Greg Hancock po raz pierwszy w tym sezonie znalazł się w finale turnieju Grand Prix. Amerykanin był bliski zwycięstwa, jednak lepszy na gorzowskim torze okazał się Matej Zagar. 45-latek podzielił się swoimi wrażeniami po zakończonych zawodach.
Po raz setny Amerykanin znalazł się w finale turnieju Grand Prix. Wielka szkoda, że nie udało Ci się go wygrać…
Rzeczywiście. Zrobiłem wszystko co mogłem, ale przegrałem ten ostatni wyścig. Nie mogę już nic z tym zrobić…
Gorzowska runda była specjalna również ze względu na sytuację Darcy’ego Warda…
To smutna sprawa. Jego sytuacja powoli się poprawia. Musimy być optymistami i wierzyć, że to się jeszcze odmieni. Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby mu pomóc.
Po dzisiejszym Grand Prix jesteś już blisko Nickiego Pedersena, ale coraz dalej jest Tai Woffinden…
Ten dzieciak jest w gazie, on po prostu lata po torze. Ciężko będzie go dogonić, ale pozostaję pełen nadziei.
Szansa na zmniejszenie dystansu za 2 tygodnie w Krsko. Co myślisz o tamtejszym torze?
To wspaniały tor. Nie byłem tam przez kilka lat, ale z wielką przyjemnością powrócę tam. Będziemy trenować i postaramy się na uzyskanie dobrego wyniku.
Przekroczyłeś w Gorzowie barierę 2300 punktów zdobytych w Grand Prix. Czujesz się legendą tego cyklu?
Mam tyle punktów i nadal nie prowadzę w klasyfikacji generalnej? To trudne. (śmiech) Oczywiście, jestem tutaj od dłuższego czasu i jest to niewątpliwie wielka przyjemność. Kiedy jadę to nie myślę o statystykach, które przytaczacie, ale później siadam i mówię „WOW”.
Czyli nie ma na razie tematu zakończenia kariery?
Nieee, za bardzo to kocham. Wiem, że pewnego dnia to się zmieni, muszę być realistą. Niemniej jednak, to nie nastąpi w najbliższym czasie.
Rozumiem, że jest szansa, że zobaczymy Ciebie w wieku 60 lat ponownie na torze w Gorzowie?
Oczywiście!
źródło: inf.własna

