Będę to długo wspominał

2014-swiderski p Stal Gorzów po 31 latach zdobyła Drużynowe Mistrzostwo Polski. Jednym z autorów tego sukcesu był Piotr Świderski. „Świder” wystąpił w 18 spotkaniach, w których zdobył łącznie 95 punktów i 20 bonusów. Poprosiliśmy zawodnika gorzowskiego klubu o ocenę minionego sezonu.

 

Jak oceniasz miniony sezon?

Bardzo dobrze. Jesteśmy Drużynowym Mistrzem Polskim, więc taki sezon mogę oceniać tylko dobrze, ale ja ze swojej strony muszę patrzeć też indywidualnie, a indywidualnie pozostaje jeszcze dużo do zrobienia, żeby było lepiej. Początek sezonu był całkiem dobry, ale gdzieś tam w połowie zaczęły się problemy sprzętowe. Na chwilę sobie z nimi poradziłem, ale nie na tyle, żeby wyjść z tego kryzysu, dołka sprzętowego, bo ta moja forma do końca sezonu gdzieś tam w pojedynczych meczach była lepsza, ale ogólnie nie była super. To też gdzieś tam wiąże się z finansami. Niestety poziom sponsorowania mojej osoby w tym sezonie nie był na tyle dobry, żeby móc sobie pozwolić na zakup kolejnych silników po tym, jak tamte uległy zniszczeniu, czy po prostu przestały jechać.

Początek sezonu dobry w twoim wykonaniu, później gdzieś ta forma „uciekła”. Co w głównej mierze zaważyło na tym?

Na wyniki zawodnika składa się wiele czynników. Jednym z nich jest sprzęt, forma fizyczna też. Jeśli chodzi o sprzęt nie byłem zadowolonych z tych silników, które kupiłem przed sezonem. Na początku sezonu jeździłem na jednostkach z poprzednich lat, one się bardzo dobrze spisywały, ale to były już starsze silniki, które gdzieś tam w połowie sezonu się skończyły zupełnie i ta forma zaczęła spadać. Wróciliśmy do tych nowych jednostek, które zakupiłem na ten sezon, udało się je poprzerabiać i znowu gdzieś tam troszeczkę te wyniki były lepsze. Po meczu w Gdańsku, kiedy zrobiłem komplet mieliśmy mecz w Gorzowie i na tym meczu ten silnik, który tak dobrze jechał uległ zniszczeniu całkowitemu i kłopoty zaczęły się od nowa. Nie udało mi się na tyle tego sprzętu dopasować, żeby te wyniki wróciły na poziomie ustabilizowanym, dobrym. Finanse nie pozwoliły mi na to, żeby kupić następne nowe silniki i tak to się zakończyło.

Stal Gorzów po 31 latach zdobyła Drużynowe Mistrzostwo Polski. Byłeś jednym z autorów tego sukcesu. Powiedz jakie to uczucie dla zawodnika zdobyć złoto w najlepszej lidze świata?

To jest bardzo fajna sprawa tym bardziej, że środowisko i całe miasto czekało tak długo na ten medal. Jesteśmy już po spotkaniu z kibicami i to jakby pokazuje jak bardzo kibice cieszą się z tego medalu. Naprawdę super temat. Będę to długo wspominał.

Po meczu w Lesznie wiele osób stawiało was już na najwyższym stopniu podium. Ta dwupunktowa przegrana spowodowała, że byliście spokojni o końcowy rezultat w Gorzowie?

Spokoju właśnie nie było dlatego, że wszyscy nam już założyli te medale na szyi. Musimy pamiętać, że to jest sport i tu się nie wylicza średniej z całego sezonu i już się ma ten medal tylko trzeba to wyjechać na torze. Wiemy jaką piekielną końcówkę miała Unia Leszno, szczególnie w meczach wyjazdowych. Pokazali, że są bardzo mocną drużyną na wyjazdach. Nie byliśmy takimi pewniakami. Wiedzieliśmy, że musimy być skoncentrowani i skupieni, żeby leszczynianie nam tych medali nie „wyszarpali”.

Co twoim zdaniem było kluczem do sukcesu waszej drużyny?

