Stali Gorzów jeszcze nie było. Pierwszy w historii rok pandemiczny zainaugurowany dopiero 14 czerwca. W pierwszej części krótkiego sezonu sześć porażek z rzędu. Z kolei w dalszej części rozgrywek osiem kolejnych zwycięstw, wygrany półfinał Drużynowych Mistrzostw Polski i ostatecznie tytuł wicemistrzów Polski.

GorzowGorzowianie zwycięską serię kontynuowali we wrześniu. Drugiego dnia tego miesiąca podejmowali sąsiada zza miedzy Falubaz Zielona Góra. To był pojedynek derbowy nr 100 o ogromnym ciężarze gatunkowym. Poza prestiżem, obie ekipy walczyły także o zwiększenie swoich szans w kontekście awansu do fazy play off, a jeszcze niedawno gorzowianie i zielonogórzanie byli na przeciwnych „biegunach”. Stanisław Chomski zdecydował się na sprawdzony wariant z meczu z Grudziądzem, w którym „gość” Jack Holder zastąpił w składzie Nielsa Kristiana Iversena. Z kolei Piotr Żyto zastąpił Antonio Lindbaecka nowo pozyskanym „gościem” Wiktorem Kułakowem. Dla zielonogórzan była to katastrofalna w skutkach decyzja. Pierwotnie pojedynek miał zostać rozegrany w niedzielę 30 sierpnia, ale ze względu na zagrożenie opadami atmosferycznymi został przełożony na środę. Od kilku dni w Gorzowie Wlkp. występowały przelotne opady deszczu, także w dniu meczu i tym samym zawodnikom przyszło rywalizować na trudnym, przyczepnym torze. Niecałą godzinę przed spotkaniem podjęto decyzję o dosypaniu suchej nawierzchni. Gospodarze objęli prowadzenie po pierwszym wyścigu i nie oddali go do końca spotkania. Po 7. odsłonie dnia przewaga Stali wzrosła do 12 „oczek”. Od tego momentu walka toczyła się już tylko o punkt bonusowy. Po 8. wyścigu zaczął padać deszcz i warunki na torze stały się bardzo trudne. O sukcesach w poszczególnych biegach decydował głównie start, ponieważ wyprzedzenie rywala na torze było prawie niemożliwe. W takich warunkach gorzowianie kontrolowali przebieg wydarzeń na torze i ostatecznie wygrali 52:38 zgarniając także punkt bonusowy. Żółto-niebiescy byli drużyną prawie kompletną, a najsłabszym ogniwem wśród seniorów był Krzysztof Kasprzak. Z kolei w zielonogórskiej ekipie na słowa pochwały zasłużył junior Norbert Krakowiak, który w bardzo trudnych warunkach walczył z seniorami już równy z równym. W pierwszej części meczu bardzo korzystnie prezentował się Michael Jepsen Jensen. Poniżej swoich możliwości pojechali Martin Vaculik i Piotr Protasiewicz, a występ Wiktora Kułakowa był katastrofalny.

