Najważniejsza motywacja cz. I

2014 musielak tDroga młodego chłopaka do realizacji marzeń o byciu zawodnikiem do łatwych nie należy. Trzeba wiele wytrwałości, pracy i zaangażowania by nie poddać się przy pierwszym potknięciu. Szczególnie gdy na „nasze miejsce” jest wielu innych chętnych. Przed Tobiaszem Musielakiem jeszcze wiele startów, jednak już w roli seniora. O początkach swojej kariery, i nie tylko, opowiedział naszemu wortalowi. Zapraszamy na pierwszą część rozmowy.


Pierwszy raz na mecz żużlowy zabrał Cię tata, kiedy byłeś małym chłopcem. A kiedy w Twojej głowie pojawiły się pierwsze konkretne myśli o karierze zawodnika żużlowego?
Chyba pierwsze konkretne myśli pojawiły się wtedy, gdy zaczął jeździć Sławek. Siłą rzeczy jeździłem z bratem do Pawłowic trenować u pana Staszka Śmigielskiego, które serdecznie pozdrawiam. Wtedy zaczęły się pojawiać te myśli, że może tez bym spróbował. Niestety tata zabraniał, bo już jeden syn jeździł więc drugiemu nie chciał pozwolić. Jednak go trochę szantażowałem, że skoro jednemu synowi pozwolił to dlaczego drugiemu nie chce dać szansy. Później potoczyło się tak, że rodzice przyjechali po mnie do szkoły i pojechaliśmy już nie do Pawłowic tylko do Leszna. Wówczas trenerem był pan Czesław Czernicki. I się zaczęło kulać. Najpierw warsztaty: miotła, szufla i sprzątanie toalet, a z czasem skręcaliśmy motocykle. Co nieco już wiedziałem bo ze Sławkiem pracowaliśmy przy motorach więc jakąś wiedzę na te tematy już posiadałem. I od tego się zaczęło.


Można więc stwierdzić, że starszy brat był Twoim zapalnikiem. A jak wyglądały wasze przygotowania? Mogłeś liczyć na podpowiedzi Sławka czy sam chciałeś wszystkiego spróbować?
Ja mam taką naturę, że staram się wszystko robić sam. Nie chciałem nigdy za wiele pomocy, a Sławek pracował wtedy z takim mechaniko-menedżerem, który może nie zabraniał bratu aby mi pomagał, jednak nie był skory do pomocy i to wyczułem. Zawsze „na lewo” Sławek jakieś części mi przekazywał, ale to były takie trochę dziwne relacje między nami i od tamtej pory postanowiłem sobie, że wszystko w życiu będę robił sam. Czasami na nikim nie można polegać i tak się nauczyłem pracować samodzielnie. A dzięki temu w szkółce zawsze miałem najładniejsze motory, tak nieskromnie powiem.

Samodzielna praca mobilizowała Cię jeszcze bardziej.
Im człowiek więcej robi tym ma więcej motywacji. Jeśli już tyle zrobiłem to wypada zrobić jeszcze więcej. Tak to się u mnie toczyło.

Pamiętasz swoje pierwsze kółka na motocyklu?
Pewnie, że tak. Jeśli chodzi o samą jazdę to już w Pawłowicach założyłem kask i buty żużlowe i się jeździło. Natomiast w szkółce to pamiętam nawet pierwsze złamanie motocykla i poczułem jak „idzie”.

Licencję zdałeś w....
W Ostrowie Wielkopolskim 17 kwietnia 2009 roku. Pamiętam ten dzień jak dziś. W sumie na tym egzaminie miałem trochę problemów. Miałem ze sobą dwa motocykle, jeden prywatny a drugi szkółkowy, i ten drugi na próbie toru mi zdefektował. Skrzywił się bodajże łańcuch i później dwa razy jeszcze spadł więc musiałem jeździć na prywatnym. To niby takie głupie szczegóły, ale one najbardziej się w głowie kodują.

Miałeś swojego sportowego idola czy nie chciałeś się na nikim wzorować?
Zawsze był Leigh Adams i nasz Bally, to od zawsze nasza ikona więc na tych chłopakach się wzorowałem. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jeśli ktoś jeździ na wózku inwalidzkim to nie może być idolem i nie można się w niego za bardzo wpatrywać. Ja Leigh Adamsa podziwiam za to jak jeździł, a nie za to jak jego sytuacja wygląda teraz. Człowiekiem jest nadal wielkim i zrobił dla żużla wiele co pokazywał podczas swojej kariery. Ja chciałbym naśladować właśnie jego.

Rok 2010 spędziłeś na wypożyczeniu w Rawiczu. Po jednym sezonie wróciłeś do macierzystego klubu. Dla Ciebie, wówczas jako początkującego zawodnika, takie wypożyczenie na pewno dało Ci wiele doświadczenia.
Ja bardzo zachęcam młodych zawodników z Leszna aby jeździli w niższych ligach. Ten pierwszy rok na wypożyczeniu, po zdaniu licencji, mi bardzo pomógł. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć tyle, iż jestem wdzięczny działaczom z Rawicza za to, że wtedy chcieli podpisać ze mną roczne wypożyczenie. W sumie po roku jazdy chciano przedłużyć to wypożyczenie na kolejny rok, ale ja nie chciałem. Moim celem było iść do przodu i podjąłem decyzję, że wracam do ekstraligi by walczyć. Średnia po roku jazdy w Rawiczu i po pierwszym sezonie w ekstralidze była podobna. Czyli można powiedzieć, że ten powrót do Leszna mi się opłacił.

