Brąz na osłodę – wspomnienie sezonu 2021 roku w wykonaniu Moje Bermudy Stali Gorzów (cz. 3)
Początek sezonu 2021 w wykonaniu Stali Gorzów był zgoła odmienny niż 2020. Na początku poprzedniego roku gorzowianie zanotowali sześć porażek z rzędu, potem przyszło osiem kolejnych zwycięstw i ostatecznie zakończyło się na wywalczeniu srebrnych medali. Tym razem Stalowcy rozpoczęli zmagania od czterech zwycięstw, co bardzo rozbudziło apatyty kibiców. Jednak końcówka sezonu zasadniczego nie była już tak efektowna. Do tego doszły kontuzje liderów i ostatecznie „na osłodę” żółto-niebiescy wywalczyli brązowe medale Drużynowych Mistrzostw Polski.
W pierwszą niedzielę sierpnia żużlowcy gorzowskiej Stali meczem z Betardem Spartą Wrocław rozpoczęli serię czterech porażek z rzędu, chociaż wówczas nie przypuszczali jeszcze, że zła seria będzie trwała aż tak długo. O meczu najkrócej można powiedzieć tyle, że statystycy mogli odnotować jego przebieg, a trzy punkty zainkasowali goście i to oni wygrali rundę zasadniczą PGE Ekstraligi. Gospodarze przed tym spotkaniem zostali „zdziesiątkowani” kontuzjami i pojechali dla swoich kibiców o zachowanie pozytywnego wrażenia. W miejscowej ekipie ciągle niezdolny do jazdy był Kamil Nowacki, który przechodził rehabilitację po zabiegu kontuzjowanej ręki. W ostatnią środę przed meczem, w turnieju eliminacyjnym MMPPK w Gdańsku kontuzji złamania obojczyka bez przemieszczenia nabawił się Wiktor Jasiński. Jakby tego było mało, dzień później w meczu ligi szwedzkiej urazu lewej ręki doznał Szymon Woźniak. Wychowanek bydgoskiej Polonii miał pękniętą kość w kciuku. Należy także pamiętać, że rehabilitację po trzech upadkach w Grand Prix Czech w Pradze przechodził Anders Thomsen. Spotkanie można było podzielić na dwie części. W pierwszej obejmującej wyścigi od 1. do 7. zdecydowanie dominowali goście, którzy wypracowali 16-punktową przewagę. Do drugiej można zaliczyć pozostałych pięć gonitw przebiegających raczej po myśli gospodarzy. Po 12. wyścigu nad stadionem zaczęło intensywnie padać i sędzia Artur Kuśmierz podjął decyzję o przerwaniu rywalizacji i zaliczeniu wyniku meczu. Wśród gospodarzy punkty na przeciwnikach była zdolna wywalczyć tylko trójka liderów - Bartosz Zmarzlik (9 (4)), Martin Vaculik (11 (5)) i Anders Thomsen (7+1 (4)), ale i tak wymienieni zawodnicy nie ustrzegli się błędów na torze, a Stal przegrała 30:42.
W piątek 20 sierpnia gorzowianie pojechali do Torunia na ostatni mecz rundy zasadniczej. Goście przystąpili do tego spotkania mocno osłabieni brakiem Martina Vaculika, Szymona Woźniaka i Kamila Nowackiego, a dla Wiktora Jasińskiego był to pierwszy, jakże udany, występ po kontuzji obojczyka. Z kolei za Słowaka żółto-niebiescy zastosowali zastępstwo zawodnika, ale niewiele z tego mieli pożytku, ponieważ z zz-tki wywalczyli zaledwie trzy punkty i w dodatku tylko jeden na przeciwniku. Torunianie stosunkowo łatwo odrobili 10-punktową stratę z pierwszego meczu i przed biegami nominowanymi prowadzili różnicą czternastu „oczek” 46:32. W decydujących wyścigach ze strony przyjezdnych dwukrotnie pojechał jednak Bartosz Zmarzlik, który w przedostatniej odsłonie zapewnił swojej drużynie biegowy remis, a w ostatnim starciu wieczoru, po kapitalnej walce, wspólnie z Andersem Thomsenem odniósł podwójne zwycięstwo. Dzięki temu gorzowianie odrobili cztery punkty straty i ostatecznie mecz zakończył się identycznym rezultatem na korzyść gospodarzy jak pierwszy pojedynek w Gorzowie Wlkp (50:40). Najlepszym zawodnikiem spotkania był nieosiągalny dla przeciwników Bartosz Zmarzlik (17+1), który mógł wywalczyć „duży” komplet punktów w siedmiu startach, oczywiście gdyby nie defekt motocykla. Mistrza świata dzielnie wspierał powracający po kontuzji Wiktor Jasiński (8 (5)), który zanotował najlepszy swój występ w PGE Ekstralidze. Po słabym początku, w drugiej fazie spotkania cenne punkty wywalczył także Anders Thomsen (10 (6)). Ostatecznie żadna drużyna nie wywalczyła punktu bonusowego. Torunianie tym zwycięstwem zapewnili sobie utrzymanie w PGE Ekstralidze, a gorzowianie zakończyli rundę zasadniczą na trzeciej pozycji.