Cztery dni później, w niedzielę 6 września Stal Gorzów pojechała na ostatni pojedynek rundy zasadniczej do Wrocławia. Spotkanie miało ogromne znaczenie dla obu zespołów, ponieważ zwycięzca zapewniał sobie awans do najlepszej czwórki. Pierwszy mecz w Gorzowie wysoko wygrali żółto-niebiescy (55:35) i to oni byli bliżej punktu bonusowego. Zawodnikom przyszło rywalizować na doskonale przygotowanym torze, na którym stworzyli znakomite widowisko. Na uwagę zasługuje fakt, że w tak wyrównanym spotkaniu o dużą stawkę nie zanotowano żadnego upadku, wykluczenia i defektu. Mecz można podzielić na cztery fazy: I – wyścigi od 1. do 4.; II – biegi 5. i 6.; III – gonitwy od 7. do 11. i IV – ostatnie cztery odsłony. Gorzowianie jechali do Wrocławia raczej spokojni o punkt bonusowy, tymczasem pierwsza seria startów mogła wprowadzić niepokój w szeregi przyjezdnych. Goście na początku pojedynku stracili aż osiem „oczek” z 20-punktowej zaliczki wywalczonej na stadionie im. Edwarda Jancarza. Sytuację trochę uspokoiły dwie kolejne odsłony, po których wrocławianie prowadzili już tylko 19:17. Następne wyścigi to ponowne budowanie przewagi przez Betard Spartę, która po biegach 10. i 11. prowadziła różnicą dziesięciu „oczek” 35:25 oraz 38:28. W tym momencie kibice gości powtórnie zaczęli liczyć ile punktów brakuje ich „pupilom” do bonusa. Jednak to co wydarzyło się w ostatnich czterech odsłonach, tego nikt się nie spodziewał. To był nokaut w wykonaniu przyjezdnych, którzy odrobili stratę i wygrali cały mecz 46:44, a ostatnie cztery wyścigi 18:6. Wrocławianie w decydującym etapie rywalizacji byli całkowicie pogubieni i wyglądali jak „dzieci we mgle”, a dwa punkty meczowe stracili na własne życzenie. Warto wspomnieć, że końcowy rezultat to jedyne prowadzenie gorzowian, ponieważ przez prawie cały mecz przegrywali. Dopiero po pierwszym z biegów nominowanych przyjezdni doprowadzili do remisu 42:42. W ostatniej gonitwie Stalowcy nieźle wystartowali i bardzo dobrze rozegrali pierwszy wiraż, z którego wyjechali na podwójnym prowadzeniu. Na dystansie Maciej Janowski zdołał wyprzedzić tylko Jacka Holdera. Bartosz Zmarzlik był w tym momencie nieosiągalny i tym sposobem Stal Gorzów wywiozła trzy punkty z Wrocławia. Obie drużyny był wyrównane. Gospodarze mieli przewagę na pozycjach juniorskich, a w drużynie gości ciężar rywalizacji spadł na barki seniorów, którzy bardzo dobrze radzili sobie na torze Stadionu Olimpijskiego. Dzięki temu zwycięstwu gorzowianie awansowali do fazy play off z drugiego miejsce w tabeli i w kolejnym etapie rozgrywek ponownie spotkali się z … Betardem Spartą Wrocław.

Dwa tygodnie później, w niedzielę 20 września kolejny pojedynek wrocławska-gorzowski był niezwykle zacięty. Na swoim torze Betard Sparta szybko objęła sześciopunktowe prowadzenie 12:6 po 3. wyścigu i jak się później okazało było to najwyższe prowadzenie w meczu. Stało się to za sprawą przede wszystkim katastrofalnej postawy gorzowskich juniorów w 2. odsłonie dnia. Odpowiedź gości była jednak natychmiastowa. Dwa podwójne zwycięstwa spowodowały, że przyjezdni odrobili straty i po 5. gonitwie objęli prowadzenie 16:14. Później mecz się wyrównał i jedna bądź druga epika prowadziła dwoma punktami. Po 10. wyścigu wrocławianie doprowadzili do remisu po zwycięstwie 4:2. Od tego momentu kibice zebrani na stadionie i zasiadający przed telewizorami byli świadkami serii czterech remisów. W każdym z nich indywidualne zwycięstwo odnosił żużlowiec Stali. W pierwszym wyścigu nominowanym również zanotowano podział punktów i ponownie na tablicy wyników pojawił się rezultat remisowy 42:42, tak jak przed dwoma tygodniami. O końcowym rezultacie musiała zadecydować ostatnia odsłona dnia. W niej „na dojściu” najlepszy był Bartosz Zmarzlik, ale mistrza świata pociągnęło na koleinie i kapitan Stali pojechał prosto zamiast w lewo. To wykorzystali Tai Woffinden i Maciej Janowski, którzy objęła podwójne prowadzenie. Na dystansie bardzo szybki był jednak Anders Thomsen, który napędzał się i ostatecznie rozdzielił duet gospodarzy. To zadecydowało, że Sparta wygrała mecz dwoma punktami 46:44, ale faworytami meczu rewanżowego byli gorzowianie. Na uwagę zasługiwał fakt, że w tak wyrównanym spotkaniu o dużą stawkę, podobnie jak 6 września, nie zanotowano żadnego upadku, wykluczenia i defektu. Obie drużyny były wyrównane. Najlepszymi zawodnikami w ekipie gospodarzy byli zdobywcy 10 punktów Tai Woffinden i Gleb Chugunov (10+2) oraz Maciej Janowski, który zapisał na swoim koncie 9 punktów i 2 bonusy. Z kolei w drużynie gości ciężar rywalizacji spadł na barki seniorów, którzy bardzo dobrze radzili sobie na torze Stadionu Olimpijskiego. Trzech z nich zgromadziło dwucyfrowe zdobycze punktowe – Anders Thomsen 11, Jack Holder 10+1 i Bartosz Zmarzlik 10+2. Szymon Woźniak miał słabszą końcówkę spotkania, a Rafał Karczmarz przebudził się po pierwszym nieudanym występie.