Mówiłem w przedsezonowych wywiadach, przy okazji podpisywania kontraktu ze Stalą Gorzów, że ja życzyłbym sobie, aby ten sezon był przede wszystkim bez kontuzji, bo skład już wiedzieliśmy jaki mamy. Opinia moja i wielu innych ludzi jednoznacznie twierdziła, że jest to skład, który może wywalczyć mistrza Polski, a ja podkreślałem, że życzyłbym sobie, aby ten sezon był bez kontuzji, bo jeśli te kontuzje będą nas omijały to o wynik jestem spokojny. Kontuzje nie do końca nas ominęły, ale trzeba powiedzieć, że nie przeszkodziły nam na tyle, żeby tego dobrego wyniku nie osiągnąć. Wiemy, że Krzysiek miał kontuzję, ale mógł kontynuować sezon. „Wyleciał” na koniec sezonu Iversen, ale w takim momencie, gdzie mogliśmy za niego robić „zz – tkę”. Końcówkę sezonu bardzo dobrze pojechał Bartek Zmarzlik. Dużo szczęścia.

Drużynowo jesteś spełniony, nieco gorzej wygląda to jeśli chodzi o osiągnięcia indywidualne.

Indywidualnie nie było rewelacji. Początek sezonu był całkiem dobry. Wygrałem memoriał Smoczyka, pierwsze mecze ligowe też były całkiem dobre. Awansowałem do finału Złotego Kasku i finału Mistrzostw Polski, przechodziłem przez te wszystkie eliminacje. Zgłosiłem się, miałem aspiracje takie, żeby jechać Mistrzostwa Europy i eliminacje do Grand Prix na sezon następny. Niestety takich eliminacji nie było. One miały być, ale koniec końców rozdzielono miejsca nominacją i nie mogłem wywalczyć sobie tego miejsca. Doszedłem do finału Złotego Kasku i Mistrzostw Polski, ale niestety te finały były już w drugiej części sezonu, kiedy te moje kłopoty sprzętowe mnie dopadły i nie odegrałem większej roli w tych finałach. Tu jest dużo do poprawienia.

Patrząc teraz z perspektywy czasu wybór Stali Gorzów to był dobry wybór?

Myślę, że tak. Przejechałem wszystkie spotkania. Ten sezon mógł być dużo lepszy. Jest nagroda w postaci medalu, bo niewątpliwie czuję się częścią tej drużyny i może w finałowych meczach nie dorzuciłem wiele do punktacji drużyny, ale chciałem zaznaczyć, że gdyby nie moje cztery punkty w dwumeczu finałowym to mistrzostwo miałaby Unia Leszno, więc to nie jest tak, że nic nie dołożyłem. Myślę, że dobry wybór. Wiemy jak trudny jest gorzowski tor, też jakby dużo się nauczyłem i żałuję tylko, że nie mogłem pozwolić sobie na zakup tego sprzętu, kolejnych silników, żebym mógł skuteczniej punktować przez cały sezon i pokazać równą, skuteczną jazdę.

No właśnie gorzowski tor uznawany jest za jeden z trudniejszych technicznie. Tomasz Gollob czy Krzysztof Kasprzak podkreślają, że swoje największe sukcesy osiągnęli dzięki temu, że mogli cały czas jeździć na tym torze. Jak to wygląda z twojej perspektywy?

Niewątpliwie gorzowski tor jest trudnym owalem. Jeździłem już ładnych parę lat w Anglii, więc te techniczne tory nie sprawiają mi problemów. W każdy tor trzeba się wjechać, do każdego toru trzeba znaleźć odpowiedni sprzęt i przełożenia. W Gorzowie jest to naprawdę duża sztuka. Pamiętam jak mówił mi prezes Komarnicki „przyjdź do Gorzowa to się rozwiniesz”. Teraz też ostatnio rozmawialiśmy troszkę na temat tego sezonu i przyszłości to każdy mówił mi, że każdy następny rok na tym torze jest tylko lepszy, więc liczę na to, że będzie mi dane zostać w klubie i pokazać to, że ten następny sezon będzie w moim wykonaniu lepszy.