W niedzielę 5 września rozpoczęła się część sezonu decydująca o podziale medali. Stal Gorzów w pierwszym meczu fazy play off podejmowała Motor Lublin. Jeszcze niedawno w ekipie żółto-niebieskich był prawdziwy szpital. Kontuzje leczyło aż czterech zawodników. Od dłuższego czasu niezdolny do jazdy był Kamil Nowacki, który przechodził rehabilitację po zabiegu ręki i złamaniu kości łódeczkowatej. W turnieju eliminacyjnym MMPPK w Gdańsku kontuzji złamania obojczyka nabawił się Wiktor Jasiński, ale wyleczył się najwcześniej i wystartował już w ostatnim ligowym spotkaniu Stali w Toruniu. Jakby tego było mało, dzień po wypadku Jasińskiego, w meczu ligi szwedzkiej urazu lewej ręki doznał Szymon Woźniak. Wychowanek bydgoskiej Polonii miał pękniętą kość w lewym kciuku. Z kolei 7 sierpnia w drugim turnieju Grand Prix w Lublinie złamania obojczyka i łopatki nabawił się Martin Vaculik. Ponadto długotrwałą rehabilitację po trzech upadkach w Grand Prix Czech w Pradze przechodził Anders Thomsen. Na szczęście 5 września wszyscy byli już zdrowi i mogli przystąpić do tak ważnego spotkania. Zdrowi, ale niestety nie w optymalnej dyspozycji. W tym pojedynku gorzowianie prowadzili tylko raz, po pierwszym wyścigu wygranym 4:2. W nim po stracie na czele jechali zawodnicy w czerwonym i niebieskim kasku, ale Martin Vaculik dał się wyprzedzić Mikkelowi Michelsenowi niczym junior po licencji. Chwilę później do głosu doszli goście, którzy kontrolowali przebieg wydarzeń na torze. O końcowym rezultacie zadecydowały wyścigi od 2. do 5., po których „Koziołki” zbudowały ośmiopunktową przewagę. W dalszej części meczu wynik oscylował w przedziale od 6 do 10 punktów na korzyść przyjezdnych, a bezradni gospodarze nie byli w stanie zmniejszyć strat i przegrali 41:49. W ekipie gospodarzy klasą do siebie był Bartosz Zmarzlik, który wywalczył „duży” komplet punktów (18) i ustanowił najlepszy czas dnia. Mistrz świata pokazał prawdziwą moc. Zdecydowanie wygrywał starty, na dystansie szybko odjeżdżał rywalom, a uzyskiwane czasy znacznie odbiegały od pozostałych. Inni zawodnicy gospodarzy byli tylko uzupełnieniem drużyny. Trzech z nich: Rafał Karczmarz, Kamil Nowacki i Marcus Birkemose nie wywalczyło żadnego punktu, a powracający po kontuzjach Martin Vaculik (5 (5)) i Szymon Woźniak (6 (5)) nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki z dobrze dysponowanymi zawodnikami Motoru. Nie można wygrać spotkania o takim ciężarze gatunkowym przywożąc aż 9 zer na własnym torze.
