Przeżyjmy to jeszcze raz…

GorzowBrąz na osłodę – wspomnienie sezonu 2021 roku w wykonaniu Moje Bermudy Stali Gorzów (cz. 1)

 Początek sezonu 2021 w wykonaniu Stali Gorzów był zgoła odmienny niż 2020. Na początku poprzedniego roku gorzowianie zanotowali sześć porażek z rzędu, potem przyszło osiem kolejnych zwycięstw i ostatecznie zakończyło się na wywalczeniu srebrnych medali. Tym razem Stalowcy rozpoczęli zmagania od czterech zwycięstw, co bardzo rozbudziło apatyty kibiców. Jednak końcówka sezonu zasadniczego nie była już tak efektowna. Do tego doszły kontuzje liderów i ostatecznie „na osłodę” żółto-niebiescy wywalczyli brązowe medale Drużynowych Mistrzostw Polski.

Moje Bermudy Stal sezon zainaugurowała w niedzielę 4 kwietnia wyjazdowym spotkaniem z mistrzem Polski Fogo Unią Leszno. Stadiony były zamknięte, dlatego kibice zasiadający przed szklanymi ekranami przecierali oczy ze zdumienia nie poznając swoich idoli. Goście prowadzili od pierwszego do ostatniego wyścigu i kontrolowali przebieg wydarzeń na torze. Stalowcy wygrali indywidualnie dziesięć oraz zespołowo osiem biegów i cały mecz 48:42. Najlepszymi zawodnikami wśród przyjezdnych byli: Bartosz Zmarzlik (14 pkt.), Martin Vaculik (10+1) i Anders Thomsen (7). Na słowa pochwały zasłużyli także gorzowscy juniorzy, którzy zdobyli łącznie 8 punktów i 1 bonus – Kamil Nowacki (5+1) oraz Wiktor Jasiński (3).

Tydzień później do Gorzowa Wielkopolskiego przyjechała ekipa Motoru Lublin. Przyjezdni przystąpili do tego spotkania osłabieni brakiem Dominika Kubery, ponieważ nowy klub wychowanka Unii nie chciał zapłacić ekwiwalentu za wyszkolenie zawodnika. Wynik nie odzwierciedlał tego co działo się na torze. Przez większą część zmagań pojedynek był bardzo wyrównany. Gospodarze objęli prowadzenie po 3. wyścigu i nie oddali go do końca spotkania, ale przewaga miejscowych oscylowała najczęściej w przedziale od dwóch do sześciu „oczek”. Po 8. wyścigu przewaga gorzowian zmalała do zaledwie dwóch punktów za sprawą jedynego podwójnego zwycięstwa pary gości Mikkel Michelsen – Grigorij Łaguta. O dość wysokim zwycięstwie żółto-niebieskich (52:38) zadecydowały komplety punktów gorzowskich liderów w 10., 13. i 15. biegu. W ekipie gospodarzy klasą do siebie byli mistrz świata Bartosz Zmarzlik oraz Martin Vaculik, którzy wywalczyli płatne komplety punktów. Cenne punkty dołożyli Anders Thomsen (11+1), Szymon Woźniak (8) oraz juniorzy. Tym razem bardzo słabo pojechał Rafał Karczmarz (1).

W niedzielę 25 kwietnia gorzowianie pojechali do Grudziądza, gdzie do tej pory przegrali wszystkie mecze w najwyższej klasie rozgrywkowej. Tym razem goście odnieśli przekonujące zwycięstwo 52:38 i pozostali liderem rozgrywek. Pojedynek był szczególny dla mistrza świata Bartosza Zmarzlika, który dokładnie 10 lat temu zadebiutował w najlepszej żużlowej lidze świata. Na torze lider gości nie miał jednak litości dla przeciwników i rocznicę uczcił kolejnym płatnym kompletem punktów. Przyjezdni przystąpili do tego spotkania osłabieni brakiem juniora Kamila Nowackiego, ale nie miało to wpływu na przebieg wydarzeń na torze. Gorzowianie objęli prowadzenie po pierwszym wyścigu i nie oddali go do końca rywalizacji. Przez większą część zmagań pojedynek był wyrównany. Stal najczęściej prowadziła różnicą od 2 do 6 punktów. Goście mieli jednak piorunującą końcówkę rywalizacji. Wygrali podwójnie trzy ostatnie odsłony i cały mecz różnicą aż 14 „oczek”. W gorzowskiej ekipie znakomicie zaprezentowali się seniorzy, którzy odnieśli dziesięć indywidualnych zwycięstw, a czterech liderów zapisała na swoich kontach dwucyfrowe zdobycze punktowe. W debiutanckim wyścigu w najlepszej żużlowej lidze świata sukces odniósł nawet 17-letni Marcus Birkemose.

