Jeszcze po kolejce

naczelnyPierwszy żużlowy weekend za nami. Nie pamiętam kiedy podczas inauguracji sezonu ligowego było aż tyle emocji i... kontrowersji. Te sędziowskie tym razem pominę, bo mnie od nich mdli.

W piątek faworyzowani gospodarze minimalnie ulegli gościom ale w zasadzie można napisać, że stawka tych meczów była znikoma. Niewielka liczba widzów na trybunach jakby to potwierdzała. Nowy system play-off do którego kwalifikuje się aż 6 z 8 startujących zespołów nie wywołuje nadmiernego zainteresowania. Przynajmniej na początku zmagań. Niech nie zmyli czytelników doskonała frekwencja na niedzielnych meczach w Ostrowie Wielkopolskim i Wrocławiu. Na meczach beniaminka zawsze będzie duża liczba widzów, którzy zwyczajnie spragnieni są ekstraligowego ścigania a we Wrocławiu od wielu już lat panuje moda na ligowy speedway. Tam na speedway się chodzi.

W Częstochowie języczkiem u wagi jak się później okazało był junior z Leszna Hubert Jabłoński, który nic nie musiał ale już w biegu ze swoimi utytułowanymi miejscowymi rówieśnikami pokazał nomen omen lwi pazur przegrywając tylko z Młodzieżowym Mistrzem Świata. Potem było jeszcze lepiej. W czwartym biegu wygrana ze Smektałą i ponownie ze Świdnickim „załatwiła” gościom mecz. Brawo!

W Gorzowie z kolei okazało się, że gdy Mistrz Świata Bartosz Zmarzlik nie notuje na swoim koncie wyniku w okolicy kompletu to jego drużyna ma problem z wygraniem meczu. Gorzowianie pojechali dobry mecz ale zabrakło wśród nich lidera. Lubelscy sternicy mają wyjątkowy komfort w prowadzeniu zespołu. Michelsen, świetni juniorzy, Kubera na rezerwie oraz Maksym Drabik to atuty, którymi są w stanie napędzić strachu wielu ekipom.

W Ostrowie beniaminek nie dał rady. Obawiam się, że tak wysoka porażka z drużyną walczącą w ubiegłym sezonie o utrzymanie niczego pozytywnego do zespołu wnieść nie może. Dlaczego na święto inauguracji ekstraligowej do Ostrowa nie zawitał Drużynowy Mistrz Polski? To dopiero byłoby otwarcie. Brawa dla grudziądzan, którzy od początku przejęli inicjatywę i ostatecznie nie pozostawili cienia wątpliwości kto był na torze lepszy.

We Wrocławiu Drużynowy Mistrz Polski zdeklasował jednego z pretendentów, który przyjechał do stolicy Dolnego Śląska z czterema uczestnikami elitarnego cyklu Speedway Grand Prix. Obraźliwe okrzyki kibiców gości wobec reprezentanta Polski rosyjskiego pochodzenia dopełnia kompromitacji. Kibic może więcej ale nie zgadzam się z zaproponowaną i podtrzymywaną przez niektórych piszących i media narracją dyskredytującą Czugunowa. Jeżeli ktoś posiada nasze, polskie obywatelstwo, które otrzymał od władz państwowych, swój los związał z naszym krajem, chciał i został powołany do reprezentacji narodowej, jeździł w polskich barwach a to wszystko na długo przed agresją na Ukrainę to nie ma powodu, aby go teraz postponować i wrzucać do przysłowiowego jednego worka z wykluczonymi. Jest spora rzesza naturalizowanych Polaków. Wśród nich było i jest wielu sportowców także zza wschodniej granicy przysparzających na sportowych arenach chwały naszemu krajowi. Idąc tym tokiem myślenia oni też są naznaczeni? Nie idźmy tą drogą.

W Zielonej Górze faworyt całych rozgrywek stracił ten przydomek w pojedynku z Aforti Startem Gniezno. Zielonogórzanie nie pokazali nic co dawałoby ich kibicom nadzieję na spokojny awans do Ekstraligi. Inaczej jest w Krośnie, które pewnie pokonało na wyjeździe Zdunek Wybrzeże Gdańsk. W nadchodzącej kolejce Wilki zmierzą się u siebie z zielonogórskimi Myszami. Co to może być za mecz!

W drugiej lidze w Tarnowie przegrał nie tyle faworyt czyli PSŻ Poznań co Rune Holta. Bohater przedsezonowych publikacji, pożądany ponoć nawet w Ekstralidze był najsłabszym ogniwem swojego zespołu.

Do następnej kolejki.

 Kierownica2

 

Tadeusz Malinowski

Mam zaszczyt kierować najstarszym w polskim Internecie wydawnictwem o żużlu. Zapraszam do naszej redakcji kibiców i pasjonatów żużla.

20

Dziękujemy, że jesteście z nami!