Krzysztof Kasprzak był jednym z trójki Polaków, którzy wystartowali w 67. Zlatej Prilbie w Pardubicach. Aktualny wicemistrz świata zakończył turniej defektem motocykla w finale pocieszenia, co dało mu ostatecznie dwunastą lokatę.
Niewiele brakowało, aby awansować do finału, ale nie poszczęściło Ci się w końcówce. Jak ocenisz swój dzisiejszy występ?
Wszystko było ok. Prowadziłem w finale pocieszenia, ale chwyciłem koleinę i broniłem się przed upadkiem. Gdy uderzyłem w płot minęło mnie trzech, później wpadłem w koleinę i znowu straciłem. Trochę źle uregulowałem motor na ten bieg i nie mogłem ujechać.
Jakie są Twoje wrażenia z jazdy w szóstkę?
Jest ciaśniej i dostaje się większą szprycę. Trzeba wygrywać start, bo jak dostanie się szprycę od pięciu to spada się z motora. Generalnie bardzo fajne takie zawody w innej formie. Cały czas szukam jazdy, bo zostały mi jeszcze 3 turnieje Grand Prix.
Czyli zobaczymy Ciebie jeszcze w tym roku na torze w zawodach innych niż Grand Prix?
Na pewno. Jest Sztokholm, Toruń, Melbourne i miejmy nadzieję, że coś się jeszcze przy okazji przewinie.
Czy trudno było skalkulować wszystkie możliwe scenariusze podczas walki o awans do kolejnych faz zawodów?
Ja nie kalkulowałem. Potrzebowałem jazdy i nie odpuszczałbym biegów, jechałbym wszystko.
Jak wygląda sytuacja Twojej przynależności klubowej w polskiej lidze?
W Gorzowie mam kontrakt na 2 lata, więc obecnie jestem zawodnikiem Gorzowa.
źródło: inf. własna

