
Piekielnie mocna obsada, zwroty akcji, mnóstwo adrenaliny, a na koniec szalona radość – tak w skrócie można opisać to, co działo się sobotniego wieczoru w Krakowie podczas inauguracyjnej rundy Mistrzostw Świata SuperEnduro. W wypełnionej po brzegi Tauron Arenie tryumfował powracający do ścigania, Tadeusz Błażusiak, który jeszcze rok wcześniej w tym samym miejscu żegnał się z kibicami.
Po ubiegłorocznej odsłonie tych zawodów w Krakowie organizatorzy liczyli na powtórkę sukcesu. Zawody cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, a wzrosło ono jeszcze bardziej, gdy najbardziej utytułowany zawodnik SuperEnduro, Tadeusz Błażusiak, zapowiedział powrót ze sportowej emerytury i start w zawodach. Decyzja ta, podyktowana chęcią udziału w nowopowstałej serii World Enduro Super Series, wiązała się z koniecznością startów w całym cyklu Mistrzostw Świata SuperEnduro i została znakomicie przyjęta przez fanów na całym świecie. Wszyscy zacierali ręce na rywalizację Taddy’ego z aktualnym Mistrzem Świata, Coltonem Haakerem czy Codym Webbem, który ubiegłoroczny sezon zakończył na drugim miejscu. Tak mocnej obsady ta dyscyplina jeszcze nie widziała.
Organizatorzy nie mieli zamiaru oszczędzać zawodników i przygotowali im prawdziwe piekło na ziemi w postaci kolein, opon, basenu z wodą, głazów i matrixu z drewnianych bali ułożonych w napis Kraków. Rywalizację rozpoczął pierwszy finał klasy Europe. Następnie nadszedł czas na oficjalną ceremonię otwarcia, po której na torze zaprezentowało się siedmiu zawodników klasy Prestige, którzy osiągnęli najlepsze wyniki w kwalifikacjach. Wystąpili oni w Super Pole, czyli klasycznej czasówce. W niej najlepszy okazał się Colton Haaker, tuż za nim uplasował się Tadeusz Błażusiak, a kolejne miejsce zajął Jonny Walker. Stawką były dodatkowe punkty w klasyfikacji generalnej, do której zawodnicy dorzucili odpowiednio 3, 2 i 1 oraz pole position dla zwycięzcy.
To drugie miejsce „prześladowało” Błażusiaka przez cały wieczór. W pierwszym finale klasy Prestige błyskawicznie wystrzelił ze startu i wysunął się na czoło stawki. Jednak mając za swoimi plecami takich zawodników jak Webb, Haaker czy Bolt nie można być pewnym swojej pozycji do ostatnich metrów. Rywalizacja Taddy’ego z Codym Webbem elektryzowała całą arenę, jednak ostatecznie to Amerykanin cieszył się ze zwycięstwa w pierwszym finale. Trzeci na mecie zameldował się Alfredo Gómez, a reszta stawki traciła już ponad 13 sekund do pierwszego w stawce Webba.

Drugi finał rozpoczął się niemal identycznie i Błażusiak, mimo gorszej pozycji na starcie (zawodnicy wjeżdżają na maszynę startową w odwrotnej kolejności niż w pierwszym finale), błyskawicznie wysunął się na prowadzenie. Za nim jednak jak cień przez cały wyścig podążał młody gniewny, czyli debiutujący w Mistrzostwach Świata, Billy Bolt. Brytyjczyk postanowił zaryzykować i na ostatnim okrążeniu zaatakował Polaka. Manewr okazał się nie tylko efektowny, ale i efektywny, gdyż zakończył się sukcesem i pozwolił Boltowi wygrać swój pierwszy w karierze wyścig serii Mistrzostw Świata. Dzięki dopiero 5. pozycji Webba na pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnie wysunął się nie kto inny, jak Tadeusz Błażusiak, który już na tym etapie zawodów miał na swoim koncie 36 punktów.
W trzecim finale dnia ponownie atomowym startem popisał się Błażusiak i przewodził stawce praktycznie przez cały wyścig. Jednak jadący za nim Webb nie miał zamiaru odpuścić bardziej doświadczonemu zawodnikowi i do ostatnich metrów starał się wyprzedzić Polaka. Po prawdziwie żużlowej walce na łokcie udało mu się to na ostatnim okrążeniu, a Taddy zanotował kolejne drugie miejsce tego wieczoru. Sukcesywnie „zbierane” drugie miejsca okazały się wystarczające, by na koniec dnia cieszyć się z pierwszego miejsca w inauguracyjnej rundzie Mistrzostw Świata w Krakowie. Tym samym Krakowie, gdzie jeszcze rok wcześniej Taddy żegnał się z kibicami i zawodowym ściganiem. Jak widać te 12 miesięcy przerwy w żaden sposób nie wpłynęły na Błażusiaka, który pokazał, że jest głodny ścigania i nie zamierza odpuszczać walki o siódmy tytuł Mistrza Świata. Ambitnie walczący przez całe zwody Cody Webb musiał zadowolić się drugą pozycją na podium, natomiast na najniższym stopniu, ku zaskoczeniu wielu kibiców, stanął Billy Bolt.
Ewidentnie nie był to dzień Coltona Haakera, który w dwóch pierwszych finałach zanotował upadki, po których nie zdołał włączyć się w walkę o najwyższe laury sobotnich zawodów i linię mety dwukrotnie mijał na ósmej pozycji. Dopiero w trzecim finale pokazał mistrzowską klasę i zajął trzecią pozycję, jednak nawet wtedy nie zdołał zagrozić on Błażusiakowi i Webbowi. Ostatecznie Amerykanin zakończył zawody na szóstej pozycji.
Wyniki Mistrzostw Świata SuperEnduro:
1. Tadeusz Błażusiak (PL) 53 pkt
2. Cody Webb (USA) 51 pkt
3. Billy Bolt (GBR) 44 pkt
4. Manuel Lettenbichler (GER) 37 pkt
5. Alfredo Gómez (ESP) 32 pkt
6. Colton Haaker (USA) 32 pkt
7. Daniel McCanney (IoMAN) 28 pkt
8. Jonny Walker (GBR) 24 pkt
9. Alex Salvini (ITA) 19 pkt
10. Cristobal Ruiz Guerrero (ESP) 14 pkt
Powodów do radości dostarczyli również młodzi zawodnicy, startujący w klasie Junior, Emil Juszczak. Ten pierwszy osiągnął życiowy sukces wygrywając drugi finał klasy Junior oraz plasując się na najniższym stopniu podium sobotnich zawodów. Z dobrej strony zaprezentował się także Oskar Kaczmarczyk, który rywalizację krakowskiej rundy Mistrzostw Świata zakończył na szóstej pozycji.
W Pucharze Europy najlepszym okazał się Tim Apolle, pokonując Andrisa Grinfeldsa oraz Mariusza Stefaniaka, który zajął trzecią pozycję.

źródło: informacja własna

