
Trzy starty i cztery oczka z bonusem, to dorobek najmłodszego z zawodników Fogo Unii Leszno. W niedzielnym meczu z Unią Tarnów nie tylko wsparł punktowo drużynę, ale pokazał również kawał dobrego speedwaya. O walce na torze z Januszem Kołodziejem, presji oraz nieobliczalności żużla, leszczyński junior Bartek Smektała.
Mecz IIII rundy polskiej ekstraligi pomiędzy Fogo Unią Leszno a tarnowskimi Jaskółkami zakończył się zwycięstwem gospodarzy 52:38. Walki na torze nie brakowało i to już w pierwszej serii startów.
W biegu 4. kibice zgormadzeni na Smoku mogli podziwiać starcie Bartka Smektały z Januszem Kołodziejem. Ostatecznie górą okazał się tarnowianin, jednak to Smyk przez trzy okrążenia brylował na torze - Muszę przyznać, że nie czułem za plecami Janusza Kołodzieja przez trzy okrążenia. W czwartym pojechałem krawężnikiem i dopiero wtedy usłyszałem, że coś się tam za mną kroi. Zobaczyłem go dopiero w połowie prostej i już było za późno. Myślę, że nasza jazda mogła się podobać kibicom. Mam nadzieję, że wszystko było na dobrym poziomie i przede wszystkim fajnie to wyglądało.
Wczorajszy występ pokazał, że Bartek jest juniorem, który może ścigać się i psuć szyki bardziej doświadczonym kolegom. To ważne, szczególnie w kontekście tego, że Dominik Kubera skończył 16 lat i może już występować w meczu ligowym. Czy Smyk czuje na plecach oddech młodszego kolegi z drużyny? - Jeśli jeździłbym na żużlu myśląc o tym czy jest miejsce w składzie czy nie, to wydaje mi się, że moje wyniki byłyby gorsze niż są teraz. Nie da się ukryć, że Domin jest utalentowanym zawodnikiem i pokazuje to na każdych zawodach. Przede wszystkim walczy. Prawda jest taka, że naszym zadaniem jest godne zastąpienie Tobiasza Musielaka. Kto to zrobi, kto będzie jeździł? Wszystko jest w naszych rękach i przede wszystkim jest to decyzja trenera.
Sezon 2015 jest dla Bartka Smektały pierwszym, w którym leszczyński junior cały czas jest w podstawowym składzie, jednak walka o skład, która jest możliwa, może wywołać u zawodnika presję - Ze strony klubu nie odczuwam żadnej presji. Istnieją jednak poprzeczki, które to ja sam sobie stawiam. Czasami mogą się one zamienić w presję. Potem zdarza się, że nie mogę sobie z tym poradzić. Wtedy jest problem i to jest przyczyną moich raz lepszych, raz gorszych wyników.
Jak w życiu tak i na żużlu zdarzają się raz lepsze, raz gorsze dni. Wielu ekspertów już przed sezonem nazwało Unię Leszno dream teamem i wiesza na ich szyjach złote medale DMP 2015. Takie przedsezonowe spekulacje mogą być dla drużyny niebezpieczne. Cały leszczyński zespół, w tym Smyk, podchodzą do tego typu haseł i newsów na spokojnie - Żużel jest nieobliczalny. Pokazuje nam przede wszystkim, że raz może być pięknie, a za chwilę przychodzi okres, gdzie wszystko się wali. Żadna drużyna tego nie chce, ale tak się zdarza. Mówi się wtedy trudno. My na każdy mecz bardzo ciężko pracujemy. Najważniejsze jest to, że mamy super atmosferę w klubie. Nie ukrywam i myślę, że chłopacy też tego nie ukrywają, że taka atmosfera przekłada się na wynik – komentuje Bartek.
Za dwa tygodnie leszczynianie zmierzą się w meczu wyjazdowym z aktualnym Drużynowym Mistrzem Polski, Stalą Gorzów. Dla Bartka nie będzie to debiut na gorzowskim owalu - Miałem już okazję startować w Gorzowie. Nie ukrywam, że ten tor nie należy do moich ulubionych. Jestem jednak zdania, że każdy tor jest dobry do jazdy. Do tego meczu na pewno podejdę optymistycznie.
źródło: inf. własna