Tydzień później jadąc na mecz rewanżowy do Lubina gorzowianie zdawali sobie sprawę ze skali trudności. Ponad godzinę przed rozpoczęciem rywalizacji, nad stadionem w Lublinie zaczął intensywnie padać deszcz. W tym momencie warunki atmosferyczne stały się nadzieją gości na osiągnięcie korzystnego rezultatu, a takim byłoby odrobienie ośmiopunktowej straty z pierwszego spotkania. Początek pojedynku był dość obiecujący dla przyjezdnych, którzy prowadzili po 1. wyścigu 5:1 i po 3. gonitwie 10:8. Gospodarze jednak za każdym razem doprowadzali do wyrównania. Szczególnie ambitnie walczył Wiktor Jasiński, ale drugą lokatę w wyścigu juniorów stracił dopiero na mecie na korzyść Mateusza Cierniaka. Decydującymi dla losów spotkania były odsłony numer 5. i 6., które zakończyły się podwójnymi zwycięstwami „Koziołków” i dzięki temu miejscowi zwiększyli prowadzenie do ośmiu „oczek”. W drugiej części meczu goście zmniejszyli straty, ale tylko do czterech punktów i ostatecznie przegrali 43:47. O sile Stali stanowiło czterech seniorów: Zmarzlik, Vaculik, Thomsen i Woźniak. Najlepszym na torze był mistrz świata, który wywalczył 16 „oczek” w sześciu startach, a pozostali liderzy zdobyli po 8 punktów. Zawiedli Marcus Birkemose i Kamil Nowacki, którzy nie wywalczyli żadnego punktu.
W następną niedzielę 19 września, w pierwszym meczu o brązowy medal, gorzowianie zaprezentowali się w Lesznie równie udanie jak podczas inauguracyjnego starcia w kwietniu. Żółto-niebiescy odjęli prowadzenie po pierwszym wyścigu i nie oddali go do końca zawodów kontrolując przebieg wydarzeń na torze. Stalowcy wygrali indywidualnie dziesięć oraz zespołowo siedem biegów i cały mecz 49:41, tym samym przybliżając się do wywalczenia brązowych medali Drużynowych Mistrzostw Polski. Najlepszymi zawodnikami wśród przyjezdnych byli Bartosz Zmarzlik i Anders Thomsen, którzy zgromadzili po 12 punktów, a po 9 „oczek” zapisali na swoich kontach Martin Vaculik oraz Rafał Karczmarz. Ten ostatni „przechodził samego siebie” na torze i został wybrany Rajderem Meczu.
W spotkaniu rewanżowym Moje Bermudy Stal Gorzów pokonała Fogo Unię Leszno w takich samych rozmiarach jak przed tygodniem, czyli 49:41 i sezon ligowy zakończyła na najniższym stopniu podium. Można było odnieść wrażenie, że zawody przebiegały w sielankowej atmosferze, a zawodnicy obu zespołów byli świadomi końcowego rozstrzygnięcia. Mecz rozegrano na bardzo dobrze przygotowanym torze, a kibice zasiadający na trybunach stadionu im. Edwarda Jancarza byli świadkami interesującego ścigania i kilku ciekawych wyprzedzeń na dystansie. Pojedynek rozpoczął się od mocnego uderzenia i podwójnego zwycięstwa miejscowych w 1. wyścigu. Goście szybko odpowiedzieli i objęli nawet prowadzenie 13:11 po 4. gonitwie. To wszystko jednak na co było stać „Byki” tego dnia. Losy brązowego medalu rozstrzygnęły się w 12. gonitwie, w której Martin Vaculik i Wiktor Jasiński wygrali 4:2 z Januszem Kołodziejem i Krzysztofem Sadurskim. W tym momencie nawet trzy przegrane 1:5 dawały miejscowym brązowe medale. Gorzowian do zwycięstwa poprowadzili liderzy – Bartosz Zmarzlik (14), Martin Vaculik (12) i Szymon Woźniak (11+1). Więcej spodziewano się po Andersie Thomsenie (7+1), który zanotował znakomity występ przed tygodniem w Lesznie oraz po juniorach, którzy razem wywalczyli zaledwie 2 „oczka”.
Po kapitalnym początku sezonu oczekiwania w stosunku do zawodników gorzowskiej Stali były ogromne. Kibice liczyli przynajmniej na powtórzenie sukcesu sprzed roku, czyli wywalczenie srebrnych medali. Tymczasem przeszkodą na drodze do awansu do wielkiego finału PGE Ekstraligi były w gorzowskim teamie liczne kontuzje. Ostatecznie, zdobycie brązowych medali DMP było dla gorzowskich kibiców takim małym prezentem „na osłodę”, ale jednocześnie przedłużyło medalową passę Stali Gorzów. Był to ósmy medal w rozgrywkach ligowych wywalczony od 2011 roku!