Przed przełożonym meczem rewanżowym odbyło się uroczyste powitanie mistrza świata Bartosza Zmarzlika, który dzień wcześniej w Toruniu obronił tytuł najlepszego żużlowca globu. Gospodarze objęli prowadzenie po pierwszym wyścigu i nie oddali już go do końca spotkania pewnie pokonując Betard Spartę Wrocław 55:34. Tym samym „Stalowa Armia” awansowała do wielkiego finału PGE Ekstraligi. Zawody zostały rozegrane na trudnym, przyczepnym torze, a w pamięci kibiców pozostały groźne wypadki. W wyścigu juniorów upadek zanotował Gleb Chugunov. Rosjanina z polskim paszportem mocno pociągnęło na pierwszym łuku drugiego okrążenia i zawodnik z dużą siłą wpadł pod bandę. Jak się później okazało był to pierwszy i ostatni występ juniora Sparty, który źle się poczuł jeszcze przed meczem, prawdopodobnie z powodów kardiologicznych. W kolejnej odsłonie dnia jadący na ostatniej pozycji Jack Holder zaliczył niegroźny uślizg na przedostatnim wirażu atakując swojego starszego brata Chrisa. Najgroźniejszy w skutkach wypadek miał miejsce na ostatnim wirażu 10. biegu. Jadący na trzeciej pozycji Iversen źle skontrował motocykl, zanotował uślizg i upadł, a jadący za nim Woffinden nie zdołał ominąć leżącego Duńczyka. Wicemistrz świata przejechał przez rywala i również zapoznał się z nawierzchnią gorzowskiego toru. Całe zdarzenie wyglądało makabrycznie. Dodatkowo, równocześnie upadek zaliczył prowadzący Michał Curzytek, który zaliczył klasycznego „bączka”. Curzytek wrócił do parku maszyn o własnych siłach, a do Duńczyka i Brytyjczyka wyjechały dwie karetki. Jak się później okazało Woffinden doznał złamania piątej kości śródręcza z przemieszczeniem w lewej dłoni i musiał przejść zabieg operacyjny, co oznaczało dla niego koniec sezonu. Z kolei Iversen doznał bolesnego stłuczenia żeber i również nie pojawił się już więcej na torze. W tym momencie wiadomym było, że losy dwumeczu są rozstrzygnięte, ponieważ goście stracili dwóch zawodników. Gorzowianie mieli w swoim składzie czterech pewnie punktujących zawodników: mistrza świata Bartosza Zmarzlika, który wywalczył komplet 15 punktów, znakomitego w końcówce sezonu Szymona Woźniaka, Andersa Thomsena oraz Jacka Holdera. Na słowa uznania zasłużył także Wiktor Jasiński. Junior Stali dwukrotnie przyjeżdżał z kolegą z pary na podwójnym prowadzeniu. Z kolei wrocławska ekipa cierpiała na braki kadrowe i nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki z gospodarzami.

