Po trzech świetnych sezonach zdecydował się opuścić klub, z którym udało mu się zdobyć tytuł Drużynowego Mistrza Polski, dwa brązowe medale DMP i osiągnąć wiele sukcesów indywidualnych. Specjalnie dla czytelników naszego wortalu, o początkach swojej kariery, rozwijaniu umiejętności oraz o kontrowersyjnej sytuacji panującej w klubie Unii Tarnów po sezonie 2014 opowiedział Kacper Gomólski.
W minionym sezonie już po raz ostatni wystąpiłeś w roli juniora. Warto więc podsumować ten czas. Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z żużlem? Kiedy zdecydowałeś, że zostaniesz żużlowcem? Kto wspierał Cię w Twoich planach?
Nie wiem, kiedy ostatecznie podjąłem decyzję o tym, że będę żużlowcem. Wiadomo, ten sport jest w mojej rodzinie od zawsze, za dzieciaka jeździłem z tatą na zawody, potem pomagałem bratu Adrianowi. To chyba musiało się tak skończyć. Na pewno nie rozpocząłbym tego, gdyby nie tata i Adrian, to oni mnie wspierali od samego początku, dawali rady oraz dbali o to, żebym miał sprzęt.
Każdy początkujący zawodnik stawia sobie za wzór do naśladowania jakiegoś zawodnika. Kto jest Twoim idolem?
Staram się być sobą, być dobrym ze startu i na trasie, a także posiadać umiejętność czytania warunków i dopasować do nich. Jednak moim idolem jest Jason Crump i w wielu aspektach staram się go obserwować i często włączam sobie jego biegi.
Masz na swoim koncie wiele osiągnięć indywidualnych, jednak brak wśród mich złotego medalu IMŚJ. Czy odczuwasz niedosyt z tego powodu? Gdybyś mógł wystartować w przyszłym sezonie na pozycji juniora czy uważasz, że byłbyś w stanie walczyć o ten tytuł?
Na pewno byłbym w stanie walczyć, jednak nie mogę gdybać. Zdobyłem brąz i srebro, przed sezonem 2013 ten medal brałbym w ciemno, a w 2014 już doszła presja, żeby obronić ten medal, a nawet zawalczyć o którąś z wyższych lokat. Ale na sukces w żużlu składa się wiele czynników. Ja mogę mieć świetny dzień, świetny nastrój, idealne motory, pola startowe, jednak ktoś może mieć jeszcze coś więcej. W tym roku Piotrek był niesamowity, to nie tylko Mistrz Świata Juniorów, ale też srebrny medalista IMP, srebro DMP i wiele innych sukcesów. Jestem zadowolony ze srebra, dodatkowo wygrałem jedną rundę w Pardubicach i z tego jestem szczęśliwy, również z tego, że to akurat Piotrek był lepszy w całym cyklu, bo to mój przyjaciel. W nowym sezonie postawię przed sobą takie cele, w których będę mógł coś osiągnąć Indywidualnie oraz z moimi klubami z Torunia czy Gislaved.
Trzy sezony w Unii Tarnów i cała masa medali drużynowych. Twoja forma w ciągu tych lat diametralnie zmieniła się na lepsze. Czy widzisz w tym zasługę porad ze strony bardziej doświadczonych kolegów tj. Greg Hancock czy Janusz Kołodziej? Czy na poprawę Twojej jazdy wpłynęły również rady ze strony najlepszego trenera w Polsce, Pana Marka Cieślaka?
Myślę, że wszystko co było w Tarnowie miało na to wpływ. Po pierwsze specyficzny tor, na którym trzeba nauczyć się jeździć, do tego trener Marek, który jest fenomenem i bardzo dużo tej osobie zawdzięczam. Ważni też byli wszyscy koledzy, z którymi w Unii jeździłem, my wszyscy tworzyliśmy atmosferę, od Ernesta po Grega, wszyscy byliśmy ze sobą, razem byliśmy w hotelu, przed meczami chodziliśmy biegać lub graliśmy na konsoli przed meczami. Dla wielu może to śmieszne, ale to sprawiło, że byliśmy silni, a jak jest taka atmosfera to wszystkim chce się jechać.
W minionym sezonie odnotowałeś wiele świetnych występów, zarówno w meczach wyjazdowych, jak i na tarnowskim owalu. Który pojedynek utkwił Ci najbardziej w pamięci i dlaczego?
Myślę, że dwa biegi zapamiętam najbardziej. Pierwszy to z Jarosławem Hampelem w Zielonej Górze podczas meczu o brąz. Pokonać takiego zawodnika na jego torze to wiele dla mnie znaczy. Drugim biegiem, który pozostanie w pamięci to z półfinału z Leszna, gdzie wygrałem po fajnej walce z Piotrkiem. On w tym sezonie był niesamowity, a pokonać go w Lesznie, to było coś fajnego. Jesteśmy kumplami, ale na żużlu nie odpuszczamy, ale po biegu zawsze idzie żółwik. Ważne też były dwa biegi z Buczkiem, w Lesznie i Gorzowie w rundzie zasadniczej, gdzie jechałem z rezerwy i dwu krotnie wygraliśmy na 5:1 i można powiedzieć, jesteśmy niepokonaną parą w ekstralidze.
