
Matej Zagar był obok Rune Holty najlepszym zawodnikiem Włókniarza Vitroszlifu CrossFit Częstochowa w piątkowym meczu z Get Well Toruń. Przeprowadzka Słoweńca pod Jasną Górę wyszła mu na dobre, gdyż z każdym kolejnym meczem prezentuje się coraz lepiej.
Żużlowcy gospodarzy od samego początku meczu z „Apatorem” narzucili swoje tempo jazdy i zdobytego w pierwszym biegu prowadzenia nie oddali do samego końca. Dzięki temu „Lwy” awansowały na piąte miejsce w tabeli i mogą ze spokojem przygotowywać się do kolejnych spotkań. Jak piątkowy mecz oraz postawę swojej drużyny ocenia lider biało-zielonych – Matej Zagar? - Jest dobrze, tor nam się podoba i oby tak dalej.
Tor rzeczywiście sprzyjał w piątkowym meczu gospodarzom, ale gołym okiem można było stwierdzić, że różnił się on od tego na jakim przyszło ścigać się podopiecznym Lecha Kędziory w potyczce z Rybnikiem. Jak do tego odnosi się Matej Zagar? - Dużo inny tor, można powiedzieć stu procentowo inny tor. Trochę nas to zaskoczyło, ale ogarnęliśmy ten temat i cieszę się z tego.
To nie koniec żużlowych emocji pod Jasną Górą. Już w niedziele Matej Zagar wraz ze swoim nowym zespołem zmierzy się z byłym pracodawcą, a więc drużyną Cash Broker Stali Gorzów. Żółto-niebiescy to obecny Drużynowy Mistrz Polski oraz lider tegorocznej tabeli. Jak na to spotkanie zapatruje się Słoweniec? - Zobaczymy, bieg po biegu, trzeba być szybkim i będzie wszystko dobrze.
Jak się okazuje nie na darmo Matej Zagar nazywany jest słoweńskim komandosem. Jego dyspozycja imponuje, tym bardziej, że on sam wciąż odczuwa skutki karambolu w Grand Prix Łotwy w Daugavpils. Jak obecnie wygląda stan zdrowia Mateja? - Łokieć mam nadal bardzo mocno zdarty. Cały czas jeżdżę z opatrunkiem. Strasznie boli jak zginam ręce, ale damy radę.

Źródło: informacja własna

