Czekałem na to dwadzieścia dwa lata

mikrofon

Podczas jubileuszowego turnieju Adama Skórnickiego, rozgrywanego w ubiegłą niedzielę na stadionie Smoczyka w Lesznie, niespodzianek było co niemiara, w tym jedna z największych - na tor po dwudziestu dwóch latach wyjechał Piotr Pawlicki Senior. Ojciec braci Pawlickich spełnił swoje marzenie i dotrzymał tym samym obietnicy danej kibicom przed laty.

 

Minęło ponad dwadzieścia lat i znów mogliśmy zobaczyć Pana na motocyklu, i to podczas turnieju Adama Skórnickiego. Skąd ta decyzja? Dlaczego akurat dziś, teraz?

W sumie wszystko wyszło tak nagle. Wczoraj podjąłem decyzję, że pokażę się na torze. Od południa już trochę przeżywałem. Może i dobrze, że szybko się na to zdecydowałem i jakoś nie przygotowywałem się do tego. Moi chłopcy dopiero dzisiaj dowiedzieli się z mediów, że pojadę z nimi. Cieszę się bardzo. Dwadzieścia dwa lata na to czekałem. Dla mnie to prawie jak sto lat. Wsiadłem na ten motocykl i pomyślałem... zastanawiałem się jak to będzie przy zapaleniu i czy tak naprawdę dam radę utrzymać się na tym motocyklu. Jak już wyjechałem z parkingu poczułem tę maszynę i już jechałem. Zapomniałem o wszystkim. Jakby przed laty to się nie stało, ten wypadek, to myślę, że do dzisiaj bym jeździł. Wierz mi, gdyby te nogi były zdrowsze, miałbym więcej czucia w stopach. Czułbym ten hak, ten laciek to dzisiaj wsiadam na motocykl i się ścigam.

 

Wspomnienia wróciły?

Wróciły, wróciły. Praktycznie już widziałem to wyjście z łuku, drugie wejście w łuk. Synowie jechali tuż obok mnie. Wtedy już trochę adrenalina podskoczyła. Już chciałem tam się z nimi ścigać. Podjechałem pod start i chciałem spod taśmy jechać. Obiecałem im, że jak wystartujemy to wygram z nimi do tego wejścia w łuk. No, ale starszy syn powiedział, że nie ma takiej opcji. Wystartujemy tak po prostu, bez taśmy.

 

Dobrze było mieć synów dziś obok, mieć w nich oparcie.

Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie. Każdy rodzic cieszy się i jest dumny ze swoich dzieci. Chłopcy odnoszą sukcesy. Cieszę się z tego razem z nimi. Piotrek został mistrzem świata. Przemek, jak był jeszcze juniorem, co prawda odbijał się od tego i jakoś się tak nie ułożyło by ten złoty medal zawisnął. Nic straconego. Uważam, że ma szansę zdobyć tytuł mistrza w seniorach. Zrobili troszeczkę krzywdę Przemkowi w Lonigo. Na ten moment nie jest on nawet oczekującym. Pozmieniali wiele i tak jakby Przemka wykluczyli z możliwości walki w Grand Prix. To nie fair. Nie po to się jeździ w challengu, by później to wszystko się tak kończyło.

 

Dziś na torze zobaczyliśmy również córkę Dajanę. Co prawda nie na mechanicznym koniu, a na prawdziwym, zwierzęciu. Niewątpliwie córka też może zaliczyć ten rok do udanych.

No tak. Córka jeździ od 3. roku życia. W tej chwili ma szesnaście lat. Jest wicemistrzynią Polski. Prezes Jan Ludwiczak też wspominał jak dumny z niej jest. Oczywiście ja też jestem bardzo dumny. W ogóle cała rodzina. Moja żona, ja i chłopcy. Wszyscy bardzo ją wspieramy. Widzę jak Dajana dąży do tego i jak mocno walczy o sięganie jak najwyżej. Niezwykle mnie to cieszy, bo zawsze tak sobie marzyłem - jak któryś z chłopców zostanie mistrzem świata, to Dajanka ich wywiezie i razem wyjadą na koniach.

Piotrek w tym momencie skończył sezon żużlowy. Dzięki Bogu szczęśliwie. Cało i zdrowo. Przed Przemkiem jeszcze walka o złoto w angielskiej lidze. Myślę, tylko o tym, by szczęśliwe się to zakończyło, bez kontuzji, bezpiecznie. Pod koniec sezonu Przemek się w końcu odnalazł i to mnie bardzo raduje. Chłopcy mają już też zagwarantowane starty w Unii na przyszły rok. Szybko podpisali kontrakty. Tu się wychowali, Leszno to nasz dom.

 

Nie tylko rodzina dziś Pana wspierała. Wiele głosów otuchy napływało z różnych stron.

Dokładnie, to niesmowite przeżycie. Dziś od rana miałem mnóstwo telefonów, bardzo miłych telefonów. Z Gorzowa, Rybnika i z innych miast. Wszyscy mówili jak wspierają i że przyjadą by mnie zobaczyć na tym motocyklu. Wszystkim tym ludziom chciałem podziękować za to wsparcie. Tak jak kiedyś mówiłem. Pomagali mi po wypadku. Wtedy właśnie poznaje się tak naprawdę ludzi, gdy coś się złego w życiu przydarzy, gdy jest problem. Taki jak i ja miałem. Chodzę wciąż o tych kulach, ale stanąłem na nogi, dzęki właśnie tym wspaniałym ludziom.

 

Stoczył Pan ciężki bój o powrót do sprawności.

Ciężki to za mało powiedziane. Ktoś, kto nie przeżył czegoś takiego, nie siedział nigdy na wózku, to tego po prostu nie jest w stanie zrozumieć. Może współczuć i dzięki mu za to, ale nie wie co to znaczy. Nikomu tego nie życzę.

 

Dziękuję za rozmowę. To była przyjemność zobaczyć Pana dziś na torze.

Dziękuję bardzo.

 

źródło: inf.własna

 

Aleksandra Jankowska

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!