Może pamiętasz, po świetnym sezonie 2012 w wykonaniu Martina Vaculika wszyscy zachwycali się jego dietą marchewkową, która podobno przyczyniła się do rewelacyjnej formy Słowa. Czy Ty również w minionym sezonie stosowałeś jakąś specjalną dietę? Jaka jest Twoja recepta na sukces?
Nie skupiałem się na konkretnej diecie, ale w tym roku częściej zdarzało mi się ćwiczyć między zawodami, niż w poprzednich latach. Zdarzało się, że z Martinem i Buczkiem przed meczem biegaliśmy, ja często w Gnieźnie wychodziłem pograć w piłkę. Dietę trzymam głównie zimą, kiedy jest najważniejszy okres przygotowań.
Sezon 2014 zaczął się dla Unii Tarnów wyśmienicie. Runda zasadnicza pokazała, że Jaskółki są silnym i zgranym zespołem. Niestety, kontuzje spowodowały braki w składzie. Czy uważasz, że to było głównym powodem przegranej w półfinałach z Unią Leszno?
Myślę, że tak. Według mnie zabrakło nam Grega w tym meczu w Tarnowie przeciwko Unii Leszno. Wszystko tego dnia było jakieś inne niż dotychczas, w Lesznie wiedzieliśmy, że jesteśmy osłabieni, a Buczek i Martin są po kontuzji. Tam cel był jeden, żeby nie przegrać za wysoko, bo na mecz u siebie możliwe, że Greg wróci. W Tarnowie już musieliśmy wygrać dziesięcioma punktami. W pierwszym biegu zaczęło się dobrze, Jacob prowadził i nagle defekt, z 4:2 dla Nas, stało się 4:2 dla Unii i kolejne punkty do odrobienia. Kolejny bieg znowu 4:2 dla Leszna, potem 3:3 i nie mogliśmy się odbić, jakoś tak zabrakło czegoś, co było z Nami przez cały sezon.
Po trudnym dla Was pojedynkach z Bykami, w finale zmierzyliście się z Mistrzem Polski – Falubazem Zielona Góra. Pierwszy mecz wyjazdowy był dość wyrównany, jednak w Tarnowie goście nie mieli za wiele do powiedzenia. Czy taki był Wasz zamiar? Rozłożyć Mistrza na łopatki i nie pozostawić im żadnych złudzeń ani nadziei na brązowy medal DMP?
Na mecze z Zieloną Górą podeszliśmy na luzie. Wrócił cały skład i po ciężkim początku w Zielonej Górze dogoniliśmy Falubaz. U siebie chcieliśmy pokazać naszą siłę z rundy zasadniczej i potwierdzić, że byliśmy w stanie być Mistrzem Polski. Brąz został na osłodę, cieszyliśmy się z niego, bo przy tym pechu, który mieliśmy ten brąz nas musiał zadowolić.
Bardzo dużo mówiło się o zgraniu i świetnej atmosferze, która panowała w tarnowskim zespole. Czy to rzeczywiście wyglądało tak bajkowo, jak opisują to dziennikarze, czy może jednak zdarzały się jakieś zgrzyty pomiędzy zawodnikami?
Nie przypominam sobie żadnego zgrzytu między nami. Jeśli przeszkodziliśmy sobie na torze w parkingu od razu podchodziliśmy do siebie i przepraszaliśmy. Ja nie pamiętam lepszej atmosfery, jak ta w 2014. Jak wspomniałem wcześniej, wiele rzeczy robiliśmy wspólnie, byliśmy zespołem, również poza stadionem. Nawet mechanicy, którzy zresztą pracują dla konkretnego zawodnika strasznie się zżyli, a w momencie, gdy któryś z Nas miał problem z motorem, mechanicy z innych teamów od razu sobie pomagali. Wszyscy byliśmy jak jedna wielka rodzina.
Po zakończeniu sezonu 2014 w klubie Unii Tarnów zapanowała dość dziwna sytuacja. Czy to było głównym powodem zmiany barw klubowych?
Nie ukrywam, chciałem zostać w Unii, jednak w klubie było wiele niewiadomych i nie wiedziałem na czym stoimy i jaka będzie przyszłość klubu. Z mediów docierało wiele informacji, a z klubu nie było ustosunkowania się do tego. Później odszedł trener Marek, z klubu dostałem ofertę, jednak kilka rzeczy nie było dla mnie do przyjęcia, później brak odzewu ze strony klubu, zmusił mnie do rozmowy z innymi klubami, a rynek w tym roku jest na tyle energiczny, że dłużej czekać nie mogłem.
CDN.
źródło: informacja własna