W niedzielę 9 maja przyszedł czas na lubuskie derby, które były spektaklem obfitującym w zaskakujące zwroty akcji. Mecz można było podzielić na dwie fazy: I – wyścigi od 1. do 5. oraz II – biegi od 6. do 15. Po 5. odsłonie dnia gospodarze prowadzili 20:10, by drugą część przegrać 20:40! Trudno sobie przypomnieć podobną sytuację w lubuskich zmaganiach, które często były wyrównanymi i zaciętymi pojedynkami. Jedynie w 2019 r. na stadionie im. Edwarda Jancarza początkowo gorzowianie prowadzili ośmioma punktami, ale zielonogórzanie w kolejnych wyścigach odrobili szesnaście „oczek”. Przed biegami nominowanymi Stal prowadziła 44:34 i wiadomym było, że żółto-niebiescy wywiozą z Zielonej Góry dwa punkty meczowe. Ostatecznie goście wygrali 50:40. W drużynie przyjezdnej prym wiodło trzech liderów – Bartosz Zmarzlik (17 (6)), Anders Thomsen (12 (6)) i Szymon Woźniak (9+2). Z kolei nieco poniżej swoich możliwości pojechał doskonale znający zielonogórski owal Martin Vaculik. Jak się później okazało Słowak w pierwszych dwóch wyścigach miał problemy z prądem w swoim motocyklu i był zmuszony przesiąść się na drugą maszynę. Dla przyjezdnych było to czwarte zwycięstwo z rzędu, w tym trzecie wyjazdowe, po którym pozostali liderem PGE Ekstraligi.

Tydzień później Moje Bermudy Stal pojechała na mecz ligowy do Wrocławia Spotkanie zapowiadało się szlagierowo. Kibice spodziewali się zaciętej rywalizacji do ostatniego wyścigu, tak jak to miało miejsce w meczach w 2020 roku na Stadionie Olimpijskim. Nic z tych rzeczy, a zwycięstwo Sparty 52:38 mówi samo za siebie. Gospodarze wygrali podwójnie pierwszy bieg, ale juniorzy Stali w następnej odsłonie odrobili straty i na tablicy wyników pojawił się rezultat remisowy. Po 4. gonitwie żółto-czerwoni objęli prowadzenie, które stopniowo powiększali i nie oddali go już do końca pojedynku. Gospodarze przystąpili do meczu osłabieni brakiem kontuzjowanego Taia Woffindena, za którego stosowane było zastępstwo zawodnika. Z zz-tki Spartanie wywalczyli aż 9 punktów i 2 bonusy, co zrekompensowało brak Brytyjczyka. W drużynie przyjezdnej korzystnie zaprezentowali się tylko Bartosz Zmarzlik (14 (6)), Anders Thomsen (9+2 (6)) oraz juniorzy. Goście odnieśli zaledwie cztery zwycięstwa indywidulane i dwa zespołowe. Mistrz świata pierwszy biegowy sukces odniósł dopiero w trzecim swoim starcie i w sumie stracił cztery punkty przegrywając z Łagutą, Bewleyem i dwukrotnie z Janowskim. Zawiedli Martin Vaculik (5+1) i Szymon Woźniak (3+1).

W niedzielę 23 maja gorzowianie podejmowali w zaległym meczu IV rundy PGE Ekstraligi Eltrox Włókniarzem Częstochowa i przegrali 44:46. Nie takiego powrotu na trybuny spodziewali się kibice żółto-niebieskich. Ich ulubieńcy przegrali drugi mecz z rzędu, będąc po prostu drużyną słabszą. Zawodnicy gospodarzy przegrywali starty i byli wolni na dystansie. Gospodarze jeszcze po 6. odsłonie prowadzili 19:17, ale później przyjezdni przejęli inicjatywę i kontrolowali przebieg wydarzeń na torze. Część strat Stalowcy odrobili wygrywając podwójnie przedostatni wyścig, ale remis w ostatnim biegu zapewnił dwa punkty meczowe drużynie z Częstochowy. W ekipie gospodarzy korzystnie zaprezentowali się tylko Martin Vaculik (12+1) i Wiktor Jasiński (7 (4)), chociaż i tak nie ustrzegli się błędów. Pozostali zawiedli, a Bartosz Zmarzlik (9+1) nie miał po prostu swojego dnia. Tak słabego występu mistrza świata chyba nikt się nie spodziewał, z nim samym włącznie. Z kolei częstochowianom pojedynek wygrali juniorzy oraz Kacper Woryna (10+2), który odjechał do tej pory swój najlepszy mecz w sezonie.

 

O kolejnych etapach walki gorzowskiej Stali o medale, już wkrótce w drugiej części opracowania. Zapraszamy do lektury.

 

c.d.n.

 Gorzow3

 

Maciej Major

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!