Gdzie odjechałeś swój pierwszy mecz ekstraligowy?
W Częstochowie. Zdobyłem jeden punkt. Pamiętam, że miałem pretensje do sędziego, że mnie wykluczył. Wtedy w Częstochowie jeździł jeszcze Peter Karlsson i właśnie z nim jechałem, z Troyem Batchelorem i chyba z juniorem. Zakładałem się z trzeciego pola, a Troy chyba wyjechał trochę szerzej i PK mnie uderzył i to mnie wykluczyli. Więc pretensje były. To był mój drugi bieg w ekstralidze. Tak ze startu wypaliłem, a oni mnie z biegu wykluczyli. Także w swym debiucie zaliczyłem już pierwsze wykluczenie.

Jako junior kilkakrotnie startowałeś z orłem na piersi. Dla młodego zawodnika to nie lada zaszczyt.
To ogromny zaszczyt. Jadąc w reprezentacji Polski to jest wielki honor. Jedzie się dla kraju. Zdobyliśmy dwa złote krążki (DMŚJ i DMEJ w 2012 dop. red.). Słysząc Mazurka Dąbrowskiego uczucie jest nie do opisania. W skrócie to świetne uczucie.

Czy są dla Ciebie medale ważne i ważniejsze?
Wszystkie traktuję jednakowo. Wszędzie było ciężko je zdobyć. O każdy medal, każdy punkt było trudno więc w zasadzie nie ma co tego dzielić.


Przygotowując się do zawodów z czyim zdaniem liczysz się najbardziej?
Ze swoim, ale czyjeś podpowiedzi czy sugestie trzeba zawsze przeanalizować. Jeśli komuś coś pomaga to trzeba to przemyśleć, jednak ja nie lubię za dużo zmian. Nie przekonuje mnie to, jeśli ktoś coś mi wmawia. Ja wolę sobie powolutku i małymi kroczkami wchodzić w jakiekolwiek zmiany. Jedną radykalną zmianę w sumie zrobiliśmy w tym roku i co prawda to się opłaciło, ale to jednak jest ryzyko.


Wiele mówisz o pracy z doktorem Misiakiem. Jak przebiegają wasze treningi i czy każde spotkanie skupia się tylko na jednym aspekcie?
Teraz mamy listopad i jest roztrenowanie więc praktycznie cały czas wszystko przebiega tak samo jak treningi, które wykonuje podczas sezonu. Jestem cały czas w trybie przygotowania, ale są to lżejsze ćwiczenia. Przede wszystkim krótsze i polegające na mniejszej ilości powtórzeń. To wszystko jest skierowane oczywiście na żużel. Teraz trzeba podtrzymać tą kondycję na drugi rok w sezonie. Też chodzi o to żeby w grudniu nie mieć problemów kiedy zaczniemy trenować z klubem. Ogólnie żeby nie zaczynać od zera.

Masz jakiś swój sprawdzony sposób na koncentrację przed zawodami?
Ciężko to opisać. Mam jakieś swoje rytuały jednak chyba nigdy się one nie powtarzają. Do każdych zawodów przygotowują się inaczej więc nie ma mowy o „replay”.


Czy to co działo się w tym roku w zespole przekładało się w jakiś sposób na Twoje wyniki indywidualne?
Chyba nie. Jestem takim człowiekiem, że to co się działo wokół nie miało za bardzo na mnie wpływu, szczególnie co się działo w zespole. Ja po prostu starałem się robić swoje i nie miałem zamiaru się wtrącać. Jeśli ktoś miał problemy to trzeba to wyjaśniać między sobą. Ja byłem juniorem i nie miałem zamiaru się wtrącać. Z resztą, moje zdanie nie wiele by zmieniło.


Zdobycie w barwach klubowych tytułu Młodzieżowych Mistrzostw Polski Par Klubowych oraz Drużynowego Mistrzostwa Polski Juniorów to idealne przypieczętowanie wieku juniorskiego.
Braliśmy co było, co w sumie jeszcze zostało. Innych trofeów nie mogliśmy zdobyć, a to co zostało na koniec to praktycznie zgarnęliśmy z Piotrkiem i bardzo się z tego cieszymy. Było widać na końcówce, że Unia ma najlepszych juniorów, powiem nieskromnie. Jednak te zdobyte medale pokazały naszą wartość i siłę.


W sumie w tych sukcesach pomógł wam Bartek Smektała, który wyrasta na Twojego następcę.
Ja bardzo trzymam za niego kciuki żeby robił dobre punkty. Wiadomo, że jest to zawodnik jeszcze niedoświadczony i w ekstralidze miał mało jazdy żeby robić komplety, ale potencjał na pewno ma na dobre zdobycze punktowe.


Z własnego doświadczenia, co byś polecił młodym zawodnikom aby się wybić spośród tłumu i stać się wartościowym zawodnikiem?
Kiedy ja zaczynałem jeździć był spory „wysyp” juniorów w Lesznie. Stąd też ta „ucieczka” do Rawicza. W sumie może trochę uciekłem od rywalizacji, ale to mi pomogło. W Rawiczu nie miałem rywali żadnych tak naprawdę i tam byłem podstawowym juniorem. Przejechałem tam osiemnaście meczów. Na każdych zawodach byłem w składzie. Nie pojawiłem się tylko w dwóch spotkaniach przez kontuzję. Ja młodym zawodnikom zawsze mówię, żeby szukali jak najwięcej możliwości jazdy w drugiej lidze i to w pierwszym roku po licencji, kiedy już mogą jeździć i startować z seniorami. Powinni to wykorzystywać. Najlepiej na jak najcięższych torach. Nie ukrywam, że lubię jeździć w Rawiczu. Cały rok tam przejeździłem i lubię tam wracać, bo po prostu świetnie mi się tam jeździ.

cdn.

źródło. inf. własna

Martyna Wolnik

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!