W drugi weekend października przyszedł czas na finałowy dwumecz. W piątek, 9 dnia tego miesiąca zawodnicy spotkali się w mieście nad Wartą. Gospodarzom przyszło rywalizować na torze, jakiego jeszcze na stadionie im. Edwarda w sezonie 2020 nie było. Czasy uzyskiwane przez zawodników były gorsze od rekordu toru o około 2-3 sekundy, a gorzowscy juniorzy uczyli się dopiero jak pokonywać „nowe” łuki na swoim obiekcie. Na początku spotkania błądzili też jak dzieci we mgle liderzy Stali. Kompletnie nieudany pierwszy występ miał „gość” Jack Holder, a Anders Thomsen pierwsze dwa wyścigi spisał na straty z powodu fatalnych startów. Mecz miał dwa decydujące momenty. Pierwszym były wyścigi 2. i 3., po których goście objęli ośmiopunktowe prowadzenie i które tak naprawdę ustawiły rywalizację na dalszą część spotkania. Drugim decydującym fragmentem rywalizacji były ostatnie trzy gonitwy, w których po szaleńczej pogoni gospodarze odrobili 10 punktów i ostatecznie wygrali mecz różnicą zaledwie dwóch „oczek” 46:44. Należy tez wspomnieć, że żółto-niebiescy byli dodatkowo osłabieni, ponieważ pozytywne wyniki testów na koronawirusa uzyskali Stanisław Chomski, Piotr Paluch, Niels Kristian Iversen i klubowy mechanik Paweł Nizioł. Po kolejnych badaniach, osoby te uzyskały jednak negatywne rezultaty. Wszyscy w obozie Stali czekali na wyniki kolejnych, piątkowych testów, ale się ich nie doczekali. Stal Gorzów przystąpiła do meczu finałowego bez sztabu trenerskiego. Drużynę w takich warunkach poprowadził kierownik drużyny Krzysztof Orzeł. Goście byli drużyną bardzo wyrównaną, każdy z zawodników przywoził do mety cenne punkty i zawodnicy z Leszna wywalczyli aż 7 bonusów. Z kolei siła gorzowian oparta była na czterech liderach. Mistrz świata Bartosz Zmarzlik dosłownie „fruwał po torze” i wywalczył 16 punktów oraz bonus w sześciu startach. Występ Krzysztofa Kasprzaka i gorzowskich juniorów należy pozostawić bez komentarza. Gospodarze zaliczyli aż 10 indywidualnych zwycięstw, ale mieli też 9 zer. Natomiast lesznianie wygrali 5 wyścigów i zapisali na swoich kontach tylko 6 zer.

Dwa dni później na stadionie im. Alfreda Smoczyka goście nie mieli żadnych argumentów i byli tylko tłem dla znakomicie dysponowanych zawodników Unii. Wynik 59:30 nie wymaga komentarza. Problemy na torze miał nawet dwukrotny Indywidualny Mistrz Świata Bartosz Zmarzlik, który wywalczył tylko 3 punkty i 1 bonus. Honor przyjezdnych próbowali ratować Rafał Karczmarz (8 pkt.), Szymon Woźniak (7+1) i „gość” Jack Holder (6), ale po upadku w 11. wyścigu Australijczyk wycofał się z dalszej rywalizacji.

Po laniu w Lesznie nie można było mieć jednak pretensji do zawodników gorzowskiej Stali, ponieważ po koszmarnym początku sezonu i sześciu porażkach z rzędu, kolejne osiem zwycięstw, wygrany półfinał i ostatecznie srebrne medale Drużynowych Mistrzostw Polski były wielkim sukcesem żółto-niebieskich!

 

 

Maciej Major

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!