W tym sezonie miałeś bardzo mało startów. Oprócz ligi polskiej wystąpiłeś tylko w kilku spotkaniach ligi szwedzkiej i czeskiej. Nie myślałeś o powrocie na Wyspy?

No właśnie to też jest jakiś jeden z czynników, gdzie trudno jest utrzymać formę. Ten początek sezonu było dużo treningów, sparingów, ścigania spod taśmy i gdzieś ta forma też była dosyć dobra. Ten lipiec bardzo negatywnie wpłynął myślę, że nie tylko na mnie. Wielu zawodników skarżyło się, że wypadli z rytmu zupełnie. Potrzebujemy niewątpliwie, przynajmniej ja, regularnej jazdy i ścigania się, bo to nie chodzi o zwykłe kręcenie kółek na treningu, bo do tego miałem w tym roku bardzo dużo okazji. Oprócz meczów w polskiej lidze miałem kilka dosłownie meczów w lidze szwedzkiej i chyba dosłownie jeden mecz w Czechach i tej jazdy spod taśmy było za mało. Będę szukał więcej startów, bo niewątpliwie ta ilość, która była w tym roku jest za mała. W Anglii jest bardzo dużo meczów, ale myślę, że jest to temat do rozważenia jeśli chodzi o przyszły sezon.

Jak ocenisz doping gorzowskich kibiców i atmosferę panującą na „Jancarzu”?

Myślę, że cała Polska może nam zazdrościć przede wszystkim kibiców i frekwencji, która była w tym roku na naszych meczach w Gorzowie. Pierwszy łuki i te transparenty to po prostu mistrzostwo świata. Cały stadion cały sezon gromkimi oklaskami i krzykami pomagał nam w trudnych chwilach i oklaskiwał te dobre momenty. Te mecze już w play – offach, czy z Falubazem, czy finałowe z Lesznem to już po prostu mistrzostwo świata. Na pewno długo te chwile zapadną mi głęboko w pamięci i będę o nich długo wspominał.

W przyszłym sezonie mają powrócić przelotowe tłumiki. Wpłynie to na twoją jazdę, czy dla ciebie obecne tłumiki nie były problematyczne?

Myślę, że wpłynie ogólnie na sport żużlowy, na jazdę wszystkich zawodników, bo coraz głośniej się mówi o tym, że się zaczyna robić nudno na naszych owalach. Myślę, że czas najwyższy wprowadzić te tłumiki przelotowe z powrotem, bo wiemy jak trudno jest pozyskać sponsorów, jak trudno jest o wielu kibiców na stadionach, a tą drogą, ograniczeniami przez tłumiki i jakieś inne udziwnienia na pewno ich nie ściągniemy. Wiemy jak bardzo to ogranicza jeśli chodzi o mijanki na torze, o możliwość wyprzedzania. Ciężko jest zaatakować zawodnika, przeciąć przysłowiową szprycę, bo ten motocykl po prostu nie ma siły, staje w miejscu i taki atak nie może się udać. Liczę na to, że te tłumiki wrócą pomijając w ogóle kwestie bezpieczeństwa są takie momenty kiedy naprawdę ciężko jest zapanować nad motocyklem – on jedzie gdzie chce i to jest właśnie też wina tych tłumików. Silniki też padają. Mówiliśmy przed chwilą jak szybko kończy się ten sprzęt i tak naprawdę ten sprzęt musi być bardzo często nowy. Silniki są przegrzane i nie generują takich osiągów jak nowe jednostki i co chwila widzimy ile jest defektów. Sam w tym roku straciłem dwa silniki, nie powiem ile było zatarć, czy takich dziwnych defektów z powodu przegrzania. Liczę bardzo, że te tłumiki wrócą.

Na koniec chciałbyś powiedzieć coś gorzowskim kibicom?

Chciałbym przede wszystkim podziękować za ten cały sezon, za tak liczne przybywanie na „Jancarza” i ten doping i gromkie oklaski w tych dobrych chwilach i też te okrzyki, że będzie dobrze w chwilach, kiedy było troszkę słabiej. Za to im dziękuję i mam nadzieję, że się spotkamy na wiosnę.

Dziękuję za rozmowę.

Dzięki.

 

 

Źródło: inf. własna

Dorota Waldmann

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!